Uhuhuh, cieszmy się i radujmy, ino skończyłam pisać rozdział piętnasty. Tak szczerze to bardzo ciężko i mozolnie mi to szło, chyba źle mi idzie wyjaśnianie wszystkiego co powinnam.
Dedykuję go Marceli i Paulinie za to, że obie zawracały mi dupę, bym pisała, haha. Nie zabieram Wam więcej czasu. Milego. ^^
A i posłuchajcie sobie, może pasuje, może nie : http://www.youtube.com/watch?v=dBajJ7sdNhk&feature=fvwrel
A i posłuchajcie sobie, może pasuje, może nie : http://www.youtube.com/watch?v=dBajJ7sdNhk&feature=fvwrel
~Shion
Poczułem zimną, jak zawsze z resztą, rękę
szarookiego, złapał moją rękę i ścisnął, a ja przywarłem bardziej do chłodnej
ściany. Zacząłem przypominać sobie wszystko od początku.
-Dasz sobie radę. – Powiedział wtedy Nezumi. Nadal czułem jego usta na swoich, dłoń Nezumiego, która wcześniej spoczywała na mojej klatce, teraz ułożyła się w pięść. Chłopak posłał mi swój uroczy uśmiech, przez chwilę poczułem ulgę. Wycofał się, a ja automatycznie wyprostowałem się i przytaknąłem. Szare oczy przyjaźnie wpatrywały się w moje, ale zdawało mi się, że przeszedł przez nie cień rozpaczy. Wyczytałem to z nich, pojąłem o co mu chodziło.
Spojrzałem na panoramę zniszczonego już muru, oddzielającego od siebie te dwa różniące się od siebie światy. Ludzie z Zachodniego Bloku podążali w jego stronę, tak też zrobili mieszkańcy idealnego miasta, które pewnie przestanie już takie być. Szli na spotkanie z prawdą.
Pisk, pisk.
- Oh, Hamlet! – Mała myszka wskoczyła mi na ramię, zaraz poczułem, że coś mokrego dotyka mojej dłoni, odwróciłem się. – To ty! – Za mną siedziała i machała szczęśliwie ogonem suka, która trzymała w pysku mój płaszcz. W środku owinięty był malec, którego uratowałem. W trakcie Polowania postanowiłem chociaż ocalić to istnienie. – Zajęłaś się nim.
Zabrałem go od niech i poklepałem wolną ręką jej łep. No to teraz Psiara na pewno da mi popalić. A Szczura już nie było. Nawet nie zorientowałem się, kiedy zniknął. Nie musiałem się rozglądać , żeby stwierdzić, że go nie ma.
- Jeszcze się spotkamy i będziemy znowu razem, Nezumi.
Wiatr zmierzwił mi włosy, kiedy ostrożnie schodziłem z górki, trzymając dziecko na rękach. Zastanawiałem się, czy ma skończony rok. Biedny chłopak, wychowywać się bez matki… Dołączyłem do grupy ludzi, która szła w stronę No.6 i szedłem między nimi, a pies nie odstępował mnie na krok. Panowała wzniosła wrzawa, czułem te emocje i napięcie. ‘Dokonałeś tego’ – usłyszałem w głowie tak dobrze znany mi głos. W Zachodnim Bloku jednym słowem działo się utrapienie. Zastanawiałem się, czy ktoś z tych osób ma bliskie rodziny w Świętym Mieście.
Mur oddzielający Pasożytnicze Miasto, jak to lubował nazywać Nezumi, od reszty świata nie istniał. Koniec tego, że nikt nie miał prawa do własnego zdania, każdy był obserwowany, z pewnością mieszkańcy Chronosu* i pozbywany, a nikt się tym nie przejmował, bo zapewniano ich, że wszystko jest w porządku. Koniec z kłamstwami i wpajaniem, że wszyscy muszą być szczęśliwi. I co teraz? Miałem pewne obawy, co do tego jak to się potoczy.
- Shion!! – Usłyszałem i podniosłem głowę – Shion! – Mama? Zacząłem szukać jej wzrokiem. Stałem teraz pod jednym z budynków, czułem zapach śmierci i zgnilizny. W końcu zobaczyłem ją, biegnącą przed siebie. Wybiegłem jej na spotkanie.
- Mamo. Mamo, to ja. – Zatrzymałem ją, kładąc wolną rękę na jej ramię. – To ja, Shion.
Objęła mnie, wybuchając płaczem. Poczułem matczyny dotyk, brakowało mi tego od dłuższego czasu. Jej ciepło, bicie serca – wszystkie wspomnienia z nią związane nagle wróciły. Przytulała mnie tak mocno, że prawie zaczynałem tracić oddech.
- Synu, co ci się stało? N-Nie poznaję cię.. – Wycofała się o pół kroku i przyłożyła dłoń do mojego policzka. – To twoje dziecko?
- Nie.. Na szczęście. – Wytarłem kciukiem jej łzy. - Uratowałem je z Polowania. – Kiedy zobaczyłem jej pytający wyraz twarzy, szybko dodałem – To długa historia, wytłumaczę później. Prawdopodobnie ono straciło matkę..
- Oh.. Szczęście w nieszczęściu. – Westchnęła – Pofarbowałeś włosy? I co to za..
- Kara. Kara za to, że przeżyłem. – Powiedziałem pewnie, unikając jej wzroku.
Nie pytała o nic więcej. Zawsze była taka. Rozejrzałem się wokół, było nieco inaczej. Widziałem nieżywe ciała ludzi, siebie winiłem za ich śmierć. Mogłem stworzyć to serum. Mogłem, ale tego nie zrobiłem. Mama wyjaśniła mi, że oni po prostu byli tu niepotrzebni, Ministerstwo nie chciało ich tutaj, zrobili selekcję. Proste, czyż nie?
~
Spanie dla mnie było doprawdy męczące. Ciągle miałem przed oczami obrazy z Zakładu Karnego, który już nie istnieje, dzięki mnie.. Nie. To wszystko zawdzięczam Safu. Ahh, świadomość, że więcej je nie zobaczę wrzucała mnie do otchłani wiecznego nieszczęścia. I na dodatek Nezumiego też nie było przy mnie, ten fakt naprawdę mnie dołował. Mógłbym zaszyć się w jakimś lesie, czy gdziekolwiek i umierać w cierpieniach, bo już gorzej ze mną być nie mogło. Nie funkcjonowałem za dobrze, mama zaczynała się martwić, a ja jej tylko przysparzałem problemów. Szczęście, że to nie ja zająłem się odbudową miasta, tylko ludzie o zdrowych umysłach, którzy przeciwstawili się niecnym planom burmistrza. Pierwszy miesiąc był dla mnie okropny, ze względu na to, że popadałem w coś w rodzaju depresji. Postanowiłem się wyprowadzić od matki, by mogła w spokoju zajmować się swoim interesem. A Inukashi? Oh, polubiła wypieki mojej rodzicielki. Pamiętam, że mama zawsze chciała mieć córkę, ale nie było jej dane. Stała się drugim rodzicem Nezushi, tego małego szkraba, który, jak mówią ludzie, jest całkiem podobny do mnie. Ja tam żadnego podobieństwa nie widzę. Zaprzyjaźniłem się z Psiarą, bo jakby ją bliżej poznać, nie wydawała się aż tak wkurzająca.
Musiałem sobie poradzić, przecież mu obiecałem.
- I jeszcze dodajmy, że nie było dnia bym o Tobie nie myślał. O Safu też, ale o Tobie więcej. – Westchnąłem, patrząc w jego szare tęczówki – Bardzo tęskniłem, wiesz? Tak nie wyobrażalnie. Nie jestem w stanie tego opisać. Rozumiesz? A ty tak po prostu postanowiłeś odejść, zostawić mnie.. Nie zrozum mnie źle, ale mam ci to za złe.
Nezumi splątał ze sobą nasze palce, przegryzając dolną wargę, ni to w geście żałości, ni to smutku. Umościł się między moimi nogami, miziając uda. Następnie pocałował mnie czule w usta, bo jakby inaczej. Posiadał swoją dumę i nie był w stanie jakoś sensownie się wytłumaczyć.
- Przepraszam. – Powiedział, gdzieś między pocałunkami.
- Przeprosiny nic tu nie dadzą, sam tak powiedziałeś. – Odepchnąłem go od siebie i wstałem. – Trzeba liczyć się ze swoimi czynami. O, to też twoje słowa. – Wzruszyłem ramionami, a nim on zdążył coś powiedzieć, do domu weszła mama z Inukashi. Może dziwnie to zabrzmi, ale Szczur stawał się inny, kiedy w pobliżu znajdowała się moja matka.
Potrzebowałem prysznicu, więc od razu po powrocie tak zrobiłem. Ciepła woda sprawiła mi ulgę i przyjemność. Nie miałem pewności, czy dobrze zrobiłem, mówiąc swojemu partnerowi jak się wtedy czułem. Doszedłem do wniosku, że pora to jakoś mu wynagrodzić.
Kiedy wszedłem do pokoju, Nezumi siedział na brzegu łóżka, uśmiechając się do mnie. Jako że miałem na sobie jedynie luźne spodnie, przejechał wzrokiem po moim ciele, w chwili, gdy stanąłem przed nim. Rzuciłem się na niego i od razu zacząłem całować go żarliwie. Ten, by nie być mi niczego dłużny, pozbył się moich spodni i zaraz znalazł się na górze, robiąc mi malinkę na szyi. Potem wrócił do moich ust i wsadził mi język prawie do gardła, podrażniając moje sutki. Czułem przyjemne ciepło w podbrzuszu, kiedy tak czule się mną zajmował. Chciałbym by ta chwila trwała wiecznie. Złapał moje nadgarstki jedną ręką i uniósł je nad moją głowę, ja w zamian natomiast zacząłem sprawnie poruszać kolanem pobudzając jego przyjaciela.
- Łaskocze, Shion.. – Zaśmiał się, kiedy oderwał się ode mnie. Teraz językiem zaczął prowadzić sobie drogę wzdłuż mojego torsu, kończąc na brzuchu. Następnie przyssał się do sutka, który stał się szybko sztywny, przy okazji rozpiął swój rozporek. Nie myśląc długo, pomogłem mu ściągnąć moje bokserki. Widząc moje lekkie zdenerwowanie, powiedział łagodnie – Rozluźnij się, proszę. – Położył mi dłoń do policzka, spoglądając czułym wzrokiem w moje oczy. Wydostałem swoją jedną rękę z uścisku chłopaka i złapałem niezgrabnie jego palce, wkładając sobie do ust i ssąc z lubością. Jakbym miał być szczery, zrobiłem to by nie myśleć o tym, co się zaraz stanie. Poczułem jego palce w swojej dziurce, które sprawnie się tam poruszały, ból był znośny, więc zacząłem wydawać z siebie ciche jęki, które zadowalały mojego kochanka. Dosłownie poczułem jego zadziorny uśmiech, zaraz potem w moim odbycie znalazło się coś znacznie większego i twardszego.
Miałem mroczki przed oczami, przez chwilę zrobiło mi się słabo, próbowałem jakoś od siebie odgonić tą mgłę mruganiem. Bolało jak cholera, mimo że robiliśmy to tyle razy, zawsze odczuwałem dyskomfort. Zatrzymał się na chwilę i w tym czasie mogłem się przyzwyczaić. Kiedy jego ruchy stały się pewne, a zarazem łagodne, zacząłem jęczeć i wykrzykiwać imię partnera. Sam pewnie czuł się jak w siódmym niebie, posuwając mnie. Słyszałem trochę jakby stłumione westchnienia szarookiego, który odchylił się, eksponując przede mną swoje idealnie urzeźbione ciało. Trzymał swoje zimne palce na moich biodrach, potem nachylił się nade mną, ocierając się brzuchem o mojego penisa. Przegryzłem wargę, by móc dojść jak najpóźniej, ale mi nie wyszło, bo ubrudziłem jego brzuch własną spermą, wydając z siebie jękopodobne coś. Szczur doszedł zaraz po mnie, wylewając się w moim wnętrzu. Opadł bezsilnie na moje ciało, oddychając płytko i szybko.
- Jesteś ciężki.. – wysapałem mu do ucha, a on położył się obok.
- Nigdy mi się to nie znudzi, będę kochać się z tobą do usranej śmierci. – Parsknął śmiechem, gryząc mnie w ramię.
- Bakaa! – Zaśmiałem się, wbijając mu palca w brzuch. – Nie słódź mi tak, bo się zarumienię. – Przyłożyłem owego palca do ust, uśmiechając się głupio.
-Dasz sobie radę. – Powiedział wtedy Nezumi. Nadal czułem jego usta na swoich, dłoń Nezumiego, która wcześniej spoczywała na mojej klatce, teraz ułożyła się w pięść. Chłopak posłał mi swój uroczy uśmiech, przez chwilę poczułem ulgę. Wycofał się, a ja automatycznie wyprostowałem się i przytaknąłem. Szare oczy przyjaźnie wpatrywały się w moje, ale zdawało mi się, że przeszedł przez nie cień rozpaczy. Wyczytałem to z nich, pojąłem o co mu chodziło.
Spojrzałem na panoramę zniszczonego już muru, oddzielającego od siebie te dwa różniące się od siebie światy. Ludzie z Zachodniego Bloku podążali w jego stronę, tak też zrobili mieszkańcy idealnego miasta, które pewnie przestanie już takie być. Szli na spotkanie z prawdą.
Pisk, pisk.
- Oh, Hamlet! – Mała myszka wskoczyła mi na ramię, zaraz poczułem, że coś mokrego dotyka mojej dłoni, odwróciłem się. – To ty! – Za mną siedziała i machała szczęśliwie ogonem suka, która trzymała w pysku mój płaszcz. W środku owinięty był malec, którego uratowałem. W trakcie Polowania postanowiłem chociaż ocalić to istnienie. – Zajęłaś się nim.
Zabrałem go od niech i poklepałem wolną ręką jej łep. No to teraz Psiara na pewno da mi popalić. A Szczura już nie było. Nawet nie zorientowałem się, kiedy zniknął. Nie musiałem się rozglądać , żeby stwierdzić, że go nie ma.
- Jeszcze się spotkamy i będziemy znowu razem, Nezumi.
Wiatr zmierzwił mi włosy, kiedy ostrożnie schodziłem z górki, trzymając dziecko na rękach. Zastanawiałem się, czy ma skończony rok. Biedny chłopak, wychowywać się bez matki… Dołączyłem do grupy ludzi, która szła w stronę No.6 i szedłem między nimi, a pies nie odstępował mnie na krok. Panowała wzniosła wrzawa, czułem te emocje i napięcie. ‘Dokonałeś tego’ – usłyszałem w głowie tak dobrze znany mi głos. W Zachodnim Bloku jednym słowem działo się utrapienie. Zastanawiałem się, czy ktoś z tych osób ma bliskie rodziny w Świętym Mieście.
Mur oddzielający Pasożytnicze Miasto, jak to lubował nazywać Nezumi, od reszty świata nie istniał. Koniec tego, że nikt nie miał prawa do własnego zdania, każdy był obserwowany, z pewnością mieszkańcy Chronosu* i pozbywany, a nikt się tym nie przejmował, bo zapewniano ich, że wszystko jest w porządku. Koniec z kłamstwami i wpajaniem, że wszyscy muszą być szczęśliwi. I co teraz? Miałem pewne obawy, co do tego jak to się potoczy.
- Shion!! – Usłyszałem i podniosłem głowę – Shion! – Mama? Zacząłem szukać jej wzrokiem. Stałem teraz pod jednym z budynków, czułem zapach śmierci i zgnilizny. W końcu zobaczyłem ją, biegnącą przed siebie. Wybiegłem jej na spotkanie.
- Mamo. Mamo, to ja. – Zatrzymałem ją, kładąc wolną rękę na jej ramię. – To ja, Shion.
Objęła mnie, wybuchając płaczem. Poczułem matczyny dotyk, brakowało mi tego od dłuższego czasu. Jej ciepło, bicie serca – wszystkie wspomnienia z nią związane nagle wróciły. Przytulała mnie tak mocno, że prawie zaczynałem tracić oddech.
- Synu, co ci się stało? N-Nie poznaję cię.. – Wycofała się o pół kroku i przyłożyła dłoń do mojego policzka. – To twoje dziecko?
- Nie.. Na szczęście. – Wytarłem kciukiem jej łzy. - Uratowałem je z Polowania. – Kiedy zobaczyłem jej pytający wyraz twarzy, szybko dodałem – To długa historia, wytłumaczę później. Prawdopodobnie ono straciło matkę..
- Oh.. Szczęście w nieszczęściu. – Westchnęła – Pofarbowałeś włosy? I co to za..
- Kara. Kara za to, że przeżyłem. – Powiedziałem pewnie, unikając jej wzroku.
Nie pytała o nic więcej. Zawsze była taka. Rozejrzałem się wokół, było nieco inaczej. Widziałem nieżywe ciała ludzi, siebie winiłem za ich śmierć. Mogłem stworzyć to serum. Mogłem, ale tego nie zrobiłem. Mama wyjaśniła mi, że oni po prostu byli tu niepotrzebni, Ministerstwo nie chciało ich tutaj, zrobili selekcję. Proste, czyż nie?
~
Spanie dla mnie było doprawdy męczące. Ciągle miałem przed oczami obrazy z Zakładu Karnego, który już nie istnieje, dzięki mnie.. Nie. To wszystko zawdzięczam Safu. Ahh, świadomość, że więcej je nie zobaczę wrzucała mnie do otchłani wiecznego nieszczęścia. I na dodatek Nezumiego też nie było przy mnie, ten fakt naprawdę mnie dołował. Mógłbym zaszyć się w jakimś lesie, czy gdziekolwiek i umierać w cierpieniach, bo już gorzej ze mną być nie mogło. Nie funkcjonowałem za dobrze, mama zaczynała się martwić, a ja jej tylko przysparzałem problemów. Szczęście, że to nie ja zająłem się odbudową miasta, tylko ludzie o zdrowych umysłach, którzy przeciwstawili się niecnym planom burmistrza. Pierwszy miesiąc był dla mnie okropny, ze względu na to, że popadałem w coś w rodzaju depresji. Postanowiłem się wyprowadzić od matki, by mogła w spokoju zajmować się swoim interesem. A Inukashi? Oh, polubiła wypieki mojej rodzicielki. Pamiętam, że mama zawsze chciała mieć córkę, ale nie było jej dane. Stała się drugim rodzicem Nezushi, tego małego szkraba, który, jak mówią ludzie, jest całkiem podobny do mnie. Ja tam żadnego podobieństwa nie widzę. Zaprzyjaźniłem się z Psiarą, bo jakby ją bliżej poznać, nie wydawała się aż tak wkurzająca.
Musiałem sobie poradzić, przecież mu obiecałem.
- I jeszcze dodajmy, że nie było dnia bym o Tobie nie myślał. O Safu też, ale o Tobie więcej. – Westchnąłem, patrząc w jego szare tęczówki – Bardzo tęskniłem, wiesz? Tak nie wyobrażalnie. Nie jestem w stanie tego opisać. Rozumiesz? A ty tak po prostu postanowiłeś odejść, zostawić mnie.. Nie zrozum mnie źle, ale mam ci to za złe.
Nezumi splątał ze sobą nasze palce, przegryzając dolną wargę, ni to w geście żałości, ni to smutku. Umościł się między moimi nogami, miziając uda. Następnie pocałował mnie czule w usta, bo jakby inaczej. Posiadał swoją dumę i nie był w stanie jakoś sensownie się wytłumaczyć.
- Przepraszam. – Powiedział, gdzieś między pocałunkami.
- Przeprosiny nic tu nie dadzą, sam tak powiedziałeś. – Odepchnąłem go od siebie i wstałem. – Trzeba liczyć się ze swoimi czynami. O, to też twoje słowa. – Wzruszyłem ramionami, a nim on zdążył coś powiedzieć, do domu weszła mama z Inukashi. Może dziwnie to zabrzmi, ale Szczur stawał się inny, kiedy w pobliżu znajdowała się moja matka.
Potrzebowałem prysznicu, więc od razu po powrocie tak zrobiłem. Ciepła woda sprawiła mi ulgę i przyjemność. Nie miałem pewności, czy dobrze zrobiłem, mówiąc swojemu partnerowi jak się wtedy czułem. Doszedłem do wniosku, że pora to jakoś mu wynagrodzić.
Kiedy wszedłem do pokoju, Nezumi siedział na brzegu łóżka, uśmiechając się do mnie. Jako że miałem na sobie jedynie luźne spodnie, przejechał wzrokiem po moim ciele, w chwili, gdy stanąłem przed nim. Rzuciłem się na niego i od razu zacząłem całować go żarliwie. Ten, by nie być mi niczego dłużny, pozbył się moich spodni i zaraz znalazł się na górze, robiąc mi malinkę na szyi. Potem wrócił do moich ust i wsadził mi język prawie do gardła, podrażniając moje sutki. Czułem przyjemne ciepło w podbrzuszu, kiedy tak czule się mną zajmował. Chciałbym by ta chwila trwała wiecznie. Złapał moje nadgarstki jedną ręką i uniósł je nad moją głowę, ja w zamian natomiast zacząłem sprawnie poruszać kolanem pobudzając jego przyjaciela.
- Łaskocze, Shion.. – Zaśmiał się, kiedy oderwał się ode mnie. Teraz językiem zaczął prowadzić sobie drogę wzdłuż mojego torsu, kończąc na brzuchu. Następnie przyssał się do sutka, który stał się szybko sztywny, przy okazji rozpiął swój rozporek. Nie myśląc długo, pomogłem mu ściągnąć moje bokserki. Widząc moje lekkie zdenerwowanie, powiedział łagodnie – Rozluźnij się, proszę. – Położył mi dłoń do policzka, spoglądając czułym wzrokiem w moje oczy. Wydostałem swoją jedną rękę z uścisku chłopaka i złapałem niezgrabnie jego palce, wkładając sobie do ust i ssąc z lubością. Jakbym miał być szczery, zrobiłem to by nie myśleć o tym, co się zaraz stanie. Poczułem jego palce w swojej dziurce, które sprawnie się tam poruszały, ból był znośny, więc zacząłem wydawać z siebie ciche jęki, które zadowalały mojego kochanka. Dosłownie poczułem jego zadziorny uśmiech, zaraz potem w moim odbycie znalazło się coś znacznie większego i twardszego.
Miałem mroczki przed oczami, przez chwilę zrobiło mi się słabo, próbowałem jakoś od siebie odgonić tą mgłę mruganiem. Bolało jak cholera, mimo że robiliśmy to tyle razy, zawsze odczuwałem dyskomfort. Zatrzymał się na chwilę i w tym czasie mogłem się przyzwyczaić. Kiedy jego ruchy stały się pewne, a zarazem łagodne, zacząłem jęczeć i wykrzykiwać imię partnera. Sam pewnie czuł się jak w siódmym niebie, posuwając mnie. Słyszałem trochę jakby stłumione westchnienia szarookiego, który odchylił się, eksponując przede mną swoje idealnie urzeźbione ciało. Trzymał swoje zimne palce na moich biodrach, potem nachylił się nade mną, ocierając się brzuchem o mojego penisa. Przegryzłem wargę, by móc dojść jak najpóźniej, ale mi nie wyszło, bo ubrudziłem jego brzuch własną spermą, wydając z siebie jękopodobne coś. Szczur doszedł zaraz po mnie, wylewając się w moim wnętrzu. Opadł bezsilnie na moje ciało, oddychając płytko i szybko.
- Jesteś ciężki.. – wysapałem mu do ucha, a on położył się obok.
- Nigdy mi się to nie znudzi, będę kochać się z tobą do usranej śmierci. – Parsknął śmiechem, gryząc mnie w ramię.
- Bakaa! – Zaśmiałem się, wbijając mu palca w brzuch. – Nie słódź mi tak, bo się zarumienię. – Przyłożyłem owego palca do ust, uśmiechając się głupio.