~Inukashi.
Jedna dusza w dwóch ciałach
On szczęściem przepełniony,
Ona groźna jak zburzona woda.
On od wiatru chroniony,
Ona nieposkromiona jak pszczoła
On szczęściem przepełniony,
Ona groźna jak zburzona woda.
On od wiatru chroniony,
Ona nieposkromiona jak pszczoła
- Odnowiłam
hotel. Mój hotel. – Warknęła do siebie Psiara, krążąc po swoim niewielkim
pokoju, łóżko z koronkowym baldachimem stało w rogu po ścianą, miało
bladoczerwoną pościel. Naprzeciw, tuż pod oknem, znajdowała się stara brązowa
komoda z białymi elementami, za każdym razem, kiedy ją otwierano, skrzypiała
niemiłosiernie, jak wredna baba, która nie potrafi zamknąć jadaczki i wciąż by
ględziła o tym, jakie to jej życie było okropne podczas wojny. Inukashi
szczerze jej nienawidziła za to, ale nie chciała się pozbyć, mimo że była
zużyta. Powód był prosty, to jedna z nielicznych pamiątek, jakie miała po
człowieku, który ją wychował, a potem opuścił, kiedy była zdolna sama zdobywać
jedzenie. Resztę pomieszczenia zajmowały graty, będące, jak to dziewczyna
nazywała, zbiorem drogocennych rupieci, których nie można sprzedać. Jakieś
porcelanowe laleczki, chusty, jeden niebieski wazon, pluszowy pies husky… Można
by tak wymieniać bez końca.
Chociaż mniej zajmowała się handlem, bo większość czasu starała się wychowywać Nezushi, a czasami wpadło trochę do kieszeni, nie mogła opuszczać za często hotelu. Miasto Róży, powrócono do dawnej nazwy, po poprzednia przepełniała wszystkich grozą, rozwijało się bardzo dobrze. Od kiedy powstał las, który miał na celu odnowienie ‘Miejsca Ludzi Lasu’ (Shion zadbał o to głównie ze względu na Nezumiego, tego długowłosa była pewna), mieszkańcy powoli zaczynali się dogadywać, niekoniecznie żyć w idealniej symbiozie. Znalazło się tutaj trochę zbirów, łachudrów, ale wszędzie by tacy istnieli. Oni tylko dodawali uroku miastu.
Bazar został odnowiony. Nadal znajdował się tam, gdzie kiedyś istniał Zachodni Blok, chociaż ta nazw była używana tylko przez tutejszych. Łatwo stanął na nogi i miał się świetnie. Ba! To stało się centrum wszystkiego, niekiedy mówiono, że to źródło zysków i strat. Powstało wiele straganów, kawiarenek, sklepów jak i również stoisk, gdzie można było łatwo zmarnować pieniądze. Wiecie, zakłady, czy gry. Ah ci naciągacze, wszędzie chcą zarobić. W to miejsce można było dostać się tylko pieszo, miało być zdrowo i ekologicznie. Dziewczynę cieszył niezmiernie fakt, że jej Psi Hotel znajdował się niedaleko, dzięki czemu interes kwitł. Ale najgorsze to to, że wszystko było na jej głowie, a klientów, którzy chcieli ogrzewać się przy psach, albo się nimi po prostu zajmować, przybywało z każdym dniem. Najgorzej bywało latem…
Nie chciała obciążać tym Shiona, poza tym teraz to on był zakochany i miał własne zajęcia, ale potrzebowała kogoś do pomocy. Kogoś, kto wyręczy ją chociaż z połowy obowiązków, żeby mogła częściej wyjść poza teren hotelu i załatwić co trzeba. Była więźniem własnego domu. Okrutne.
- I na co mi ta odnowa – kopnęła jedną z poduszek leżących na podłodze – skoro siedzę jakby w jakiejś klatce, psia krew!
- A psiik~! – Usłyszała za sobą słodkie kichnięcie. To mały, siedzący przy suce, która opiekowała się nim i pielęgnowała na zmianę z Inukashi.
- No jeszcze brakuje do tego całego melodramatu tego, żebyś teraz zachorował. – W duszy podziękowała, że on nie wychowuje się w takich warunkach, w jakich ona miała okazję żyć. Podała mu jedną z zabawek, która wesoło zagrzechotała. – Muszę wyjść. Będę niedługo, zajmij się nim, dobrze?
Powiedziała do psa, który zrozumiał prośbę i wystawił język na znak, że rozumie, potem polizała nim dzieciaka, który zachichotał. Dziewczyna uśmiechnęła się na ten widok, poczochrała włoski małego i wyszła, zarzucając na siebie płaszcz. Mały potrzebuje mleka, ale po kiego grzyba mam iść z tymi frajerami? Czego chcą?
Idąc w stronę Bazaru, szperała w swojej niewielkiej skórzanej torbie, sprawdzając, czy ma wszystko, co potrzebne. Nałożyła na siebie kaptur i w tej chwili ktoś na nią wpadł, ją to zabolało. Chyba ta osoba biegła i nie zauważyła, że droga nie jest aż tak wolna.
- Co to ma być? Oczu nie masz? – Pokazała groźnie zęby, kiedy zobaczyła, leżąc na ziemi, że nad nią stoi zdyszany chłopak z naciągniętą na głowę czapką, spod której wystawały kruczoczarne loki. Usta miał pełne, wyraz twarzy delikatny, jeszcze młodzieńczy, a oczy czekoladowe. Mogła się w nich zatracić, ale nie w tej chwili. Uniosła lewą brew, patrząc pytająco. – Chyba jakieś przeprosiny mi się należą.
- Przepraszam, przepraszam! – Prawie wykrzyczał, potem obejrzał się za siebie i zakrztusił powietrzem. – Muszę lecieć! – Biegnąc, naciągnął jeszcze mocniej czapkę.
- Frajer! – Zawołała za nim, wstając i otrzepując się ze śniegu. – Chamstwo się szerzy.
Był początek stycznia. Ponoć Nezumi miał się dobrze, wyszedł ze szpitala, ale jakoś ją to mało obchodziło. Ogarnęła się i ruszyła do centrum. Szukała wzrokiem pary zakochanych, ale miała już nerwy. Primo, musiała już popsuć sobie humor tym, że oni chcieli się z nią zobaczyć, a jak okaże się, że tylko po to ‘żeby się spotkać’ no to mogło być z nimi źle, secundo, jakiś pieprzony lamus wpadł na nią całkiem niedawno, nie tłumacząc się nawet. Cała buzowała, gdyby to było możliwe, czarna deszczowa chmura unosiłaby się za nią i podążała krok za krokiem jak cień.
Opatuliła się bardziej, kiedy spostrzegła obiekty poszukiwań. Za każdym razem jak widziała, czy myślała o Szczurze to przypominała jej się scena przeprosin i próśb aby on wrócił do Shiona. Zadawała sobie od tamtej pory pytanie: Dlaczego wtedy zaczęła dobierać się do swojego przyjaciela? Wtedy w myślach padała odpowiedź, że ON wrócił i może utracić białowłosego. Chciała zrobić wszystko, by utrzymać go przy sobie, żeby nie odszedł… Powierzyła mu tyle tajemnic, no nie wszystkie, bez przesady, ale jednak. Miała w nim oparcie, w środku kuło ją jak widziała ich razem. To nie zazdrość, ale bardziej chęć mordu. Dziwna dziewczyna.
- No, Inu, urosłaś. – Szarooki położył jej dłoń na głowie. Poczuła ją nawet przez kaptur. Warknęła i łypnęła na niego ostro.
- Łapy przy sobie, kochasiu. Co chcieliście, że dlatego musiałam opuścić hotel i zostawić go na pastwę psów?
Chłopcy popatrzyli na siebie, odwzajemniając uśmiechy.
- Spotkać się. – Odpowiedzieli razem, a Inukashi już żyłka na skroni pulsowała. W głowie miała scenę jak rozszarpuje Nezumiego własnymi zębami gardło. Krew tryskała na wszystkie strony. Piękny jak dla niej widok.
- Nie mam czasu na jakieś durne spotkania z wami. Ja w odróżnieniu od was mam zajęcia! – Miała pioruny w oczach, ale chwilę potem opamiętała się, widząc uśmiechniętą twarz Shiona. Tyle już przeszedł. Pokręciła głową, chcąc wyrzucić z siebie zbędne myśli. Przyłożyła rękę do czoła. – Dobra. Gdzie idziemy?
- Może tak… - Czerwonooki zaczął myśleć, stukając się palcem po podbródku, w końcu dostrzegł jedną z cukierni – Tam! Jedna ze słodkości mojej mamy stała się tak popularna, że oni chcieli od niej przepis. – Klasnął dłonie wesoło, zaczynając ciągnąć swojego chłopaka w tamtą stronę. – No daleej, chodźcie! Nie pożałujecie…
- Ty łachudro! – Usłyszeli donośny męski głos - Pomiocie szatana, wracaj tutaj! Uduszę cię własnymi rękoma!
Nim Shion zdążył odskoczyć, za Nezumim znalazł się jakiś chłopak, nieco wyższy od długowłosego. Złapał go za ramiona i schował się za jego plecami.
- Ratujcie mnie. Ten facet jest opętany. – Jęknął, łapiąc za rękę syna Karan i przyciągnął do siebie, coby się ukryć. – Myśli, że miałem romans z jej córką, co nie jest prawdą, i ma siekierę! On mnie zabije, jestem niewinny!
- Milcz. – Nakazał Szczur, machając do owego faceta, który zaraz do nich podszedł. – To pana zguba?
- Oh, Eve… Miło cię widzieć.
- I wzajemnie, proszę pana. Widziałem pana na ostatnim występnie przed świętami.
- Naprawdę? – Nie miał siekiery. Inukashi uznała, że to kłamca. – Cieszę się, że mnie zauważyłeś. To zaszczyt. – Ukłonił się.
Zaraz, zaraz.
Ona już gdzieś widziała te loki. Czarne jak u kruka. Tym razem nie były przykryte czapką. Miał ją ten gruby facet, co go gonił.
O nie. Kłamca! Coś jej mówiła, że jemu nie należy ufać. To on na nią wpadł.
- Frajer. – Wysyczała, wbijając w niego wzrok.
- Eve, to twój kolega?
- Naturalnie – Przytaknął. – Coś nie tak?- Zapytał melodyjnym głosem, tym, który wywoływał ciarki na skórze Shiona.
- On – Wskazał na osobę chowająco się za nimi – chciał wykorzystać moją córkę, a ja na to nie pozwolę!
- Panie, ja tylko z nią rozmawiałem. Nie znam jej. Nie moja wina, że poleciała na moje wdzięki, a ja ją odrzuciłem i… - Resztę dopowiedział już Nezumi, dodał co nieco od siebie, wszystko pięknie koloryzując, a w jego wydaniu wyglądało to lepiej. Na koniec podziękował za rozmowę i pożegnał się z mężczyzną.
- Dziękuję niezmiernie. Tymczasem my czekaliśmy na niego i mieliśmy razem udać się do pobliskiej cukierni. Kosztował pan już nowy przysmak pani Karan? Polecam serdecznie. – Potem szepnął do reszty – Zwijamy się.
Jaki to piękny dzień, by kogoś uśmiercić, myślała Psiara, siedząc już przy stoliku, uprzednio po drodze zakupując mleko i jakieś przekąski dla małego. Pewnie się z tego ucieszy. Można śmiało stwierdzić, że nowo poznany chłopak niekoniecznie przypadł jej do gustu, bo nie zrobił dobrego pierwszego wrażenia. W sumie drugiego też nie.
- Nezumi, tak? Dzięki za ratunek. – Wesoło powiedział, kiwając się na krześle i rozglądając po pomieszczeniu. Było miło i przyjemnie. – Oh, jak dobrze, że No.6 od dawna nie istnieje, teraz, jako mieszkaniec tego miasta, mogę być sobą. Ta hierarchia… A dajcie spokój. Ojciec tylko narzekał, jaką to miał złą pracę, a mama za to jaka zadowolona była! Zbyt dobrze jej się powodziło i o, doczekała się rozpadu muru, hehe. Mnie to cieszy, bo czułem się tam jak wiatr zamknięty w słoiku. Wiecie, mnie ponoć wszędzie pełno, co nie? – Oparł się łokciami o blat stołu i podparł o ręce brodę. – Chciałbym poznać tych co się do tego przyczynili. Ponoć to dwa młodzieniaszki w mniej więcej w moim wieku. Tak mi mama mówiła. Ja tam nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Oh, gdzie moja kultura! Karasu jestem. – Podał dłoń do pierwszej osoby z brzegu. I tak po kolei.
- Shion.
- Nezumi. A to nasza kochana Inukashi. – Wskazał na wciąż milczącą dziewczynę. – Karasu… Hm, kruk? W sumie pasuje, masz taki kolor włosów, jak one skrzydła. – Loczek wbił wzrok w Psiarę, która zmrużyła oczy, też się w niego wpatrując. – Uhu, słońce, czujesz tę miłość? – Zaśmiał się, łapiąc swojego chłopaka w pasie i przyciągnął do siebie, jako że oni dwaj siedzieli na narożnej kanapie, a pozostała dwójka na krzesłach. To nic, że długowłosa miała ochotę rzucić się na nowego znajomego z chęcią zabicia. Coś jej nie pasowało w nim. – Właśnie poznałeś tych dwóch młodzieniaszków, którzy przyczynili się do rozpadu muru.
Czarnowłosego wbiło w siedzenie. Serio? To oni? Nie dawał wiary. Poza tym uratowali go znowu. Pierwszy raz, kiedy zniknęło No.6 i teraz, od tego gościa. Serce mu zatrzepotało. Złapał się za głowę.
- Nie wierzę! Haha! Naprawdę? Nie spodziewałem się, że będę miał taki zaszczyt. – Wstał i ukłonił się, następnie usiadł na miejsce. – Rany. Kłamiecie! Dobra, nie ważne. Co zamawiamy?
- Słodkość mojej mamy. Bułeczki z powietrzem.
Wszyscy, oprócz białowłosego, wybuchli śmiechem. Ten to potrafi rozluźnić atmosferę.
Chociaż mniej zajmowała się handlem, bo większość czasu starała się wychowywać Nezushi, a czasami wpadło trochę do kieszeni, nie mogła opuszczać za często hotelu. Miasto Róży, powrócono do dawnej nazwy, po poprzednia przepełniała wszystkich grozą, rozwijało się bardzo dobrze. Od kiedy powstał las, który miał na celu odnowienie ‘Miejsca Ludzi Lasu’ (Shion zadbał o to głównie ze względu na Nezumiego, tego długowłosa była pewna), mieszkańcy powoli zaczynali się dogadywać, niekoniecznie żyć w idealniej symbiozie. Znalazło się tutaj trochę zbirów, łachudrów, ale wszędzie by tacy istnieli. Oni tylko dodawali uroku miastu.
Bazar został odnowiony. Nadal znajdował się tam, gdzie kiedyś istniał Zachodni Blok, chociaż ta nazw była używana tylko przez tutejszych. Łatwo stanął na nogi i miał się świetnie. Ba! To stało się centrum wszystkiego, niekiedy mówiono, że to źródło zysków i strat. Powstało wiele straganów, kawiarenek, sklepów jak i również stoisk, gdzie można było łatwo zmarnować pieniądze. Wiecie, zakłady, czy gry. Ah ci naciągacze, wszędzie chcą zarobić. W to miejsce można było dostać się tylko pieszo, miało być zdrowo i ekologicznie. Dziewczynę cieszył niezmiernie fakt, że jej Psi Hotel znajdował się niedaleko, dzięki czemu interes kwitł. Ale najgorsze to to, że wszystko było na jej głowie, a klientów, którzy chcieli ogrzewać się przy psach, albo się nimi po prostu zajmować, przybywało z każdym dniem. Najgorzej bywało latem…
Nie chciała obciążać tym Shiona, poza tym teraz to on był zakochany i miał własne zajęcia, ale potrzebowała kogoś do pomocy. Kogoś, kto wyręczy ją chociaż z połowy obowiązków, żeby mogła częściej wyjść poza teren hotelu i załatwić co trzeba. Była więźniem własnego domu. Okrutne.
- I na co mi ta odnowa – kopnęła jedną z poduszek leżących na podłodze – skoro siedzę jakby w jakiejś klatce, psia krew!
- A psiik~! – Usłyszała za sobą słodkie kichnięcie. To mały, siedzący przy suce, która opiekowała się nim i pielęgnowała na zmianę z Inukashi.
- No jeszcze brakuje do tego całego melodramatu tego, żebyś teraz zachorował. – W duszy podziękowała, że on nie wychowuje się w takich warunkach, w jakich ona miała okazję żyć. Podała mu jedną z zabawek, która wesoło zagrzechotała. – Muszę wyjść. Będę niedługo, zajmij się nim, dobrze?
Powiedziała do psa, który zrozumiał prośbę i wystawił język na znak, że rozumie, potem polizała nim dzieciaka, który zachichotał. Dziewczyna uśmiechnęła się na ten widok, poczochrała włoski małego i wyszła, zarzucając na siebie płaszcz. Mały potrzebuje mleka, ale po kiego grzyba mam iść z tymi frajerami? Czego chcą?
Idąc w stronę Bazaru, szperała w swojej niewielkiej skórzanej torbie, sprawdzając, czy ma wszystko, co potrzebne. Nałożyła na siebie kaptur i w tej chwili ktoś na nią wpadł, ją to zabolało. Chyba ta osoba biegła i nie zauważyła, że droga nie jest aż tak wolna.
- Co to ma być? Oczu nie masz? – Pokazała groźnie zęby, kiedy zobaczyła, leżąc na ziemi, że nad nią stoi zdyszany chłopak z naciągniętą na głowę czapką, spod której wystawały kruczoczarne loki. Usta miał pełne, wyraz twarzy delikatny, jeszcze młodzieńczy, a oczy czekoladowe. Mogła się w nich zatracić, ale nie w tej chwili. Uniosła lewą brew, patrząc pytająco. – Chyba jakieś przeprosiny mi się należą.
- Przepraszam, przepraszam! – Prawie wykrzyczał, potem obejrzał się za siebie i zakrztusił powietrzem. – Muszę lecieć! – Biegnąc, naciągnął jeszcze mocniej czapkę.
- Frajer! – Zawołała za nim, wstając i otrzepując się ze śniegu. – Chamstwo się szerzy.
Był początek stycznia. Ponoć Nezumi miał się dobrze, wyszedł ze szpitala, ale jakoś ją to mało obchodziło. Ogarnęła się i ruszyła do centrum. Szukała wzrokiem pary zakochanych, ale miała już nerwy. Primo, musiała już popsuć sobie humor tym, że oni chcieli się z nią zobaczyć, a jak okaże się, że tylko po to ‘żeby się spotkać’ no to mogło być z nimi źle, secundo, jakiś pieprzony lamus wpadł na nią całkiem niedawno, nie tłumacząc się nawet. Cała buzowała, gdyby to było możliwe, czarna deszczowa chmura unosiłaby się za nią i podążała krok za krokiem jak cień.
Opatuliła się bardziej, kiedy spostrzegła obiekty poszukiwań. Za każdym razem jak widziała, czy myślała o Szczurze to przypominała jej się scena przeprosin i próśb aby on wrócił do Shiona. Zadawała sobie od tamtej pory pytanie: Dlaczego wtedy zaczęła dobierać się do swojego przyjaciela? Wtedy w myślach padała odpowiedź, że ON wrócił i może utracić białowłosego. Chciała zrobić wszystko, by utrzymać go przy sobie, żeby nie odszedł… Powierzyła mu tyle tajemnic, no nie wszystkie, bez przesady, ale jednak. Miała w nim oparcie, w środku kuło ją jak widziała ich razem. To nie zazdrość, ale bardziej chęć mordu. Dziwna dziewczyna.
- No, Inu, urosłaś. – Szarooki położył jej dłoń na głowie. Poczuła ją nawet przez kaptur. Warknęła i łypnęła na niego ostro.
- Łapy przy sobie, kochasiu. Co chcieliście, że dlatego musiałam opuścić hotel i zostawić go na pastwę psów?
Chłopcy popatrzyli na siebie, odwzajemniając uśmiechy.
- Spotkać się. – Odpowiedzieli razem, a Inukashi już żyłka na skroni pulsowała. W głowie miała scenę jak rozszarpuje Nezumiego własnymi zębami gardło. Krew tryskała na wszystkie strony. Piękny jak dla niej widok.
- Nie mam czasu na jakieś durne spotkania z wami. Ja w odróżnieniu od was mam zajęcia! – Miała pioruny w oczach, ale chwilę potem opamiętała się, widząc uśmiechniętą twarz Shiona. Tyle już przeszedł. Pokręciła głową, chcąc wyrzucić z siebie zbędne myśli. Przyłożyła rękę do czoła. – Dobra. Gdzie idziemy?
- Może tak… - Czerwonooki zaczął myśleć, stukając się palcem po podbródku, w końcu dostrzegł jedną z cukierni – Tam! Jedna ze słodkości mojej mamy stała się tak popularna, że oni chcieli od niej przepis. – Klasnął dłonie wesoło, zaczynając ciągnąć swojego chłopaka w tamtą stronę. – No daleej, chodźcie! Nie pożałujecie…
- Ty łachudro! – Usłyszeli donośny męski głos - Pomiocie szatana, wracaj tutaj! Uduszę cię własnymi rękoma!
Nim Shion zdążył odskoczyć, za Nezumim znalazł się jakiś chłopak, nieco wyższy od długowłosego. Złapał go za ramiona i schował się za jego plecami.
- Ratujcie mnie. Ten facet jest opętany. – Jęknął, łapiąc za rękę syna Karan i przyciągnął do siebie, coby się ukryć. – Myśli, że miałem romans z jej córką, co nie jest prawdą, i ma siekierę! On mnie zabije, jestem niewinny!
- Milcz. – Nakazał Szczur, machając do owego faceta, który zaraz do nich podszedł. – To pana zguba?
- Oh, Eve… Miło cię widzieć.
- I wzajemnie, proszę pana. Widziałem pana na ostatnim występnie przed świętami.
- Naprawdę? – Nie miał siekiery. Inukashi uznała, że to kłamca. – Cieszę się, że mnie zauważyłeś. To zaszczyt. – Ukłonił się.
Zaraz, zaraz.
Ona już gdzieś widziała te loki. Czarne jak u kruka. Tym razem nie były przykryte czapką. Miał ją ten gruby facet, co go gonił.
O nie. Kłamca! Coś jej mówiła, że jemu nie należy ufać. To on na nią wpadł.
- Frajer. – Wysyczała, wbijając w niego wzrok.
- Eve, to twój kolega?
- Naturalnie – Przytaknął. – Coś nie tak?- Zapytał melodyjnym głosem, tym, który wywoływał ciarki na skórze Shiona.
- On – Wskazał na osobę chowająco się za nimi – chciał wykorzystać moją córkę, a ja na to nie pozwolę!
- Panie, ja tylko z nią rozmawiałem. Nie znam jej. Nie moja wina, że poleciała na moje wdzięki, a ja ją odrzuciłem i… - Resztę dopowiedział już Nezumi, dodał co nieco od siebie, wszystko pięknie koloryzując, a w jego wydaniu wyglądało to lepiej. Na koniec podziękował za rozmowę i pożegnał się z mężczyzną.
- Dziękuję niezmiernie. Tymczasem my czekaliśmy na niego i mieliśmy razem udać się do pobliskiej cukierni. Kosztował pan już nowy przysmak pani Karan? Polecam serdecznie. – Potem szepnął do reszty – Zwijamy się.
Jaki to piękny dzień, by kogoś uśmiercić, myślała Psiara, siedząc już przy stoliku, uprzednio po drodze zakupując mleko i jakieś przekąski dla małego. Pewnie się z tego ucieszy. Można śmiało stwierdzić, że nowo poznany chłopak niekoniecznie przypadł jej do gustu, bo nie zrobił dobrego pierwszego wrażenia. W sumie drugiego też nie.
- Nezumi, tak? Dzięki za ratunek. – Wesoło powiedział, kiwając się na krześle i rozglądając po pomieszczeniu. Było miło i przyjemnie. – Oh, jak dobrze, że No.6 od dawna nie istnieje, teraz, jako mieszkaniec tego miasta, mogę być sobą. Ta hierarchia… A dajcie spokój. Ojciec tylko narzekał, jaką to miał złą pracę, a mama za to jaka zadowolona była! Zbyt dobrze jej się powodziło i o, doczekała się rozpadu muru, hehe. Mnie to cieszy, bo czułem się tam jak wiatr zamknięty w słoiku. Wiecie, mnie ponoć wszędzie pełno, co nie? – Oparł się łokciami o blat stołu i podparł o ręce brodę. – Chciałbym poznać tych co się do tego przyczynili. Ponoć to dwa młodzieniaszki w mniej więcej w moim wieku. Tak mi mama mówiła. Ja tam nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Oh, gdzie moja kultura! Karasu jestem. – Podał dłoń do pierwszej osoby z brzegu. I tak po kolei.
- Shion.
- Nezumi. A to nasza kochana Inukashi. – Wskazał na wciąż milczącą dziewczynę. – Karasu… Hm, kruk? W sumie pasuje, masz taki kolor włosów, jak one skrzydła. – Loczek wbił wzrok w Psiarę, która zmrużyła oczy, też się w niego wpatrując. – Uhu, słońce, czujesz tę miłość? – Zaśmiał się, łapiąc swojego chłopaka w pasie i przyciągnął do siebie, jako że oni dwaj siedzieli na narożnej kanapie, a pozostała dwójka na krzesłach. To nic, że długowłosa miała ochotę rzucić się na nowego znajomego z chęcią zabicia. Coś jej nie pasowało w nim. – Właśnie poznałeś tych dwóch młodzieniaszków, którzy przyczynili się do rozpadu muru.
Czarnowłosego wbiło w siedzenie. Serio? To oni? Nie dawał wiary. Poza tym uratowali go znowu. Pierwszy raz, kiedy zniknęło No.6 i teraz, od tego gościa. Serce mu zatrzepotało. Złapał się za głowę.
- Nie wierzę! Haha! Naprawdę? Nie spodziewałem się, że będę miał taki zaszczyt. – Wstał i ukłonił się, następnie usiadł na miejsce. – Rany. Kłamiecie! Dobra, nie ważne. Co zamawiamy?
- Słodkość mojej mamy. Bułeczki z powietrzem.
Wszyscy, oprócz białowłosego, wybuchli śmiechem. Ten to potrafi rozluźnić atmosferę.