środa, 26 grudnia 2012

rozdział 19.

Czeeeeść, wiem, że czekaliście na niego długo, ale w końcu jest. Daję oto w Wasze oczka świeżutko napisany dziewiętnasty rozdział. Na dodatek z niewielką nawiązką. Wen wrócił. <3  Swoją drogą, muszę mu dać imię, a co. >D

Tylko nie wiem, czy motyw morza, który to dałam, był dobrym pomysłem, ale.. To mi się objawiło na spacerze z psem, nie mogłam tego zignorować. c:


~Inukashi.

     Powtórka z rozrywki. Tylko tym razem Inukashi znajdowała się w domu matki Shiona, siedziała cała spięta na kanapie na górze w salonie, a w głowie miała milion myśli. Jak mogła go tak po prostu dać zabrać? Nadal miała przed oczami, gdy je zamykała, wizerunek tych ludzi, ich wredny i ohydny wyraz twarzy. Naskoczyli na nią i jeden z nich wyrwał dziecko z ręki, a z kolei drugi zaskoczył ją od tyłu, podduszając, przykładając dłoń do ust i nosa. Byli dzikiej, ogromnej postury i śmiali się.
     - Proszę, kochanie. Napij się. – Karan podała jej kubek z ciepłym mlekiem z miodem i usiadła obok brunetki, kładąc dłoń na jej kolanie. – Nie powinnaś się martwić..
     - Jak nie powinnam? – Jej głos się podniósł – Przecież to nie jest zabawka dla psa, jakaś piłeczka, którą można podrzucać i się nią bawić! To człowiek – Drżała, kiedy odkładała na stolik ciepły napój – Mały, bezbronny człowiek. Nie jest w stanie nic sam zrobić… - Jej ręce ułożyły się jakby miała je w ręku i utulała do snu, a oczy miała zaszklone. – Nezushi, gdzie jesteś? A jeżeli coś mu zrobią? – Spojrzała na kobietę, która jakby odpłynęła na chwilę – Karan… Boję się o niego. Nie wiesz jak to stracić.. – Urwała, ona doskonale to wiedziała. Lepiej niż ktokolwiek inny, przecież na dłuższy czas straciła syna, ale on sobie poradził. – Przepraszam, nie powinnam.. – Karan nagle się wzdrygnęła.
     - Nie szkodzi. – Zmrużyła oczy, patrząc gdzieś przed siebie.
     - O czym myślisz?
     Matka zacisnęła swoje palce w pięść i przegryzła wargę.
     - To głupie, Inukashi.
     - Proszę cię. Głupie, czy nie głupie. Zawsze coś.
     - Może porwali go, bo myśleli, że to dziecko Nezumiego i twoje. Może miał z nimi jakieś zatargi, zadłużył się u nich i chcą spłaty długu. – Młodsza zaśmiała się nerwowo, wznosząc głowę do góry i pokręciła nią. Chociaż… Zdało jej się to logiczne. To już jakiś trop. – Zadzwoń do Shiona, powiedz mu to. Szybko, może nie jest jeszcze za późno. Nie wiemy, gdzie oni są.
     Inukashi wstała i sięgnęła do swojego płaszcza, wyciągając z niego telefon. Wybrała numer białowłosego i czekała. Odliczała sygnały.
     Jeden, dwa, trzy… Ktoś odebrał za szóstym.
     - Shion, posłuchaj. Istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że ci porywacze chcą okupu za małego, myśląc, że to jest dziecko moje i.. Nezumiego. – Imię chłopaka prawie wypluła z siebie. Na tę myśl zrobiło się jej mdło. – On nie ma u nikogo długów, czy nawet zatargów? Przekaż mu to, ale pewności nie mam. – Chciała się rozłączyć, ale on zrobił to szybciej. – Wróćcie – Szepnęła do głuchej słuchawki.
~

     - Tak, rozumiem. Przekażę. – Odpowiedział czerwonooki, mając przyłożony paralizator do policzka.
     - I dodaj, że jest wszystko w porządku. – Ochrypły głos zabrzmiał w pomieszczeniu i rozniósł się echem. Chłopak zmrużonymi oczyma spojrzał na tę ohydną twarz mężczyzny, milcząc. – Dodaj! – Warknął, pokazując zęby. Jak zwierzę.
     - Inukashi, będzie dobrze. Spokojnie. Nie masz o co się martwić. – Gruba, tłusta ręka zabrała od jego ucha telefon i rzuciła nim o podłogę. Urządzenie zostało potem zdeptane i przerobione w miazgę.
     - Odechce wam się gadkowana raz na zawsze. – Kopnął pozostałość tego, co niedawno nazywało się komórką i podszedł do drzwi. – A teraz pozwólcie, że was opuszczę na chwilę. Bądźcie grzeczni i nie odchodźcie. Ah! Przecież nie możecie! – Zaśmiał się, znikając.
     - Świetnie Nezumi, to jest twój wspaniały plan? Ała, to bolało.
     - Masz ten nóż, co ci go dałem?
     - No w rękawie.
     - Wyjmij i mi podaj.
     Obaj znajdowali się na statku, w jednej z kajut. Siedzieli na krzesłach, plecami do siebie i mieli związane nadgarstki jednym sznurkiem. Szczur zaczął majstrować coś przy ich dłoniach nożem, ale było mu ciężko.
     - Debile, nie pomyśleli o tym, by związać nam nogi, albo przywiązać chociaż do krzeseł. Czysta, wydestylowana inteligencja. Naprawdę. – Cmoknął językiem. – Nie ruszaj się, nawet jak przyjdą.
     Shion zaczął rozglądać się po niewielkim pomieszczeniu. Wyglądał jak zwykły, tylko bardzo zaniedbany, pokój na statku. Pachniało stęchlizną i morzem. Zostali tutaj zabrani, kiedy Nezumi dobrowolnie się im oddał. Nie obyło się bez szarpaniny, ciemnowłosy miał przeciętą dolną wargę, tego syn Karan był pewien.
     - Gdzieś tutaj musi być Nezushi. Tylko gdzie? – Poczuł jak więzy puszczają, ale zrobił jak mu kazano, nawet nie drgnął. Z tych osiłków rzeczywiście nie wypływała jakaś głębsza wiedza. Nie sprawdzili, czy zakładnicy są uzbrojeni, czy nie mają czegokolwiek, a posiadali.
     - Wiesz, tak sobie teraz myślę, że nasze spotkanie po sześciu miesiącach było dziwne. – Musiał rozmasować obolałe nadgarstki. – I nieco nieodpowiednie. Skoczyliśmy na siebie i polecieliśmy od razu w ślinę… Aż tak byliśmy siebie spragnieni?
     - Daruj sobie, teraz ci się wzięło na wspomnienia? Nie teraz.
     Usłyszeli kroki, ktoś tu szedł, szybko i nerwowo, automatycznie założyli ręce za siebie, wyglądali jak wcześniej. Klamka opadła, drzwi gniewnie zaskrzypiały. Za nimi ukazała się wysoka postać, całkiem różniąca się od tamtych mężczyzn. Był w średnim wieku. Miał ciemne, krótkie włosy postawione na żel, niewielki zarost i okulary pilotki, za nimi niebieskie oczy, które podkreślały gęste brwi. Przeszedł obok nich, każdego mierząc z osobna.
     - No Nezumi, a może lepiej, Eve. Znowu się spotykamy? – Bardziej stwierdził, niż zapytał. To było celowe. Chłopak jedynie prychnął mu w twarz. – Co jest, nie poznajesz mnie? – Złapał szarookiego za podbródek i kazał na siebie spojrzeć. – Jesteś mi coś winien, pamiętasz, czy może odświeżyć ci pamięć?
     Znowu milczenie. Shion nie wiedział, co miał o tym myśleć. Miał jakieś zatargi? Dlaczego nic mu nie mówił? Czy to przez to, że mu nie ufa? Są trzy osoby, którym ufam. Moja matka, Safu i ty. – Te słowa wtedy nic nie zmieniły? Szczur nadal pozostał takim, jaki jest. Czerwonookiego ogarnęły wątpliwości.
     - Masz mnie za wariata? Oczywiście, że wiem, kim jesteś, Tonack. I przykro mi, nie mam nic dla ciebie. No może jedynie… - To był szybki ruch, wyciągnął z paska pistolet i wycelował w niego. – Taką oto niespodziankę. – Wycelował w jego czoło. – Gdzie dziecko? I po co wam one?
     Bialowłosy wstał i podbiegł do żelaznych drzwi, chciał powstrzymać wszystkich, którzy chcieliby tu wkroczyć. Chciał się przydać.
     Mężczyzna zaczął się dygotać i wrzasnął.
     - Chcesz zginąć śmiercią tragiczną, czy może jednak odejść w spokoju? Najpierw odpowiedz na pytania. Oddychaj i wyluzuj. Nic ci nie zrobię, jak będziesz posłuszny.
     Ktoś uderzył w drzwi, zaczął się tu dobijać. Niższy nie chciał ich tu wpuścić. Odwrócił się w stronę Nezumiego, który w tym momencie zadał cios nogą w Tonacka w brzuch, mężczyzna opadł na ziemię. Zaraz potem związał mu zwinnie ręce i rzucił:
     - Shion, okno! – Młodzieniec zakumał i podbiegł do szyby, tym samym dając dostęp do wejścia tutaj. Pośpiesznie otworzył okno i wdrapał się tam. Znajdowało się na wysokości metra, więc nie miał problemu. Było takiej wielkości, że spokojnie mógł się tam zmieścić. Szczur wszedł zaraz po nim.
     - Brać ich. Zabić. Nie pozwólcie uciec! – Długowłosy został złapany za kostkę i szarpnięty. Chwycił się kurtki Shiona, alby nie zostać wciągniętym do środka.
     - Kurwa, puszczaj. – Kopnął jednego z pachołków mężczyzny i wydostał się na zewnątrz.
     - Co teraz? – Obaj oddychali nierównomiernie. Wyższy wskazał na górę palcem.
     - Tam, musimy im uciec i znaleźć małego. – Schował broń.
     W tym momencie zostali zaskoczeni, Nezumiego przyciśnięto to barierki. Jeden z tamtych znalazł się tu szybciej, warknął coś o braku lojalności i chwilę siłując się z chłopakiem, wrzucił go do zimnej, morskiej wody.
     - NEZUMI!

sobota, 8 grudnia 2012

rozdział 18.

Hkhem, jęstę chuję, bo to jest krótkie. zaraz rozdział kolejny, który wynagrodzi niesmak po lekturze.


Podziękowania dla mojego kochanka, Tory, za betę. <3




~Shion.

    Obserwowałem Nezumiego, który biegał po swoim dawnym mieszkanku. Pamiętam jak mieszkaliśmy tutaj razem, jeszcze przed zburzeniem muru No.6,  który oddzielał miasto od Zachodniego Bloku. Mimo, że ja byłem mieszkańcem Idealnego Miasta, on przyjął mnie pod swój dach, oferując pomoc, po tym jak mnie uratował, a tłumaczył się tym tylko, że jest mi coś winien.
    A teraz, kiedy wyszliśmy z domu, nie odezwał się do mnie ani słowem, jedyne co robił, to krzątał się po pomieszczeniu, całkowicie ignorując mnie i moje wzywanie jego imienia, tak więc postanowiłam milczeć i przyglądać się chłopakowi. Wspiął się na jedną z półek z książkami, których było znacznie mniej, zabraliśmy część nich do mnie, ale reszty nie byliśmy w stanie pomieścić. Potem wyciągnął rękę jak najwyżej, a ja byłem ciekawy czego on tak zażarcie szukał, ale widząc jego wyraz twarzy, odpuściłem sobie jakikolwiek kontakt z chłopakiem. Zeskoczył zgrabnie na podłogę i podszedł do mnie, mając w dłoni dość gruby tom, zatytułowany „ Coś o czymś, bez niczego ”. Zacząłem zastanawiać się o czym mogłaby być i do czego nam potrzebna w takiej chwili książka, bo nigdy mi się w oczy nie rzuciła, jednakże nigdy nie było mi dane się dowiedzieć, bo Szczur otworzył ją, a zamiast kartek zobaczyłem pistolet, znajdujący się w równym wycięciu. Spojrzałem na niego z szeroko otwartymi oczami, byłem w ogromnym szoku, nie mogłem nic z siebie wydobyć. On trzymał go tutaj przez cały czas? Nezumi wyciągnął broń, odbezpieczył ją i wycelował we mnie, ja jedynie przełknąłem głośno ślinę, wbijając wzrok w lufę, serce kołatało mi niemiłosiernie.
    - Nezumi… - Urwałem. Zaraz ją zabezpieczył i włożył w pasek przy spodniach, zakrywając to potem kurtką. – Po co Ci to? – Zapytałem drżącym głosem.
    - Co, trauma sprzed pół roku? – Wyszczerzył zęby. O, w końcu się odezwał, no proszę. Westchnął teatralnie. – Nie wiesz jacy oni są.
    - A co, może ty wiesz? – Nie uzyskałem odpowiedzi, mój chłopak mnie wyminął i wyszedł, dodatkowo dostałem od niego z bara. Miło. Pobiegłem za nim i złapałem go dopiero na dworze, dochodziło południe. Ciekawe jak ma się Inukashi… Zimowe słońce było bardzo przyjemne, grzało moje policzki, przymknąłem powieki. Przez chwilę napawałem się tym, ale w porę otrząsnąłem się z transu i złapałem za ramię towarzysza, który najwidoczniej też czerpał przyjemność z promieni słonecznych.
    - Wiesz coś więcej? – Bardziej stwierdziłem, a planowałem zapytać. Poczułem jak jego całe ciało się spina- Znasz ich, prawda? – Stracił moją rękę i ruszył przed siebie.
    - Zawsze pytasz. Nigdy po prostu nie poczekasz, nie pomyślisz, a ponoć to twoja mocna strona. Nie przemilczysz. – Włożył dłoń do kieszeni i zaraz coś z niej wyciągnął. – Wolisz wszystko wiedzieć od razu.
    Kroczyłem za nim, słuchając wypowiedzi, gotów by mu wygarnąć, co na ten temat myślę.
    - I ponadto, Shion – odwrócił się na pięcie w moją stronę, idąc teraz tyłem. – Jeżeli się nie mylę..
    - Nezumi! – Wrzasnąłem, tym samym przerywając mu i wskazałem na bandę przerośniętych gości, podążających w naszą stronę. – To oni. – Zaraz znalazł się przy mnie, wciskając nóż do ręki.
    - Schowaj to gdzieś, szybko. Biegnij. – Nakazał, chwytając mój nadgarstek i zaczął biec ze mną. – No już, już.
    - Chyba nie tędy, chory jesteś?

 

hejcicie mnie pewnie ._.ale i tak zapraszam na mój fanpejdż: https://www.facebook.com/KazeNoReqiuem