niedziela, 26 lutego 2012

rodział 2.

     Przez jakiś czas brakowało mi mojej kochanej weny. A co trzeba było zrobić ? Po prostu skończyć oglądać No.6. Nie ukrywam, że mieszają się do tej pory we mnie emocje po obejrzeniu. ;> zapraszam na ciąg dalszy lektury.

~Shion.

     Obudziły mnie poranne promienie jesiennego słońca. Wstałem, ubrałem pierwszą lepszą koszulę, którą znalazłem. Tak szczerze to nie miałem za bardzo ochoty wstawać. Podniosłem jedynie głowę i spojrzałem przez okno. Widok był niesamowity. Całe miasto było inne, spowite jakby magią. Uśmiechnąłem się. Minęło tyle czasu odkąd .. - pomyślałem, ale nim zdążyłem dokończyć myśl, usłyszałem jeden wielki huk, jakieś uderzenie czy coś w tym stylu.
     Skoczyłem na równe nogi. Ze strachem pobiegłem do kuchni zobaczyć co się dzieje.
- ...wa mać! - Nezumi warknął do siebie, siedząc po turecku prawie pod stołem i masując sobie przy tym tył głowy. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
     Chłopak miał na sobie jedynie luźne spodnie, więc mogłem przyglądać się do woli jemu doskonałemu torsowi, którego ja raczej nie posiadałem. Eh, żebym tylko nie popadł w jakieś kompleksy. Odchrząknąłem.
- Co się tutaj dzieje ? - zapytałem. Spojrzał na mnie swoimi szarymi oczami, trochę zmieszany, ale zaraz mi odpowiedział.
- Upadł mi nóż i wylądował o tam. - wskazał przed siebie na podłogę - A jakieś siły doprowadziły do tego, że walnąłem o stół..
     Usiadłem na krześle, przyciągając kolana do klatki i oparłem o nie głowę. Moja jedna połowa mózgu jeszcze spała. Szczur krzątał się jeszcze chwilę po pomieszczeniu. Potem zajął miejsce obok, podając mi niewielką miseczkę. A co ja w niej zobaczyłem ? Ryż ze śmietaną i truskawkami. W sumie to jak na niego był to wyczyn warty grzechu. Gdy tylko tego spróbowałem to moje kubki smakowe zaczęły wariować. Nie mogłem oprzeć się smakowi.
- Niesamowite ! - zacząłem się zajadać.
     Chłopak jedząc swoją porcję, nucił sobie coś pod nosem. Jakbym już gdzieś słyszał tę melodię. Nagle oniemiałem. Zacząłem przypominać sobie urywki swojego snu.. Nie, nie wierzę. Jakby Nezumi zaśpiewał mi coś, chwaląc moje włosy. Pewnie to tylko zbieg okoliczności.
     Nie wierzę do tej pory, że on wrócił. Jego powrót był dość szokujący jak dla mnie. Nie ukrywam, że moja tęsknota za nim z dnia na dzień się pogarszała i żyłem z tą nadzieją, że go znowu zobaczę. Przedstawiałem sobie wiele opcji, co robić. Najchętniej to wtuliłbym się w niego i popłakał ze szczęścia. Ale rozpatrywałem też to, że mogę mu przywalić za to, że mnie zostawił. Ale sam powiedział, że dość już z pocałunkami pożegnalnymi. To mi dawało wiarę i siłę. Obiecałem jemu, że sobie poradzę.
     Był ostatni dzień lata, jak na ten czas było dość ciepło. Coś mi kazało wstać i pójść, Nie wiadomo dokąd. Po prostu maszerowałem bez celu po Odrodzonym Mieście. Nieźle tu się pozmieniało przez te miesiące. Wszyscy, którzy powinni zostać, żyją razem i jest zwyczajnie. Niektórzy niełatwo przystosowali się do takiego trybu życia. Cóż, trudno było oderwać się ze szpon No.6. Zamieszkałem sam i dobrze sobie radziłem. Mama nadal prowadziła piekarnię. Wspierałem ją, bo tylko ona mi została. Nezumi, Safu .. Nie było ich przy mnie. Nie było dnia, żebym o nich nie myślał.
     Przegryzłem wargę, starając się zająć myśli czym innym. To musiało się tak potoczyć. Nie było innego wyjścia. W pewnej chwili usłyszałem gwizdanie. Może to dziwnie zabrzmi, ale poczułem jakby mnie ono wołało. Stanąłem i zacząłem się rozglądać. Nic. Nikogo nie było. Ruszyłem dalej i znowu gwizdanie. Skupiłem umysł i już wiedziałem skąd to pochodzi. A raczej do kogo. Wiedziałem też, że nie muszę nic robić. Postanowiłem cierpliwie czekać na dalszy ciąg akcji. Wycofałem się jedynie w ciemną uliczkę, myśląc, że tak będzie najodpowiedniej.
     Ktoś zeskoczył z dachu, gwizdanie było coraz głośniejsze. Kroki były z momentu na moment coraz spokojniejsze. Przełknąłem głośno ślinę i w chwili gdy był już blisko mnie, wkroczyłem i chwyciłem go za nadgarstek. Nezumi nabrał powietrza to płuc, złapał mnie za ramiona i przycisnął do ściany. Co prawda zabolało mnie to, ale mniejsza. Wrócił, był przy mnie, to się liczyło.
- Nic się nie zmieniłeś. - powiedział i uśmiechnął się tak jak uwielbiałem.
     On też się wcale nie zmienił. Jego oczy były takie jak zapamiętałem. Nic nie powiedziałem. Mino bólu, który czułem, objąłem dłońmi jego twarz i przywarłem do niego ustami. Rozluźnił uścisk. Jedną rękę pozostawił tak jak była, a drugą oparł się o ścianę. Bez zastanowienia oddawał pocałunki. Całowaliśmy się tak dłuższy czas, nasze języki ze sobą współgrały i tańczyły. Wszystko we mnie buzowało. Te emocje. Wyrzucałem ten natłok. Oderwaliśmy się od siebie, ciężko przy tym dysząc. Objąłem go w pasie.
- Tęskniłem, bardzo. - wtuliłem się w jego ramię. Szczur pogłaskał mnie po głowie.
- Przecież powiedziałem, że koniec z pożegnalnymi pocałunkami.


Tak po pewnym zastanowieniu, jak na razie zostanę przy NezuShi. <3
Liczę na opinie. :3

6 komentarzy:

  1. Nie umiem wyrazić, co czuję, czytając Twojego bloga. Jestem kompletnie zauroczona tym opowiadaniem <3. Tak trzymaj.

    OdpowiedzUsuń
  2. fajne ^.^ czekam na kolejne notki :P

    OdpowiedzUsuń
  3. UuUU.. Z narracji Shiona też ciekawie *-* .
    Zaczęłam piszczeć czytając ostatnie zdanie ^o^ .

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak. Szczera opinia. Zaczyna mnie wciagac. ; o Jest dobrze, naprawde dobrze. ;) / Paulina.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem tylko tyle:
    MRRRRRRRRRRR. <33
    ~ Kakumi. ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Awww~!! Takie urocze *o*
    Hahaha: "A jakieś siły doprowadziły do tego, że walnąłem o stół.." - to grawitacja Nezumi-chan :3
    Ryż ze śmietaną i truskawkami~!! *o* Aż chcę tego spróbować...znaczy już to jadłam, ale nie w wykonaniu Nezumi'ego o.o
    Ciekawe, jak on tego nie spalił :/ Raczej nigdy nie widziałam, żeby robił ryż ze śmietaną o.o
    Ok, bo nie potrzebnie się rozpisuję. ;-;
    Pozdrawiam i kolorowych~

    OdpowiedzUsuń