piątek, 30 marca 2012

rozdział 7.

 Na początek ogromne gomen za opóźnienie. T^T Wybaczcie. Zapraszam na to, co jak zwykle mi nie wyszło..

~Inukashi.
   
     Sama nie wiedziała co zmusiło ją by przyszła do tych dwóch pajaców, jak to lubiła ich nazywać. Po prostu wyszła z swojego hotelu (bo można to tak nazwać) i zaraz znalazła się przed drzwiami domu Shion’a. Stęskniła się za tymi ‘mordami’? Weszła bez pukania, po cichu. Mieszkanie było nieźle urządzone. Zazdrościła chłopakowi gustu, którego ona raczej nie posiadała. W korytarzu stała niewielka drewniana półka. Jak to przystało na Psiarę, rzuciła na nią płaszcz i bez najmniejszego szelestu ruszyła dalej. Znalazła się w salonie. Było pusto. Zaczęła podziwiać wszystko. Duża fioletowa kanapa doskonale kontrastowała z białymi ścianami. Na środku stał mały stolik, a na nim słodkie bułeczki. Pewnie od Karan. Ona bardzo  kochała swojego syna i dbała o niego, ale zbyt często tutaj nie przychodziła. To chyba i dobrze, bo jakby była świadkiem tego, co ja widziałam.. – wzdrygnęła się od razu na tę myśl.
     Usiadła na sofie i złapała jedną ze słodkości, kładąc przy tym nogi na stolik. Poczuła się jak u siebie. Miała dobry widok na kuchnię. Z jedzeniem w buzi, weszła do niej. Była niebywale czysta, ale czuć było w pomieszczeniu zapach sake. Czyżby Shion zaczął pić? Dziwne. Usłyszała szmery dochodzące z łazienki. Zapewniała swoją psychikę, że któryś robi pranie. Przecież o tak późnej porze można, nie?
     Drzwi były lekko uchylone. Zerknęła do środka. Usłyszała przepiękny głos Szczura, który śpiewał jakąś nie znaną jej melodię.

Dotknij wierzchem dłoni moje serce.
A poczujesz co na twój temat twierdzę.


     Stał przed Shion’em, owinięty jedynie ręcznikiem w pasie. Miał oparte dłonie o biodra, a wredny uśmieszek nie znikał z jego twarzy, tak zapewniała siebie Inukashi, bo nie miała wątpliwości co do tego. Krwistoczerwone oczy patrzyły niewinnie na doskonały tors ciemnowłosego. Niższy siedział prawie na pralce. W większości guziki jego koszuli były rozpięte. (Jednym z dylematów życiowych dziewczyny było to, dlaczego wciąż nosił koszule?). Mogła zobaczyć ciemnoróżowe rysy węża znajdujące się na ciele.
- Potrzebuję Cię tak bardzo, bliżej. – Białowłosy mówiąc to, przybliżał się do wyższego, kładąc przy tym dłonie na jego ramiona i szepnął coś jeszcze do ucha. Szarooki przejechał delikatnie palcem po jego plecach, dokładnie w miejscu, gdzie znajdował się ślad. Jakby znał już na pamięć ciało chłopaka. Chwilę później obaj zaczęli wymieniać się śliną. Podglądaczka, żeby się nie ujawnić, klękła i musiała zakryć sobie usta. Wytrzeszczyła oczy i miała już stąd znikać, ale uznała, że nie widziała jeszcze takiego czegoś. Wścibskość wygrała. Urocze – przeszło jej przez myśl.
     Nezumi przyciskał swoją jedną nogę do krocza partnera. Zaś swoje dłonie splótł z jego. Napierał na niego całym sobą. Dokładnie penetrował językiem wnętrze ust Shion’a. Począwszy od podniebienia, a kończąc na brzegach każdego z policzków chłopaka. Polizał go wzdłuż brzegu ucha, co wywołało dreszcze na ciele czerwonookiego. Potem całował jego szyję, schodząc w dół. Wyglądało to jakby prawie go gryzł. Przykucnął. Przejechał dłonią po zewnętrznej części uda chłopaka i przyłożył ją do męskości białowłosego. Rozpiął rozporek, a penis prawie z niego wyskoczył. Chwycił go i włożył sobie do ust. Płynnie poruszał głową do przodu i do tyłu. Shion zarumienił się, myśląc, że to w jakiś sposób poniża Szczura. Odchylił głowę do tyłu i jęknął cicho z przyjemności, jaką zadawał mu towarzysz.  Szarooki zagryzł lekko czubek penisa. Zassał go. Zaraz poczuł w swoich ustach płyn, połknął go. Wstał i zaczął całować niższego i pozwalając smakować mu własnej spermy.
- Słabo – rzekł przez pocałunki Nezumi.
     W powietrzu już można było czuć zapach seksu. Psiara miała bardzo czuły węch. Ich usta jak zwykle współgrały ze sobą. Tańczyły niczym piórka na wiosennym wietrze. Kiedy ręka wyższego wylądowała na jednym z pośladków Shiona, dziewczynę nagle oświeciło. Odskoczyła w tył i walnęła plecami o ścianę, co spowodowało, że pomieszczenie wypełnił huk. Jej serce biło tak głośno, że je słyszała. Wydało się, że widziała wszystko. Przyłożyła dłonie do piersi, a jej wzrok spotkał się z dwiema parami oczu chłopaków. Wyczytała z nich zaskoczenie, ale też rozbawienie.
- WY NIE ZNACIE WSZELAKICH GRANIC? – warknęła do nich i zatrzasnęła drzwi łazienki. Cała nabuzowana wyszła z domu. Miała tego dość. Coś trzeba z nimi zrobić.

- Psiara! – Shion już chciał biec za nią i jakoś jej to wytłumaczyć, chociaż nie miał pojęcia w jaki sposób, kiedy Nezumi złapał go na nadgarstek i przyciągnął do siebie. Przytulił.
- Chcę Cię upić sobą, mogę? – Czerwone tęczówki zalśniły. Nie wiedział co powiedzieć. Szczur popchnął go w stronę ściany. – Obiecuję, że nie będziesz tego żałować. - Zaczął coś nucić, niższy zapragnął, by ten wieczór stał się dla nich niezapomniany i rozluźnił ręcznik, który powoli zsunął się po ciemnowłosym, upadł niewinnie na błękitnych kafelkach.


Dziękuję swojej imienniczce za poprawki. <3
Mam wielką ochotę wtrącić do ich związku Psiarę, ahah. Co Wy na to?

sobota, 17 marca 2012

rozdział 6.

Przyznam, że takie COŚ pisałam pierwszy raz i mam nieodparte wrażenie, że nie wyszło mi tak jak sobie wyśniłam. T^T
Dla mojej imienniczki, która marzyła o czymś HARD z NezuShi. I dla Kuro. <3 Wysiliłam się na więcej akcji. Miłego czytanka.


~Shion.

     Nie ukrywam, że dobrze nam się tutaj żyje. Minęło kilka tygodni odkąd wyzdrowiałem, po jakże miłym zajmowaniu się mną przez Nezumiego. Właśnie. Od tamtego czasu praktycznie nic się nie zdarzało takiego. Dobra, nieraz któregoś z nas ponosiło no i.. Ale teraz ? Znikał czasami na całe dnie, a wieczorem na nic nie miał ochoty, tłumacząc się tym, że jest zmęczony albo coś podobnego. Ja się starałem jakoś go podejść, niekiedy mi się to udawało. Jednak stał się względem mnie jakiś oschły. Może jak byłem przeziębiony to coś zrobiłem i teraz tego nie pamiętam ?  Cóż, jego wybór. Przecież z tego powodu nie wyrzucę chłopaka z domu. Odwdzięczam mu się za ratunek, za to, że wrócił i jest. Uśmiechnąłem się w myślach.
     Tego dnia wyszedł, jak zwykle z resztą. Nie martwiłem się zbytnio, bo nie było warto. Umiał zatroszczyć się o siebie. Żeby o tym nie myśleć, postanowiłem odwiedzić mamę. Nie obeszło się bez pytań związanych z moim współlokatorem. Skąd ona tyle wiedziała ? Z lekkim szokiem słuchałem tego, co ma mi do powiedzenia. Rany, Psiara to straszna plotkara. Nie chciałem wnikać co dokładnie jej już nagadała. Wymigiwałem się od niektórych odpowiedzi. Eh, Karan po prostu się o mnie martwiła.
     Mojej przyjaciółki, bo chyba mogę ją tak nazwać, zbyt dobrze nie znałem, ale co do jednego miałem pewność. Strasznie lubiła dogryzać i kłócić się ze Szczurem. Była z naszej trójki najmłodsza, ale najbardziej wredna. I za to ją lubiłem. Tylko ja byłem w stanie jakoś ich pogodzić.
     Wieczorem dom był nadal pusty, gdy wróciłem. Gdzież go wywiało na tak długo ? Odłożyłem świeże bułeczki na blat w kuchni. Nagle usłyszałem jak ktoś zamyka drzwi z trzaskiem. Po cichu zerknąłem co się dzieje. Zobaczyłem Nezumiego, którzy rzucał właśnie swoją kurtkę na podłogę. Z warg cienką strużką spływała mu  krew. Wydałem z siebie cichy, zdławiony dźwięk i podbiegłem do niego. Wyglądał na poważnie wkurzonego.
- Co ci się stało ? Trzeba jakoś to opatrzyć. – rzuciłem pospiesznie i zabierałem się właśnie za wytarcie ust chustką, którą złapałem podbiegając do niego, kiedy złapał mnie za nadgarstek i pchnął mnie do tyłu. Tym sposobem upadłem na podłogę. Patrzył na mnie jakoś inaczej, dziwnie. Podparłem się łokciami. – Inukashi ? – zapytałem. Za dobrze znałem tych dwoje, żeby nie wiedzieć, że znowu o coś im poszło. Odwrócił twarz. Najwidoczniej nie miał najmniejszej ochoty ze mną gadać, a ja nie chciałem prowadzić monologu. Odwrócił się do mnie plecami. Wstałem i skierowałem się do kuchni, po drodze masując nadgarstek.
     Powróciłem do rozpakowywania tego, co dała mi mama. Jeżeli moje zmysły słuchu mnie nie myliły to szarooki podążał tutaj. Olałem to. Niech teraz jemu zrobi się niemiło. Będę oschły dla niego. Rzuciłem okiem przez ramię. Stał oparty o framugę drzwi. Był bez butów, a włosy miał mokre. Hm, nie zauważyłem, że pada. Mniejsza o to. Olewałem go tak długo, jak tylko się dało. Do czasu. Bo zaszedł mnie od tyłu i objął w pasie, opierając o moje ramię brodę. Poczułem zapach sake. No nieźle, nieźle – pomyślałem. Zamruczał, miziając delikatnie mój brzuch.
- Przepraszam. – wymamrotał, gdzieś pomiędzy pocałunkami, które zaczął składać na mojej szyi. Nie ukrywam, że tęskniłem za tym. Hah, ale szybko zwieść się nie miałem zamiaru.
- Widzę, że włączyła ci się nieśmiertelność. – wbiłem wzrok w okno. Było ponuro. Poczułem mokre włosy Nezumiego. - Też masz ochotę ? – zapytał i sięgnął do dolnej kieszeni spodni. Wyjął z niej niewielką buteleczkę i postawił ją przede mną na blacie.
     Jednak drugą ręką nadaj mnie obejmował, z tą różnicą, że miał ją na moim biodrze. A co do picia to wiedziałem, że nic dobrego by z tego nie wyszło. Uruchomi się nam opcja typu ‘love’, czy weźmie któregoś na wyznawanie uczuć i mówienie prawdy
     Czułem jego ciepłe wargi na swojej skórze. I tę bijącą od niego alkoholową woń, zmieszaną z jego zapachem.
- Wiesz – włożył dłonie do moich przednich kieszeni i poruszał nimi tak jakby czegoś szukał – nigdy nie zdawałem sobie sprawy, że spotkam kogoś takiego jak ty. Kogoś, kto tak na mnie wpłynie. – tutaj zamilkł, najwyraźniej chcąc dobrać odpowiednie słowa. On tylko ugryzł  mnie w szyję, w efekcie czego ja wysyczałem coś na wzór ‘ała’. – Chcę. Chcę ciebie. Teraz. – ostatnie słowo wyszeptał, co wywołało u mnie dreszcze, które przeszyły moje plecy. Serce zaczęło mi łomotać. Jakby chciało uprawiać seks z płucami. Właśnie.. Czy właśnie Nezumi o tym mówił ? Przełknąłem głośno ślinę. Słowa, które z siebie wylewał, poraziły mnie jak prąd. Przez moment oderwałem się od świata realnego, myśląc : Hej ! W końcu na to czekałeś. Zrób to. Moją nieuwagę wykorzystał Szczur i zdjął ze mnie koszulkę. Pozwalałem na to ! Rzucił ją gdzieś w kąt. Chyba za słabo go oceniłem. Wypił za dużo. Ocierał się o mnie. Przywarł do moich pleców. Jego idealny tors, czułem najmniejszy szczegół. Zacząłem się wyrywać z objęć, kiedy poczułem, że dobiera się do moich spodni. Nie spodziewałem się tego.
- Nezumi! – przeciągnąłem jego imię, łapiąc chłopaka za nadgarstki. – Co ty wyprawiasz ?
     Zastygł na chwilę.
- Nadal nie jesteś gotowy ? Nie chcesz ?  – bardziej stwierdził, niż zapytał - wplotłem swoje palce w jego i ścisnąłem, tym samym zabierając  je od rozporka. – Powiedz coś.
     Targały mną różne myśli. Coś mi mówiło, że nie powinienem. Z drugiej strony słyszałem wołanie ‘Do dzieła!’ Głupota i moje wielkie chęci wygrały. Chwyciłem sake i wziąłem kilka sporych łyków. Jedyne to mi pozostało, to czekanie aż alkohol zacznie działać. Obróciłem się i nim zdążyłem cokolwiek zrobić, Szczur przyssał się do moich warg. Jedną ręką opierałem się o blat kuchenny, a drugą przyłożyłem do miejsca, gdzie miał serce. Poczułem bicie, też zbyt szybkie. Napierał swoim ciałem na mnie dość mocno. Polizał moją dolną wargę, a potem natarczywie włożył mi język do ust, który zaraz spotkał się z moim. Chwycił butelkę i wziął duży łyk. Zaraz powrócił do całowania, pozwalając mi przy tym posmakować sake z ust. Z nutką pożądania uniosłem jego bluzkę i zgniotłem materiał w pięści. Popchałem go na stół, gdzieś po drodze butelka wypadła mu z ręki i roztrzaskała się. Zaśmiałem się. Nie odrywając się od siebie, zaczęliśmy wspólnie zrzucać wszystko ze stołu. Byliśmy tylko my, nic więcej się nie liczyło.
     Jednak to ja wylądowałem na stole. On znajdował się nade mną i spoglądał na mnie swoim szarymi oczami. Przegryzłem dolną wargę. Szybkim ruchem pozbyłem górnej części jego ubrania. Podniosłem się i wpiłem się w jego wargi. Oplotłem nogi wokół jego bioder. Poczułem jego nabrzmiałą męskość. Alkohol zaczął uderzać mi do głowy, bo bez namysłu położyłem tam dłoń, gładząc delikatnie. Jęknął cicho. Popchnął mnie lekko na stół, zmuszając do położenia się. Dobrał się do mojego rozporka. Stanął na podłodze i ściągnął mi spodnie. Swoje z resztą też. Ucałował mnie w czoło, następnie włożył mi do ust swoje palce. Zassałem je z lubością.
     Znowu objąłem go nogami. Tyle, że teraz nie miałem na sobie kompletnie nic. Schowałem twarz w dłoniach, kiedy poczułem palca Nezumiego tam gdzie jeszcze go nie czułem. Penetrował mnie, dodając drugi palec. Zabolało mnie to. Zaraz potem wszedł we mnie. Poruszał się we mnie powoli. Odczuwałem ogromny ból, ale nie sprzeciwiałem się. Przyzwyczaiłem się, kiedy jego ruchy zaczynały być płynniejsze. Wsadził całego penisa, a ja krzyknąłem z bólu, on z przyjemności.
     Zaraz potem odwrócił mnie i też stałem na podłodze. Czułem zimne kafelki pod stopami. Kurczowo trzymałem się brzegów stołu po obu stronach. Złapał ręką za moją męskość i zaczął  ją ocierać. Jęczałem jak głupi. Jego dotyk w każdym detalu sprawiał mi przyjemność, ale ból też nie ustępował.
- N-Nezumi, nie mogę.. – wystękałem ze łzami w oczach. Wygiąłem plecy w łuk, kiedy doszedłem.
- Jeszcze chwila. – zajęczał. Kilka pchnięć i wylał się w moim wnętrzu. Poczułem wielkie zmęczenie.

Za wszelkie błędy gomene z góry!

poniedziałek, 12 marca 2012

rozdział 5.

Jak obiecałam ten rozdział, moim skromnym zdaniem, jest lepszy. Spokojnie. Mam już pomysł na kolejną notkę, która pojawi się niedługo. ;>
Ano, teraz każdy może skomentować bloga, zmieniłam opcje i chyba wyrazicie swoje zdanie, nie ?


~Nezumi.

     Miałem niezbyt miłą pobudkę. Najpierw usłyszałem jakiś trzask dochodzący z łazienki, potem zobaczyłem jak Shion snuje się stamtąd w kierunku sypialni. Wyglądał naprawdę okropnie, cały blady i widać było, że nie ma siły nawet iść. Podniosłem się z kanapy i odprowadziłem go wzrokiem. Ruszyłem w stronę jego pokoju, uchyliłem drzwi i ostrożnie wystawiłem zza nich głowę. Chłopak leżał na łóżku, zwrócony twarzą do ściany. Drżał. Zrobiłem kilka kroków na przód i następnie usiadłem obok niego.
- Widzę, że na dobre Ci nie wyszło wyjście do piekarni. Mówiłem, żeby lepiej zostać. – Powiedziałem i wbiłem wzrok w lustro, które znajdowało się w rogu pokoju. On nic nie odpowiadał, zaczynałem powoli martwić się o to, czy jeszcze żyje. W momencie, kiedy chciałem lekko szturchnąć jego ramię, odezwał się, więc zdążyłem położyć tylko rękę.
- Nezumi.. Zimno mi. – położył się na plecach i zobaczyłem, w jakim jest stanie.
     Przyłożyłem zewnętrzną część dłoni do jego czoła. Było gorące. Cały był rozgrzany, a drgania jego ciała przeszyły mnie całego. Przeczesałem mu włosy. Zaczynałem bać się, że to może ta choroba zaczyna postępować.. Nie, szybko wyrzuciłem z siebie tę myśl. Nie mógłbym go stracić.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. – powiedziałem i poszedłem do kuchni coś skombinować.
     Przeglądałem szafki w poszukiwaniu jakiegoś lekarstwa, ziół, czy czegokolwiek. Nie było nic. Postanowiłem wysłać jedną z moich mysz do Psairy. Oczywiście jakbym wysłał ją do mamy chorego to zaraz by się tu zjawiła, a ja nie czułem takiej potrzeby. Z resztą Shion też by nie chciał. Widziałem jak zachowuje się wczoraj podczas rozmowy z nią. Był spięty i musiał trzymać mnie pod stołem za rękę, żeby nie wyjść z siebie. Karan tego nie zauważyła, przynajmniej takie odniosłem wrażenie.
- Masz dwie opcje. Herbata z cytryną… Albo herbata z cytryną. – powiedziałem to, wchodząc do sypialni i chcąc jakoś poprawić mu samopoczucie. Siedział już podparty na poduszkach. Słabo, ale jednak, uśmiechał się. Odwzajemniłem gest, podałem białowłosemu kubek z gorącą cieczą i usiadłem po turecku na drugim końcu łóżka.
     Najwyraźniej nie był w stanie mówić. Siedziałem tak w milczeniu i patrzyłem jak pije. Nastała głucha cisza, ale nawet z kimś takim można pomilczeć i to staje się przyjemne. On jest naprawdę uroczy, nawet kiedy jest chory – pomyślałem. Jego oczy nie miały tak intensywnej barwy jak zawsze, ale ślad węża był ciemniejszy. Nie żałuję tego, że wróciłem, ale opowiedzieć mu  co robiłem nie miałem najmniejszej ochoty. W każdym razie nie teraz. To było godne pożałowania, nic więcej. Jedno mnie zadziwia. Mam szesnaście lat, za niedługo siedemnaście, a w tej chwili mieszkam wraz z innym nastolatkiem, do którego zaczynam cos czuć. Nie, to nie przyjaźń. To uczucie to coś znacznie silniejszego i .. Lepszego ? Nigdy takiego czegoś nie doświadczałem. On mnie stopniowo zmieniał. Chciałem odkryć to co we mnie siedzi.
- Shion – odstawił kubek na nocną szafkę i spojrzał na mnie, unosząc brwi – Nie uważasz, że to trochę dziwne. Mieszkamy tutaj sami – uniosłem do góry ręce, pokazując na pomieszczenie – i nie zdajemy sobie sprawy z tego co robimy ? Nie przeszkadza ci to ?
- Nie. – odparł bez zastanowienia – Potrafimy zadbać o siebie, nie ? – gdzieś między słowami jego głos stawał się bardziej ochrypły. Położył się  i przykrył. Naszła go kolejna fala dreszczy. Przeczołgałem się bliżej niego. Skulił się i trząsł z zimna. Naprawdę było mi go szkoda. Położyłem się obok i objąłem ręką chłopaka. Zrobiłem to instynktownie. Przytulił się do mojej klatki. Bił od niego żar, ale odczuwał chłód. Po jakimś czasie uspokoił się trochę i usnął. Przynajmniej on szybko wpadł w objęcia Morfeusza.

     Wrzaski Shion’a momentalnie wybudziły mnie ze snu. Rzucał się i bił mnie w pierś pięściami.
- Hej, hej.. Co jest ? – gwałtownie się podniosłem.
- Ne.. Nezumi, nie ! Nie możesz.. – dyszał – Znowu mi się to śniło..
     Dotknąłem jego czoła. Temperatura spadła.
- Znowu ? Opowiadaj.
- No ta scena.. Te wszystkie ciała ludzi, nieżywych i tych jeszcze żywych. Ich jęki. Pierwszy dzień wiosny, pamiętasz ? Potem.. Potem chwila, kiedy cię straciłem. Ten strach i panika. Safu.. Szczurze, ja nie chcę. To za często mnie prześladuje. – pocałowałem go w głowę. – Proszę, zrób coś.
     Jak miałem rozumieć ‘coś’? Uhm, ja już chyba powoli nie wytrzymywałem. Pragnąłem chłopaka. Bardzo. Źle chyba ze mną.. Pocałowałem go namiętnie. Położyłem go na łóżko, nie przestając całować. Koniec, nie mogłem tłumić tego w sobie.
- Zarazisz się. – powiedział między pocałunkami.
- Nie dbam o to. – szepnąłem mu do ucha, przy okazji lekko je podgryzając. Wplątałem dłoń w włosy czerwonookiego i oparłem swoją głowę o jego. Nasze usta najwidoczniej nabrały już do tego wprawy, bo języki współgrały ze sobą. Połaskotał moje podniebienie. Uśmiechnąłem się. Muskał teraz moją szyję, a ja odchyliłem głowę do góry, dając tym sposobem więcej możliwości. Bawił się mną, nie pomijając faktu, że ja cały dzień paradowałem w samych spodenkach. Złapałem jego dłoń i przyłożyłem do piersi, by poczuł, że ja tu jestem i będę.  Spojrzałem mu głęboko w oczy. Zobaczyłem w nich coś .. Coś innego. Jakby zaszła w nim jakaś zmiana. A może to we mnie ?
     Pozbyłem się jego koszulki i polizałem go od jabłka Adama do piersi. Drażniłem jego prawy sutek. Zajęczał.  Pomasowałem jego brzuch, zszedłem na biodro. Leżał taki bezbronny i wyraźnie mu się to podobało. Nie, chwila. Kurcze. Co się ze mną dzieje ? Co ja do kurwy robię ? Nie powinienem.
- Shion, co się z nami dzieje ? – usiadłem. Podparł się na łokciach.
- No co ? No co ? Nic takiego.  – pchnął mnie i teraz to on znajdował się na górze. Poczułem jego włosy na mojej twarzy. – Nic takiego .. – powtórzył, przytulając się do mnie – Sam powiedziałeś, że nie jestem doświadczony. Trzeba to kiedyś zmienić.
- Widzę, że ci już przeszła choroba ? – chciałem zmienić temat, ale on nic nie odpowiedział. – Nie teraz, okej ?
     Na znak zgody zrobił mi kolejną malinkę na ramieniu.





co sądzicie ?

sobota, 3 marca 2012

rodział 4.

     Pora na czwartą część. Sama nie wiem jak mi to wyszło, mała ilość weny nie pozwoliła na 'to coś'. Miłego czytania. :3

~Shion.

     Jaki wstyd, jaki wstyd ! - i inne takiego typu myśli chodziły mi po głowie, kiedy wbiegłem do salonu. Podszedłem do półki na książki i zacząłem jedną ręką przeglądać wszystko, a drugą zapinać niezgrabnie koszulę. Nerwowo przeszukiwałem regały i szuflady. Tak właściwie to dlaczego ja to schowałem ? Przecież to nie jest żadną tajemnicą, czy niespodzianką.. W końcu nie powinienem niczego ukrywać przed Szczurem.
     Przerwałem na chwilę poszukiwania i przyłożyłem sobie palec do ust. Potem zszedłem w dół i położyłem sobie dłoń na szyi. Od razu przypomniałem sobie jego dotyk na swoim ciele. Tak on na mnie działał. Dałbym wszystko, by znowu go poczuć. Od rozmyślań oderwało mnie warkniecie Psiary, która ze skrzyżowanymi rękoma właśnie weszła do pomieszczenia, a za nią Nezumi, który nie raczył coś na siebie ubrać, jakby chciał zrobić mi na złość. Pokręciłem głową i w końcu znalazłem niewielkie pudełko i podałem je dziewczynie. Szarooki podszedł do nas i wszyscy nachyliliśmy tak by zobaczyć zawartość. W środku znajdowała się niewielka bransoletka w kształcie kości. Muszę przyznać, że dość dużo czasu zajęło mi znalezienie, gdzie takie coś mógłbym dostać, ale nie dawałem na wygraną i w końcu mi się udało.
- 'Nezushi' - przeczytał Szczur i nie wiedział co dalej powiedzieć. Wbił wzrok we mnie z pytaniem rysującym się na twarzy.
- To dla małego, którego ja na pewno nie jestem matką! - ostatnie słowo prawie wykrzyczała - Nie mogłam znaleźć dla niego odpowiedniego imienia, więc nazwałam go na waszą cześć. - zaśmiała się melodyjnie.
- I ty jej na to pozwoliłeś ? - zdziwiłem się jego pytaniem.
- A co ja miałem go gadania ?
     Przez ten krótki czas, kiedy nie było Szczura, bardziej zbliżyłem się z Psiarą (ale bez przesady), bo oprócz mamy to jeszcze na nią moglem czasami, tak, czasami liczyć. A co musiałem w zamian na jej pomoc robić ? Niańczyłem małego, którego i tak polubiłem. Nie mogła przyjąć do wiadomości tego, że to on wybrał sobie ją na opiekuna. Skoro ona została wychowana przez psa, dzieciak nie musi skończyć tak samo.
- Długo macie się tak zamiar ukrywać w domu ? - zapytała. Oboje spojrzeliśmy na nią lekko zdziwieni, wyczuliśmy prawdziwe przesłanie jej słów.
- Nie powinnaś wnikać w 'nasze życie' - chłopak w powietrzu zrobił niewidzialny cudzysłów. Chyba strasznie lubili sobie dogryzać. Z kim ja się zadaję ? - pomyślałem i uśmiechnąłem się w duchu.
- Masz rację.. - wtrąciłem - Może tak wybierzemy się do piekarni ? Mama na pewno się ucieszy, w końcu bardzo chciała Cię poznać.
     Nie przyjmowałem żadnych sprzeciwów z jego strony. Pójdziemy i tyle, bez zbędnego gadania. Niechętnie zgodził się na wyjście, ale musiał w mi ulec.
     Na dworze, jak to na jesienną pogodę przystało, kropiło. Inukashi z wielkim oburzeniem szła przed nami, co chwilę oglądając się za siebie, patrząc na nas z pogardą. Nawet nie wiedziałem kiedy Nezumi złapał mnie za rękę. Szliśmy tak przez całe miasto. Ludzie dziwnie na nas spoglądali i słychać było szepty: 'To oni!'. 'Eve...' -  i tak dalej, do znudzenia. Nikt nie podszedł, jakby się bali. Kątem oka zauważyłem, że chłopak uśmiecha się, słysząc takie teksty. Wzmocniłem lekko uścisk, a on spojrzał na mnie i wyczytałem z jego twarzy 'Daj spokój'.
     Tak zrobiłem. Stanęliśmy przed domem, puściłem dłoń Szczura i pierwszy wkroczyłem do środka.
- Mamo ! - wbiegłem na górę, a ona stała w progu wejścia do pokoju.
- Shion, Słońce. - przytuliła mnie i pocałowała w czoło. - Długo Cię nie było.
- Przepraszam, tak jakoś wyszło.
     Zeszliśmy na dół. Psiara rozsiadła się wygodnie na krześle i już zajadała świeże bułeczki. Między kęsami rzuciła 'Dzień Dobry'. Moja rodzicielka stanęła jak wryta, gdy zobaczyła kogo jeszcze przyprowadziłem. Aż zaparło jej dech w piersiach. Niepewnie podeszła do chłopaka. Widać, że miała już łzy w oczach. Eh, po mnie najwidoczniej przyszła pora na mamę, by płakać z jego powodu.
- Arigatou, Nezumi. - objęła jego twarz - opiekuj się dobrze moim synem.
     W tym momencie nasza towarzyszka zakrztusiła się. Podbiegłem do niej i poklepałem ją po plecach.
- Taaak, na pewno dobrze się nim zaopiekuje. Niech się pani o to nie martwi. Mam nadzieję, że wiedzą co robią. - walnąłem ją troszeczkę mocniej, aby już więcej nic nie mówiła. Wolałem, żeby mama dowiedziała się o NAS w inny sposób i nie teraz.

     Inukashi jeszcze jakiś czas posiedziała z nami, ale potem już musiała iść, bo w końcu miała też inne obowiązki, czyli wychowywanie dziecka. My zostaliśmy i w końcu nabrałem odwagi by wraz ze Szczurem opowiedzieć jej o wydarzeniach sprzed trzech miesięcy. Dowiedziała się wszystkiego i ze wzruszeniem słuchała każdego słowa. Bez niego jakoś nie mogłem tego wyrzucić, a gdy czułem jego obecność, wszystko stawało się prostsze.
     Postanowiliśmy już iść. Ubraliśmy się, a na powierzchni lało jak z cebra. Mój towarzysz zarzucił na nas swoje palto i szliśmy tak blisko siebie. Nagle usłyszałem jak mama za nami woła. Obróciłem się, nie puszczając dłoni chłopaka. Ona tylko na mnie spojrzała i uśmiechnęła się niepewnie. Pomachałem jej i przez dłuższy czas czułem jej wzrok na moich plecach, gdy wracaliśmy. 


Tak, tak, wiem. Mało tu yaoi, ale nie zabijcie mnie za to. BŁAGAM. xd
Obiecuję, że kolejna notka będzie o wiele lepsza.