niedziela, 10 lutego 2013

rozdział 20.

I tak oto dobiliśmy do dwudziestego rozdziału 'Nie ufaj, nie płacz. Nie warto.'! Niedługo upłynie rok, jak ten blog istnieje, jakoś szybko to zleciało, a mało akcji tu było. ;-; To wszystko moja wina i przepraszam za swoje jestestwo. Postanawiam, że od teraz notki będą pojawiały się regularnie. Będę się starać, obiecuję kochani~ Miło mi się zrobiło, kiedy weszłam tutaj by dodać notkę i widzę 7 komentarzy pod ostatnim postem, dziękuję, że jednak są ludzie, którym zależy bym pisała dalej. <3

Jedna uwaga co do rozdziału. Powinnam już zakończyć akcję na statku, a ja nadal w to brnę i ciągnę, pewnie niepotrzebnie.




~Nezumi.

     Usłyszałem za sobą przerażający i zdruzgotany głos Shiona, który wzywał ciągle moje imię. Potem jedynie poczułem jak wpadam do lodowatej morskiej wody, która rozbryzgała się od mojego ciężaru, a jeszcze wcześniej wymachiwałem rękoma w górze, chcąc złapać się czegokolwiek, lecz na marne. Płyn wlewał się do moich ust i nosa, byłem oszołomiony.

Tylko na tyle cię stać?

Inukashi?

Nie, jedna z dziwek Rikigi, padalcu. Co z tobą? Chcesz tak łatwo się poddać? Nie daj się, to tylko woda, zimna, ale lodem się jeszcze nie stała. W sumie to morska może? Nie wiem, spytam Shiona. A właśnie… Nie zostawiaj go, nie możesz się dać, mimo wszystko.

Inukashi…

Wiem jak mam na imię, majaczysz w tej chwili i akurat musisz myśleć o mnie? To wy, razem, zniszczyliście Zakład Karny, nie pozwól oddać się w otchłanie morskie. Słyszysz?! To cię nie pokona, chyba, że myślałam, że jesteś aż tak żałosny, że nawet nie spełnisz obietnicy mi danej. Masz mi zaśpiewać. Nie zapominaj o tym, przychlaście.  


     Jakbym właśnie otrzymał od niej siarczyste uderzenie w policzek, co mnie ocuciło. Przecież nie mogłem tak zostawić swojego chłopaka na pastwę losu. Pastwę losu tego gbura, który… Który, jakby ktoś nie wiedział, był jednym z więźniów Zakładu Karnego. Znałem go nieco wcześniej, bywał często w Zachodnim Bloku w teatrze i ciągle mi proponował… Tonack był tym typem człowieka, który gustował w młodych, ładnych i utalentowanych chłopcach i właśnie ja byłem dobrym tego okazem.
     - Chcesz mi powiedzieć, że odmawiasz mi? To propozycja nie do odrzucenia. – Trzymałem kwiaty, które prawdopodobnie należały do niego, siedząc w garderobie, lub czymś co to przypominało. Zaraz je odrzuciłem w stronę drzwi, kiedy mężczyzna chciał tu wejść. Ta, jeden z moich wiernych fanów. Jednakże czuł do mnie respekt lub po prostu chciał mnie uwieść. Wtedy nawet nie pomyślałbym, że będę z Shionem i tyle z nim przejdę. – Eve… - Powiedział słodko, drapiąc w drzwi paznokciami.
     - Spierdalaj, grzecznie proszę. – Powiedziałem słodko, podchodząc w stronę dobiegającego głosu, opierając się o ścianę i patrząc z wdziękiem na swoje paznokcie. Zdążyłem wcześniej przebrać się z sukienki. – Zdajesz sobie sprawę, że jestem facetem i nie kręci mnie ta sama płeć?
     - Ale Eve, proszę cię. Jedno spotkanie i zmienisz swój światopogląd, nie rob mi tej krzywdy. – Wzdychał zraniony, kiedy ja milczałem. Wróciłem na miejsce, związując włosy. – Tylko jeden, jedyny raz. Nie zachowuj się tak ozięble względem mnie. Podnosisz mi ciśnienie, gdy na ciebie patrzę, moje serce zaczyna mi mocniej bić, czuję mot… - Nie dokończył, bo w drzwi rzuciłem jedynym lustrem, które tu posiadałem, dźwięk upadających kawałków rozbrzmiał mi w uszach.
     Wracał po każdym przedstawieniu i wszystko powtarzało się od początku. Było jasne, że zadłużył się we mnie, a fakt, że ja nie chcę mu się dać, budził w nim adrenalinę i chęć posiadania mnie. No albo przelecenia. To było moje pierwsze spotkanie z homoseksualistą. Po pewnym czasie przestał mnie nawiedzać, a jego ostatnie słowa, jakie od niego usłyszałem: ‘Popadłem w namiętność, staniesz się jeszcze Werterem i zabijesz się z miłości’ nie zrobiły na mnie wrażenia.
     Aż do teraz.
     Zebrałem w sobie ostatki sił i zacząłem płynąć w górę, chciałem się wydostać na powierzchnię, ale czułem, jak i zapas tlenu, który był niewielki, kończył mi się. Złapałem się słupka, który był częścią konstrukcji pomostu, drżąc z zimna. Lodowata woda spowodowała, że moje mięśnie zaczynały sztywnieć, miałem wrażenie, jakby wszystko nie bolało, całe ciało. Musiałem zanurkować pod wodę, kiedy spostrzegłem, że dwa pachołki mojego wroga numer jeden wyszły, by sprawdzić, czy może jednak się uratowałem. Nie mogąc dłużej wytrzymać pod wodą, wyłoniłem się z niej, nie puszczając się drewna. Z ledwością znalazłem się na pomoście, leżąc na brzuchu. Byłem mokry, zmarznięty i zmarnowany. Miałem ochotę umrzeć w tym miejscu, ale nie mogłem.
     Wiedziałem, że przystań znajdowała się bardzo daleko od domu Karan, więc nie było mowy, żebym poszedł tam i poprosił o pomoc, bo nie było na to czasu. Musiałem działać sam, sprawdziłem jeszcze, czy mam przy sobie broń. Na szczęście jej nie zgubiłem, to było jakieś pocieszenie. Wstałem, ściągnąłem kurtkę i rzuciłem ja na pobliski kamień. To nic, że było mi zimno, w tej chwili zawadzała i była cała zmoczona.
     - Teraz tylko dotrzeć do statku. – Był on niedaleko, bo mnie prąd morski nigdzie nie porwał. Kolejny dar od losu. Podbiegłem do niego, mając w ręku pistolet. Musiałem znaleźć Shiona i dziecko. – Gdzie są te myszy? – Nie kazałem im iść z nami, bo uznałem, że tym razem nie będą potrzebne. Zagwizdałem z nadzieją, że może moje zwierzątka się tu pojawią. Nic. Ruszyłem dalej. Udało mi się niepostrzeżenie znaleźć na pokładzie, nikogo tutaj nie było.
     Pii, piii. Coś ugryzło mnie w ucho. Nie coś, a Hamlet. Zaraz koło mich nóg znalazły się pozostałe dwie myszki. Nakazałem im pobiec do przodu i sprawdzić, czy teren jest czysty, a sam zaraz ruszyłem gdzieś w głąb.
     - Mam jego syna, ale nie wiem, kim jest ten z białymi włosami. – Usłyszałem, przechodząc obok okna jednej z kabin. – W ogóle można mieć takie włosy? Chyba za wcześnie zaczął dojrzewać, haha. Lecz co teraz? – Zapytał jakby sam siebie Tonack – Zabiliście mi go, chuje!
     - A-ale sir, sam pan kazał… - Ktoś jęknął żałośnie – Ten młodzieniec. Może on się nada? Też jest ładny i w ogóle.
     - Zamilcz! Myślisz, że jeżeli przelecę tego tam, to moja miłość do Eve zniknie? – Chwila ciszy, ktoś nieznacznie poruszył się na krześle. – Płyniemy, a potem się okaże.
     - A co z dzieckiem, sir?
     - Sprzedamy.
     Siedziałem pod owym oknem, a siły ze mnie zaczynały uchodzić. Wszystko powodował fakt, że moje ciało było odmrożone. Palce zaciśnięte na broni nie były wstanie się wyprostować.

Lamusie, nie wykładaj się na tych deskach, masz misję!

     Takie i inne słowa Inukashi błądziły w moim umyśle. Może to dziwne, ale takie jej gadanie w głowie dodawało mi otuchy i energii. Uniosłem się z zimnej drewnianej podłogi, ale gdy chciałem iść, statek ruszył, a ja wpadłem na ścianę, nie będąc w stanie zrobić kolejnego kroku. Co teraz? Przecież my nigdzie nie możemy popłynąć! Zimny wiatr ocucił mi myśli. Muszę ich szybko znaleźć, zanim na dobre stąd odpłyniemy.
     Zacząłem biec przed siebie, uważając by nie napotkać kogokolwiek, no ale jak przystało opowiadanie z odrobiną akcji, natknąłem się na mężczyznę przy kości, mającego swoje długie włosy związane w koński ogon i brodę. Śmierdział rybami. Łatwo uporałem się z nim, kiedy leżał już na plecach, groziłem mu bronią i kazałem powiedzieć, gdzie jest Shion. W tej chwili wskoczyła mi na ramię mysz, a potem znalazła się na brzuchu faceta.
     - To bomba, jeżeli mi nie powiesz, po prostu wybuchnie. – Pisk. Przywiązałem mu nadgarstki do stalowej rury, robiącej za barierkę zabezpieczającą przed wpadnięciem do wody, kiedy to ja właśnie przez nią wpadłem. Ironia.
     - Ostatnie pomieszczenie, pod pokładem. Nic więcej nie wiem. Odwiąż mnie! – Zaczął się drzeć, za to ja kopnąłem go w głowę i nastała cisza. Koleś stracił przytomność.

     - Tknij tylko chłopaka palcem, a zginiesz! – Wrzasnąłem, kiedy schodząc pod pokład, zauważyłem Tonacka idącego w dół po schodach. Naskoczyłem na niego swoim ciałem i obaj się sturlaliśmy, drżącą ręką przyłożyłem mu lufę do czoła. Nie chciałem pokazać, jak bardzo jestem już zmęczony. Ten tylko uśmiechnął się zadziornie.
    - Banda debili. Nawet nie potrafią wrzucić człowieka do wody. – Walnął mnie pięścią w twarz, tym samym osunąłem się na bok. Strzeliłem na chybił trafił, dostał w brzuch. Zgiął się w pół z bólu. – Co ty wyprawiasz? Chcesz mnie zabić?
    - Modra, draniu. Nie wierzę, że porwałeś dziecko i z zemsty chciałeś zgwałcić Shiona. – Mężczyzna kaszlnął i splunął krwią.
     Miałem dość, teraz poczułem, że naprawdę jestem odmrożony.
     - Shion! Shion, gdzie jesteś?



Mało, mało.. Lavi, nie starasz się w ogóle.

wtorek, 22 stycznia 2013

uff uff.

Jestem ciekawa, czy ktoś tu w ogóle zagląda i sprawdza, czy w końcu dodałam nowy rozdział. Sama siebie za to nienawidzę, jak bardzo jestem leniwa. ;-; Potrzebuję jakieś motywacji, tylko jakiej? Jeżeli naprawdę ktokolwiek oczekuje dalszych zdarzeń, proszę, niech skomentuje ten post.

Btw, co się stanie z Nezumim? Utonie, czy może jednak przeżyje? Istnieje prawdopodobieństwo odmrożenia ciała, w końcu wpadł do lodowatej wody. A co z Shionem i Nezushi? Będzie szczęśliwe zakończenie tego wigilijnego wieczoru?




środa, 26 grudnia 2012

rozdział 19.

Czeeeeść, wiem, że czekaliście na niego długo, ale w końcu jest. Daję oto w Wasze oczka świeżutko napisany dziewiętnasty rozdział. Na dodatek z niewielką nawiązką. Wen wrócił. <3  Swoją drogą, muszę mu dać imię, a co. >D

Tylko nie wiem, czy motyw morza, który to dałam, był dobrym pomysłem, ale.. To mi się objawiło na spacerze z psem, nie mogłam tego zignorować. c:


~Inukashi.

     Powtórka z rozrywki. Tylko tym razem Inukashi znajdowała się w domu matki Shiona, siedziała cała spięta na kanapie na górze w salonie, a w głowie miała milion myśli. Jak mogła go tak po prostu dać zabrać? Nadal miała przed oczami, gdy je zamykała, wizerunek tych ludzi, ich wredny i ohydny wyraz twarzy. Naskoczyli na nią i jeden z nich wyrwał dziecko z ręki, a z kolei drugi zaskoczył ją od tyłu, podduszając, przykładając dłoń do ust i nosa. Byli dzikiej, ogromnej postury i śmiali się.
     - Proszę, kochanie. Napij się. – Karan podała jej kubek z ciepłym mlekiem z miodem i usiadła obok brunetki, kładąc dłoń na jej kolanie. – Nie powinnaś się martwić..
     - Jak nie powinnam? – Jej głos się podniósł – Przecież to nie jest zabawka dla psa, jakaś piłeczka, którą można podrzucać i się nią bawić! To człowiek – Drżała, kiedy odkładała na stolik ciepły napój – Mały, bezbronny człowiek. Nie jest w stanie nic sam zrobić… - Jej ręce ułożyły się jakby miała je w ręku i utulała do snu, a oczy miała zaszklone. – Nezushi, gdzie jesteś? A jeżeli coś mu zrobią? – Spojrzała na kobietę, która jakby odpłynęła na chwilę – Karan… Boję się o niego. Nie wiesz jak to stracić.. – Urwała, ona doskonale to wiedziała. Lepiej niż ktokolwiek inny, przecież na dłuższy czas straciła syna, ale on sobie poradził. – Przepraszam, nie powinnam.. – Karan nagle się wzdrygnęła.
     - Nie szkodzi. – Zmrużyła oczy, patrząc gdzieś przed siebie.
     - O czym myślisz?
     Matka zacisnęła swoje palce w pięść i przegryzła wargę.
     - To głupie, Inukashi.
     - Proszę cię. Głupie, czy nie głupie. Zawsze coś.
     - Może porwali go, bo myśleli, że to dziecko Nezumiego i twoje. Może miał z nimi jakieś zatargi, zadłużył się u nich i chcą spłaty długu. – Młodsza zaśmiała się nerwowo, wznosząc głowę do góry i pokręciła nią. Chociaż… Zdało jej się to logiczne. To już jakiś trop. – Zadzwoń do Shiona, powiedz mu to. Szybko, może nie jest jeszcze za późno. Nie wiemy, gdzie oni są.
     Inukashi wstała i sięgnęła do swojego płaszcza, wyciągając z niego telefon. Wybrała numer białowłosego i czekała. Odliczała sygnały.
     Jeden, dwa, trzy… Ktoś odebrał za szóstym.
     - Shion, posłuchaj. Istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że ci porywacze chcą okupu za małego, myśląc, że to jest dziecko moje i.. Nezumiego. – Imię chłopaka prawie wypluła z siebie. Na tę myśl zrobiło się jej mdło. – On nie ma u nikogo długów, czy nawet zatargów? Przekaż mu to, ale pewności nie mam. – Chciała się rozłączyć, ale on zrobił to szybciej. – Wróćcie – Szepnęła do głuchej słuchawki.
~

     - Tak, rozumiem. Przekażę. – Odpowiedział czerwonooki, mając przyłożony paralizator do policzka.
     - I dodaj, że jest wszystko w porządku. – Ochrypły głos zabrzmiał w pomieszczeniu i rozniósł się echem. Chłopak zmrużonymi oczyma spojrzał na tę ohydną twarz mężczyzny, milcząc. – Dodaj! – Warknął, pokazując zęby. Jak zwierzę.
     - Inukashi, będzie dobrze. Spokojnie. Nie masz o co się martwić. – Gruba, tłusta ręka zabrała od jego ucha telefon i rzuciła nim o podłogę. Urządzenie zostało potem zdeptane i przerobione w miazgę.
     - Odechce wam się gadkowana raz na zawsze. – Kopnął pozostałość tego, co niedawno nazywało się komórką i podszedł do drzwi. – A teraz pozwólcie, że was opuszczę na chwilę. Bądźcie grzeczni i nie odchodźcie. Ah! Przecież nie możecie! – Zaśmiał się, znikając.
     - Świetnie Nezumi, to jest twój wspaniały plan? Ała, to bolało.
     - Masz ten nóż, co ci go dałem?
     - No w rękawie.
     - Wyjmij i mi podaj.
     Obaj znajdowali się na statku, w jednej z kajut. Siedzieli na krzesłach, plecami do siebie i mieli związane nadgarstki jednym sznurkiem. Szczur zaczął majstrować coś przy ich dłoniach nożem, ale było mu ciężko.
     - Debile, nie pomyśleli o tym, by związać nam nogi, albo przywiązać chociaż do krzeseł. Czysta, wydestylowana inteligencja. Naprawdę. – Cmoknął językiem. – Nie ruszaj się, nawet jak przyjdą.
     Shion zaczął rozglądać się po niewielkim pomieszczeniu. Wyglądał jak zwykły, tylko bardzo zaniedbany, pokój na statku. Pachniało stęchlizną i morzem. Zostali tutaj zabrani, kiedy Nezumi dobrowolnie się im oddał. Nie obyło się bez szarpaniny, ciemnowłosy miał przeciętą dolną wargę, tego syn Karan był pewien.
     - Gdzieś tutaj musi być Nezushi. Tylko gdzie? – Poczuł jak więzy puszczają, ale zrobił jak mu kazano, nawet nie drgnął. Z tych osiłków rzeczywiście nie wypływała jakaś głębsza wiedza. Nie sprawdzili, czy zakładnicy są uzbrojeni, czy nie mają czegokolwiek, a posiadali.
     - Wiesz, tak sobie teraz myślę, że nasze spotkanie po sześciu miesiącach było dziwne. – Musiał rozmasować obolałe nadgarstki. – I nieco nieodpowiednie. Skoczyliśmy na siebie i polecieliśmy od razu w ślinę… Aż tak byliśmy siebie spragnieni?
     - Daruj sobie, teraz ci się wzięło na wspomnienia? Nie teraz.
     Usłyszeli kroki, ktoś tu szedł, szybko i nerwowo, automatycznie założyli ręce za siebie, wyglądali jak wcześniej. Klamka opadła, drzwi gniewnie zaskrzypiały. Za nimi ukazała się wysoka postać, całkiem różniąca się od tamtych mężczyzn. Był w średnim wieku. Miał ciemne, krótkie włosy postawione na żel, niewielki zarost i okulary pilotki, za nimi niebieskie oczy, które podkreślały gęste brwi. Przeszedł obok nich, każdego mierząc z osobna.
     - No Nezumi, a może lepiej, Eve. Znowu się spotykamy? – Bardziej stwierdził, niż zapytał. To było celowe. Chłopak jedynie prychnął mu w twarz. – Co jest, nie poznajesz mnie? – Złapał szarookiego za podbródek i kazał na siebie spojrzeć. – Jesteś mi coś winien, pamiętasz, czy może odświeżyć ci pamięć?
     Znowu milczenie. Shion nie wiedział, co miał o tym myśleć. Miał jakieś zatargi? Dlaczego nic mu nie mówił? Czy to przez to, że mu nie ufa? Są trzy osoby, którym ufam. Moja matka, Safu i ty. – Te słowa wtedy nic nie zmieniły? Szczur nadal pozostał takim, jaki jest. Czerwonookiego ogarnęły wątpliwości.
     - Masz mnie za wariata? Oczywiście, że wiem, kim jesteś, Tonack. I przykro mi, nie mam nic dla ciebie. No może jedynie… - To był szybki ruch, wyciągnął z paska pistolet i wycelował w niego. – Taką oto niespodziankę. – Wycelował w jego czoło. – Gdzie dziecko? I po co wam one?
     Bialowłosy wstał i podbiegł do żelaznych drzwi, chciał powstrzymać wszystkich, którzy chcieliby tu wkroczyć. Chciał się przydać.
     Mężczyzna zaczął się dygotać i wrzasnął.
     - Chcesz zginąć śmiercią tragiczną, czy może jednak odejść w spokoju? Najpierw odpowiedz na pytania. Oddychaj i wyluzuj. Nic ci nie zrobię, jak będziesz posłuszny.
     Ktoś uderzył w drzwi, zaczął się tu dobijać. Niższy nie chciał ich tu wpuścić. Odwrócił się w stronę Nezumiego, który w tym momencie zadał cios nogą w Tonacka w brzuch, mężczyzna opadł na ziemię. Zaraz potem związał mu zwinnie ręce i rzucił:
     - Shion, okno! – Młodzieniec zakumał i podbiegł do szyby, tym samym dając dostęp do wejścia tutaj. Pośpiesznie otworzył okno i wdrapał się tam. Znajdowało się na wysokości metra, więc nie miał problemu. Było takiej wielkości, że spokojnie mógł się tam zmieścić. Szczur wszedł zaraz po nim.
     - Brać ich. Zabić. Nie pozwólcie uciec! – Długowłosy został złapany za kostkę i szarpnięty. Chwycił się kurtki Shiona, alby nie zostać wciągniętym do środka.
     - Kurwa, puszczaj. – Kopnął jednego z pachołków mężczyzny i wydostał się na zewnątrz.
     - Co teraz? – Obaj oddychali nierównomiernie. Wyższy wskazał na górę palcem.
     - Tam, musimy im uciec i znaleźć małego. – Schował broń.
     W tym momencie zostali zaskoczeni, Nezumiego przyciśnięto to barierki. Jeden z tamtych znalazł się tu szybciej, warknął coś o braku lojalności i chwilę siłując się z chłopakiem, wrzucił go do zimnej, morskiej wody.
     - NEZUMI!

sobota, 8 grudnia 2012

rozdział 18.

Hkhem, jęstę chuję, bo to jest krótkie. zaraz rozdział kolejny, który wynagrodzi niesmak po lekturze.


Podziękowania dla mojego kochanka, Tory, za betę. <3




~Shion.

    Obserwowałem Nezumiego, który biegał po swoim dawnym mieszkanku. Pamiętam jak mieszkaliśmy tutaj razem, jeszcze przed zburzeniem muru No.6,  który oddzielał miasto od Zachodniego Bloku. Mimo, że ja byłem mieszkańcem Idealnego Miasta, on przyjął mnie pod swój dach, oferując pomoc, po tym jak mnie uratował, a tłumaczył się tym tylko, że jest mi coś winien.
    A teraz, kiedy wyszliśmy z domu, nie odezwał się do mnie ani słowem, jedyne co robił, to krzątał się po pomieszczeniu, całkowicie ignorując mnie i moje wzywanie jego imienia, tak więc postanowiłam milczeć i przyglądać się chłopakowi. Wspiął się na jedną z półek z książkami, których było znacznie mniej, zabraliśmy część nich do mnie, ale reszty nie byliśmy w stanie pomieścić. Potem wyciągnął rękę jak najwyżej, a ja byłem ciekawy czego on tak zażarcie szukał, ale widząc jego wyraz twarzy, odpuściłem sobie jakikolwiek kontakt z chłopakiem. Zeskoczył zgrabnie na podłogę i podszedł do mnie, mając w dłoni dość gruby tom, zatytułowany „ Coś o czymś, bez niczego ”. Zacząłem zastanawiać się o czym mogłaby być i do czego nam potrzebna w takiej chwili książka, bo nigdy mi się w oczy nie rzuciła, jednakże nigdy nie było mi dane się dowiedzieć, bo Szczur otworzył ją, a zamiast kartek zobaczyłem pistolet, znajdujący się w równym wycięciu. Spojrzałem na niego z szeroko otwartymi oczami, byłem w ogromnym szoku, nie mogłem nic z siebie wydobyć. On trzymał go tutaj przez cały czas? Nezumi wyciągnął broń, odbezpieczył ją i wycelował we mnie, ja jedynie przełknąłem głośno ślinę, wbijając wzrok w lufę, serce kołatało mi niemiłosiernie.
    - Nezumi… - Urwałem. Zaraz ją zabezpieczył i włożył w pasek przy spodniach, zakrywając to potem kurtką. – Po co Ci to? – Zapytałem drżącym głosem.
    - Co, trauma sprzed pół roku? – Wyszczerzył zęby. O, w końcu się odezwał, no proszę. Westchnął teatralnie. – Nie wiesz jacy oni są.
    - A co, może ty wiesz? – Nie uzyskałem odpowiedzi, mój chłopak mnie wyminął i wyszedł, dodatkowo dostałem od niego z bara. Miło. Pobiegłem za nim i złapałem go dopiero na dworze, dochodziło południe. Ciekawe jak ma się Inukashi… Zimowe słońce było bardzo przyjemne, grzało moje policzki, przymknąłem powieki. Przez chwilę napawałem się tym, ale w porę otrząsnąłem się z transu i złapałem za ramię towarzysza, który najwidoczniej też czerpał przyjemność z promieni słonecznych.
    - Wiesz coś więcej? – Bardziej stwierdziłem, a planowałem zapytać. Poczułem jak jego całe ciało się spina- Znasz ich, prawda? – Stracił moją rękę i ruszył przed siebie.
    - Zawsze pytasz. Nigdy po prostu nie poczekasz, nie pomyślisz, a ponoć to twoja mocna strona. Nie przemilczysz. – Włożył dłoń do kieszeni i zaraz coś z niej wyciągnął. – Wolisz wszystko wiedzieć od razu.
    Kroczyłem za nim, słuchając wypowiedzi, gotów by mu wygarnąć, co na ten temat myślę.
    - I ponadto, Shion – odwrócił się na pięcie w moją stronę, idąc teraz tyłem. – Jeżeli się nie mylę..
    - Nezumi! – Wrzasnąłem, tym samym przerywając mu i wskazałem na bandę przerośniętych gości, podążających w naszą stronę. – To oni. – Zaraz znalazł się przy mnie, wciskając nóż do ręki.
    - Schowaj to gdzieś, szybko. Biegnij. – Nakazał, chwytając mój nadgarstek i zaczął biec ze mną. – No już, już.
    - Chyba nie tędy, chory jesteś?

 

hejcicie mnie pewnie ._.ale i tak zapraszam na mój fanpejdż: https://www.facebook.com/KazeNoReqiuem

piątek, 26 października 2012

khekhe.

Cześć i w ogóle. Mam nadzieję, że coś stworzę w ten weekend, bo tylko wtedy mam wolne. Będzie trochę akcji, więc nie wiem jak się z tym wyrobię, żebym tylko znowu miesiąc nie zwlekała. ._. w ogóle ile czytelniczek/czytelników tutaj mamy? :D


poza tym zapraszam na fanpage : https://www.facebook.com/KazeNoReqiuem FANI NO.6 ŁĄCZMY SIĘ! XD

sobota, 13 października 2012

rozdział 17.

UGH! Udało mi się jakoś napisać kolejny rozdział i wiem, że się z nim spóźniłam.
Tak z biegu chcę podziękować za wytykanie mi błędów, to bardzo podnosi mnie na duchu i wiem, że robię coś źle i to muszę poprawić. Tora, tak, do Ciebie mówię. ^^ Jeżeli są jakieś jeszcze zastrzeżenia to czekam, chcę wiedzieć.

Tak więc bez przedłużania, zapraszam Was na rozdział siedemnasty. Sen Szczura, słodkie jedzenie naleśników i... trochę akcji. Bo w końcu kiedyś trzeba, no nie?




~Nezumi.

     Ta książka była bardzo ciekawa, nie mogłem oderwać od niej wzroku, pochłaniając stronę za stroną i nie myśląc o niczym innym, skupiałem się tylko na niej. Opowiadała o żarliwej i prawdziwej miłości, gdzie kobieta była masochistką, a mężczyzna rozumiał to, lecz nie potrafił jej zadowolić przyzwoicie, co powodowało wiele kłótni. Jednak mimo wszystko kochali się bez granic, każdego dnia coraz bardziej. Kupował jej kwiaty, mówił czułe słówka, nie chciał opuszczać, przytulał, zabawiał, ale problem sprawiało mu zadawani bólu, nawet jak ona bardzo nalegała. Okazało się, że Florencja, bo tak miała na imię kochanka, od niedawna miała kogoś na boku. – Nie nazwałbym tego prawdziwą miłością, bo jak kochać to bez takich wyczynów. Dziewczyna z żalu, że mąż dowiedział się o tej okrutnej prawdzie, popełniła samobójstwo, strzelając sobie w głowę na jego oczach. Nie mogła znieść wzroku nienawiści Victoria, co spowodowało, że i tamten pożegnał się ze światem śmiertelnych, czyniąc to samo co ona. Eh, ludzie bywają dziwni, każdy na swój sposób.
     Nagle usłyszałem jak otwierają się drzwi, poczułem się rozdrażniony, ponieważ nienawidziłem jak ktokolwiek mi przeszkadzał w lekturze. Podniosłem głowę i dopiero teraz spostrzegłem, że jestem w swojej starej norce. What the Hell? Co ja to robiłem? Wstałem w chwili, gdy gość ukazał mi się w słabym świetle lampy.
     - Inukashi? – Bardziej stwierdziłem, niż spytałem, unosząc jedną brew do góry. Miała na sobie brązową, zwiewną koszulę, przewiązaną z boku na kokardkę i czarne spodenki, które idealnie komponowały się z tym wszystkim. Jej włosy były rozpuszczone, cała seria loków była przeczesana na prawy bok, na ten widok wyprostowałem się, zaskoczony jej osobą i to w tym miejscu. Dziewczyna ruszyła w moją stronę, zagryzając dolną wargę, w sposób, na pewno jej zdaniem, kuszący. Wyglądała tak.. inaczej niż zwykle ją widywałem. W każdym calu zmieniła się, jakby jej się coś stało. Mógłbym porównać ją do niewinnej, pięknej nimfy, czy Afrodyty – bogini piękności i miłości. Nie wiem dlaczego zrodziły się we mnie takie optymistyczne myśli.
     Kocimi, zgrabnymi ruchami zbliżała się, naruszając moją przestrzeń prywatną.
     - Masz blokadę. – Powiedziała, przykładając mi dłoń do szyi, w momencie, kiedy ja wstałem. Stanęła na palcach, brązowe oczy znalazły się tuż naprzeciw moich. – Otwórz się. Tak dla mnie – Zamruczała, mogłem jedynie wpatrywać się w dziewczynę, która swoim oddechem oplotła moje ucho i położyła dłonie na moich ramionach, lekko ściskając palce, potem zjechała w dół, wzdłuż rąk. Zabrała mi książkę i gdzieś odrzuciła, popychając mnie na łóżko spowrotem. – Rozluźnij się. – Usiadła mi okrakiem na kolanach. Co ona, do kurwy nędzy, robiła?!
- INUKASHI!
     Wtedy obudziłem się, siadając na łóżku, krztusząc się nabranym wcześniej powietrzem. Znowu znalazłem się w naszej sypialni, gdzie panowała przyjemna ciemność, tylko księżyc spoglądał przez okno i rozświetlał pokój, a ja zacząłem oddychać szybko i płytko, składając w głowie poszczególne fragmenty snu. Przeraziłem się, kiedy na zewnątrz zaczął wiać wiatr, nabrałem przeczucia, że chimera z mojego snu chce się tu dostać i dokończyć dzieło. Poprawka – koszmaru.
     - Nezumii? – Usłyszałem zaspany głos Shiona, który niezgrabnie podniósł się i automatycznie wtulił w mój tors, nie otwierając nawet oczu. Objął mnie dłońmi, a podbródek oparł o ramię. – Co się stało?
     - Nie, nie. Śpij. – Pogłaskałem go po włosach wolną ręką, następnie wraz z nim położyłem się i okryłem nas kołdrą, a chłopak jeszcze mocniej do mnie przywarł, prawie leżąc na moim ciele, tak, że jego mogą wplątała się między moje i co jakiś czas się poruszała, tym samym doprowadzając mnie do szału. Nie mam pojęcia, czy robił to świadomie no ale… Nie będę go przecież budził, bo miałem ochotę, o nie.
     - Shion..?
     Moje ciężkie powieki z ogromną niechęcią otworzyły się, kiedy poczułem na sobie czyjś oddech. Gdyby nie fakt, że to Shion, pewnie kto inny oberwałby za to, że śmiał budzić mnie w tak brutalny sposób.
     - No, moja księżniczko, pora wstawać. – Na te słowa jedynie schowałem się pod kołdrą
     - Nie jestem księżniczką – Prychnąłem.
     - Oh, Eve… - Dosłownie poczułem  uśmiech widniejący na twarzy chłopaka. – Ale mój jesteś, prawda? – Widzę, że i żarty się go trzymają.
     - Wręcz przeciwnie. – Usiadłem, opierając się o poduszki, teraz dopiero zauważyłem, że białowłosy miał w rękach tacę ze śniadaniem, którą położył mi na kolanach. Nie pomijając faktu, że ja byłem nagi, przykryty jedynie kołdrą i nieco skrępowany okryłem się dokładniej. – To ty jesteś moją własnością.
     - Twoją? Nie jestem czymś. – Oburzył się trochę, na co ja zareagowałem jedynie uśmiechem, ładnie dziękując za jedzenie.
     - W końcu jestem seme.. – Powiedziałem raczej do siebie, wziąłem do buzi naleśnika i ugryzłem go. – A ty nie jesz? – Spytałem po długiej dość ciszy.
     - Nie jestem głodny.
     Czy był tego pewien? Przeszła mi przez głowę zabawna myśl. Zagryzłem kolejny kęs, złapałem Shiona za podbródek, przyciągając do siebie i złączyłem nasze usta w słodkim, bo z polewą czekoladową, pocałunku, wpychając jedzenie do środka. Zaraz potem oderwałem się od niego ze znaczną niechęcią i zacząłem konsumować dalej. Czerwonooki połknął zawartość, znajdującą się w jego buzi i rozpoczął wyzywanie mnie od debili, wariatów, idiotów. W sumie to szła niezła wiązanka słów rzucanych w moją stronę. Pod koniec swojej wypowiedzi nie mógł wytrzymać ze śmiechu, naprawdę dziwny człowiek z niego.
     - Jeszcze Ci mało? Nie mów, że znowu masz chcicę. Szczęście, że już nie musisz mnie budzić. – Usiadł po turecku, patrząc na mnie z wyrzutem. Odłożyłem tacę na bok.
     - Nee, przepraszam. Więcej to się nie powtórzy! – Przyłożyłem dłoń do piersi, w geście obietnicy i na dodatek liczyłem, że mina zbitego psa pomoże. Chłopak spojrzał na mnie, śmiejąc się.
     - Nie powiedziałem, że mi się nie podobało. – Jego palce dotknęły mojej ręki, potem siadając mi kolanach, musnął wargami szyję  – Chcę więcej, kochanie. – Obdarowywał moje ciało niezliczonymi pocałunkami, schodząc niżej, odkrywając centymetr za centymetrem kołdrę, która znajdowała się jeszcze na mnie. – Z tobą też nie będzie problemu – Wsunął dłoń tam gdzie nie powinien, a ja od razu nabrałem na niego jeszcze więcej ochoty. Jęknąłem, ale w ostatnim momencie odsunąłem go od siebie lekko, na co ten posłał mi pytające spojrzenie.  Nie dam się tak łatwo. Pocałowałem go, czując jeszcze czekoladę na ustach. Mój język przedarł się przez szereg zębów kochanka, by potem penetrować każdy zakątek Shiona.
     - Shion! Shion, gdzie jesteś?! – Usłyszałem ten tak bardzo piskliwy i tak bardzo drażniący mnie głos. Inukashi, bo któż by inny, wbiegła do sypialni, w chwili, kiedy miałem się już pozbywać koszuli partnera, a moja dłoń spoczęła na jego biodrze. Ona zawsze ma to wyczucie. Który to raz z rzędu przerywa nam zabawę? W głowie miałem tylko jedno wielkie ‘ojapierdole’.
     - Kultura wymaga chociażby zapukać, wiesz? – Oboje spojrzeliśmy na nią, ja zirytowany, a mój kochanek, który zamienił się teraz w bardzo zatroskanego przyjaciela – ze smutkiem w oczach.
     - A niech cię pchły złapią i wyssą całą krew, będzie mniej debili na świecie! – Rzuciła we mnie swoje groźne spojrzenie , ale zaraz wyraz je twarzy zmienił się diametralnie. Z wkurzonej laski, przeszła na tryb łagodny, co, moim zdaniem, było nietypowym zjawiskiem. – Shion, mały.. – zaczynała gubić się we własnych słowach. – Nezushi, porwali go. – No nieźle, koszmar za koszmarem. I to przed świętami. Żyć nie umierać!
     - No chociaż jeden problem z głowy. – Powiedziałem, odchrząkając znacząco.
     Poczułem jak białowłosy spina się, schodząc ze mnie i podchodzi do dziewczyny, bez namysłu przytulając, po drodze zapinając guziki.
     - Powiedz, co się stało. – Zapytał zachrypniętym głosem.
     - Bo ja szłam.. z nim, no wiesz gdzie.. – Zszokowany pokręcił głową, wymawiając bezdźwięczne ‘Nie wierzę’ – No mówię ci przecież! I wiem co mówiłeś i wiem co obiecałam, no ale uznałam, że szybciej dojdę na bazar. Nie miałam ze sobą żadnego z moich psów. A oni naskoczyli na mnie i wyrwali go z ręki. – Teraz dopiero zobaczyłem, że zgniata w dłoni małą, żółtą kartkę. – Pozostawili tylko to po sobie.
     Zwróć co nasze, a odzyskasz co kochasz. – Nikt z nas nie rozumiał o co chodzi, ale czułem, że zagadka nie zostanie łatwo rozwiązana. Po tym jak jakoś wyprosiłem ich z pokoju w celu ubrania się, wszyscy zaczęliśmy szybko myśleć, co z tym zrobić. W końcu nakazałem by Shion zaprowadził Psiarę do swojej matki.
     - Znowu chcesz wszystko sam robić?  - Naskoczył na mnie – Jak zwykle. Jesteś samolubny i myślisz, że zbierzesz wszystko dla siebie. O mnie nie musisz się martwić, wiesz, że potrafię wiele!
- … I przyjdź tu, nie chcę być sam. – Dodałem. – Będziesz mi potrzebny. – Pogłaskałem go po policzku, słysząc jak Inukashi udaje, że wymiotuje. Ona po prostu zazdrościła, to tyle w temacie.

 


btw, zapraszam na fanpejdż NO.6 : https://www.facebook.com/KazeNoReqiuem lajkujemy i udostępniamy!