Jedna uwaga co do rozdziału. Powinnam już zakończyć akcję na statku, a ja nadal w to brnę i ciągnę, pewnie niepotrzebnie.
~Nezumi.
Usłyszałem za sobą przerażający i zdruzgotany głos Shiona, który wzywał ciągle moje imię. Potem jedynie poczułem jak wpadam do lodowatej morskiej wody, która rozbryzgała się od mojego ciężaru, a jeszcze wcześniej wymachiwałem rękoma w górze, chcąc złapać się czegokolwiek, lecz na marne. Płyn wlewał się do moich ust i nosa, byłem oszołomiony.
Tylko na tyle cię stać?
Inukashi?
Nie, jedna z dziwek Rikigi, padalcu. Co z tobą? Chcesz tak łatwo się poddać? Nie daj się, to tylko woda, zimna, ale lodem się jeszcze nie stała. W sumie to morska może? Nie wiem, spytam Shiona. A właśnie… Nie zostawiaj go, nie możesz się dać, mimo wszystko.
Inukashi…
Wiem jak mam na imię, majaczysz w tej chwili i akurat musisz myśleć o mnie? To wy, razem, zniszczyliście Zakład Karny, nie pozwól oddać się w otchłanie morskie. Słyszysz?! To cię nie pokona, chyba, że myślałam, że jesteś aż tak żałosny, że nawet nie spełnisz obietnicy mi danej. Masz mi zaśpiewać. Nie zapominaj o tym, przychlaście.
Jakbym właśnie otrzymał od niej siarczyste uderzenie w policzek, co mnie ocuciło. Przecież nie mogłem tak zostawić swojego chłopaka na pastwę losu. Pastwę losu tego gbura, który… Który, jakby ktoś nie wiedział, był jednym z więźniów Zakładu Karnego. Znałem go nieco wcześniej, bywał często w Zachodnim Bloku w teatrze i ciągle mi proponował… Tonack był tym typem człowieka, który gustował w młodych, ładnych i utalentowanych chłopcach i właśnie ja byłem dobrym tego okazem.
- Chcesz mi powiedzieć, że odmawiasz mi? To propozycja nie do odrzucenia. – Trzymałem kwiaty, które prawdopodobnie należały do niego, siedząc w garderobie, lub czymś co to przypominało. Zaraz je odrzuciłem w stronę drzwi, kiedy mężczyzna chciał tu wejść. Ta, jeden z moich wiernych fanów. Jednakże czuł do mnie respekt lub po prostu chciał mnie uwieść. Wtedy nawet nie pomyślałbym, że będę z Shionem i tyle z nim przejdę. – Eve… - Powiedział słodko, drapiąc w drzwi paznokciami.
- Spierdalaj, grzecznie proszę. – Powiedziałem słodko, podchodząc w stronę dobiegającego głosu, opierając się o ścianę i patrząc z wdziękiem na swoje paznokcie. Zdążyłem wcześniej przebrać się z sukienki. – Zdajesz sobie sprawę, że jestem facetem i nie kręci mnie ta sama płeć?
- Ale Eve, proszę cię. Jedno spotkanie i zmienisz swój światopogląd, nie rob mi tej krzywdy. – Wzdychał zraniony, kiedy ja milczałem. Wróciłem na miejsce, związując włosy. – Tylko jeden, jedyny raz. Nie zachowuj się tak ozięble względem mnie. Podnosisz mi ciśnienie, gdy na ciebie patrzę, moje serce zaczyna mi mocniej bić, czuję mot… - Nie dokończył, bo w drzwi rzuciłem jedynym lustrem, które tu posiadałem, dźwięk upadających kawałków rozbrzmiał mi w uszach.
Wracał po każdym przedstawieniu i wszystko powtarzało się od początku. Było jasne, że zadłużył się we mnie, a fakt, że ja nie chcę mu się dać, budził w nim adrenalinę i chęć posiadania mnie. No albo przelecenia. To było moje pierwsze spotkanie z homoseksualistą. Po pewnym czasie przestał mnie nawiedzać, a jego ostatnie słowa, jakie od niego usłyszałem: ‘Popadłem w namiętność, staniesz się jeszcze Werterem i zabijesz się z miłości’ nie zrobiły na mnie wrażenia.
Aż do teraz.
Zebrałem w sobie ostatki sił i zacząłem płynąć w górę, chciałem się wydostać na powierzchnię, ale czułem, jak i zapas tlenu, który był niewielki, kończył mi się. Złapałem się słupka, który był częścią konstrukcji pomostu, drżąc z zimna. Lodowata woda spowodowała, że moje mięśnie zaczynały sztywnieć, miałem wrażenie, jakby wszystko nie bolało, całe ciało. Musiałem zanurkować pod wodę, kiedy spostrzegłem, że dwa pachołki mojego wroga numer jeden wyszły, by sprawdzić, czy może jednak się uratowałem. Nie mogąc dłużej wytrzymać pod wodą, wyłoniłem się z niej, nie puszczając się drewna. Z ledwością znalazłem się na pomoście, leżąc na brzuchu. Byłem mokry, zmarznięty i zmarnowany. Miałem ochotę umrzeć w tym miejscu, ale nie mogłem.
Wiedziałem, że przystań znajdowała się bardzo daleko od domu Karan, więc nie było mowy, żebym poszedł tam i poprosił o pomoc, bo nie było na to czasu. Musiałem działać sam, sprawdziłem jeszcze, czy mam przy sobie broń. Na szczęście jej nie zgubiłem, to było jakieś pocieszenie. Wstałem, ściągnąłem kurtkę i rzuciłem ja na pobliski kamień. To nic, że było mi zimno, w tej chwili zawadzała i była cała zmoczona.
- Teraz tylko dotrzeć do statku. – Był on niedaleko, bo mnie prąd morski nigdzie nie porwał. Kolejny dar od losu. Podbiegłem do niego, mając w ręku pistolet. Musiałem znaleźć Shiona i dziecko. – Gdzie są te myszy? – Nie kazałem im iść z nami, bo uznałem, że tym razem nie będą potrzebne. Zagwizdałem z nadzieją, że może moje zwierzątka się tu pojawią. Nic. Ruszyłem dalej. Udało mi się niepostrzeżenie znaleźć na pokładzie, nikogo tutaj nie było.
Pii, piii. Coś ugryzło mnie w ucho. Nie coś, a Hamlet. Zaraz koło mich nóg znalazły się pozostałe dwie myszki. Nakazałem im pobiec do przodu i sprawdzić, czy teren jest czysty, a sam zaraz ruszyłem gdzieś w głąb.
- Mam jego syna, ale nie wiem, kim jest ten z białymi włosami. – Usłyszałem, przechodząc obok okna jednej z kabin. – W ogóle można mieć takie włosy? Chyba za wcześnie zaczął dojrzewać, haha. Lecz co teraz? – Zapytał jakby sam siebie Tonack – Zabiliście mi go, chuje!
- A-ale sir, sam pan kazał… - Ktoś jęknął żałośnie – Ten młodzieniec. Może on się nada? Też jest ładny i w ogóle.
- Zamilcz! Myślisz, że jeżeli przelecę tego tam, to moja miłość do Eve zniknie? – Chwila ciszy, ktoś nieznacznie poruszył się na krześle. – Płyniemy, a potem się okaże.
- A co z dzieckiem, sir?
- Sprzedamy.
Siedziałem pod owym oknem, a siły ze mnie zaczynały uchodzić. Wszystko powodował fakt, że moje ciało było odmrożone. Palce zaciśnięte na broni nie były wstanie się wyprostować.
Lamusie, nie wykładaj się na tych deskach, masz misję!
Takie i inne słowa Inukashi błądziły w moim umyśle. Może to dziwne, ale takie jej gadanie w głowie dodawało mi otuchy i energii. Uniosłem się z zimnej drewnianej podłogi, ale gdy chciałem iść, statek ruszył, a ja wpadłem na ścianę, nie będąc w stanie zrobić kolejnego kroku. Co teraz? Przecież my nigdzie nie możemy popłynąć! Zimny wiatr ocucił mi myśli. Muszę ich szybko znaleźć, zanim na dobre stąd odpłyniemy.
Zacząłem biec przed siebie, uważając by nie napotkać kogokolwiek, no ale jak przystało opowiadanie z odrobiną akcji, natknąłem się na mężczyznę przy kości, mającego swoje długie włosy związane w koński ogon i brodę. Śmierdział rybami. Łatwo uporałem się z nim, kiedy leżał już na plecach, groziłem mu bronią i kazałem powiedzieć, gdzie jest Shion. W tej chwili wskoczyła mi na ramię mysz, a potem znalazła się na brzuchu faceta.
- To bomba, jeżeli mi nie powiesz, po prostu wybuchnie. – Pisk. Przywiązałem mu nadgarstki do stalowej rury, robiącej za barierkę zabezpieczającą przed wpadnięciem do wody, kiedy to ja właśnie przez nią wpadłem. Ironia.
- Ostatnie pomieszczenie, pod pokładem. Nic więcej nie wiem. Odwiąż mnie! – Zaczął się drzeć, za to ja kopnąłem go w głowę i nastała cisza. Koleś stracił przytomność.
- Tknij tylko chłopaka palcem, a zginiesz! – Wrzasnąłem, kiedy schodząc pod pokład, zauważyłem Tonacka idącego w dół po schodach. Naskoczyłem na niego swoim ciałem i obaj się sturlaliśmy, drżącą ręką przyłożyłem mu lufę do czoła. Nie chciałem pokazać, jak bardzo jestem już zmęczony. Ten tylko uśmiechnął się zadziornie.
- Banda debili. Nawet nie potrafią wrzucić człowieka do wody. – Walnął mnie pięścią w twarz, tym samym osunąłem się na bok. Strzeliłem na chybił trafił, dostał w brzuch. Zgiął się w pół z bólu. – Co ty wyprawiasz? Chcesz mnie zabić?
- Modra, draniu. Nie wierzę, że porwałeś dziecko i z zemsty chciałeś zgwałcić Shiona. – Mężczyzna kaszlnął i splunął krwią.
Miałem dość, teraz poczułem, że naprawdę jestem odmrożony.
- Shion! Shion, gdzie jesteś?
Mało, mało.. Lavi, nie starasz się w ogóle.