~Shion.
Do rana nie wymieniłem ze Szczurem żadnego słowa. Po spędzeniu reszty dnia w swoim pokoju, zaraz po akcji z Psiarą, w nocy przyszedł i położył się przy moim boku na łóżku, obejmując mnie w talii. Prawie spałem, lecz mimowolnie splotłem nasze palce. Cholernie żałowałem tego, co zrobiłem, bo za bardzo mnie poniosło. Nawet nie wiedziałem, co o tym myśleć, krążyłem po sypialni w te i we w te, łudząc się, że jednak tego na serio nie zrobiłem.. Ale zrobiłem! Jezu, jaki ja jestem głupi. Po co? Czas strasznie mi się dłużył samemu. Czułem jakiś ucisk w brzuchu, bałem się o coś, a raczej o kogoś. A ten ktoś prawdopodobnie wyszedł i wrócił, kiedy już byłem w łóżku.
Z powodu, że nie mogłem jakoś długo spać, wstałem wcześniej, by zacząć przygotowania do zaplanowanego na dzisiaj małego przyjęcia. Wychodząc z pokoju, rzuciłem okiem na śpiącego Nezumiego, który naprawdę wyglądał słodko. Włosy potargane, usta lekko rozwarte i ułożone w uroczym grymasie, co spowodowało, że na mojej twarzy mimowolnie zawitał uśmiech. Był w połowie zakryty kołdrą, więc mogłem dowoli podziwiać jego półnagie ciało., zazdroszcząc mu takiego umięśnienia.
Ogarniając w miarę możliwości kuchnię, myślami wciąż powracałem do tego, co stało się wczoraj. Obawiałem się, że zostanę sam, że w jakiś sposób go zraniłem. Nawet nie zauważyłem, kiedy chłopak wszedł i usiadł przy stole. Nic nie wskazywało na to, że jest zły, wręcz przeciwnie. Z uśmiechem poprosił o kubek kawy, który zaraz mu podałem, z dość zdezorientowaną miną. Usiadłem naprzeciw niego, podrapałem się za głową.
- No i? – Wydusiłem z siebie. Spojrzał na mnie, unosząc jedną brew, w dłoniach trzymał kawę.
- Co, no i? – Oparł się rękoma o stół, nachylając się przy tym i spojrzał mi w oczy. Oblałem się zimnym potem, bo jego reakcja trochę zbiła mnie z tropu.
- Za wczoraj, dziwnie to wyglądało pewnie..
Bez słowa wstał, sądziłem, że już ma mnie dość i gdzieś wyjdzie znowu, ale on podszedł do mnie, poczułem jego ciepły oddech na szyi.
- Nie żeby coś, ale wolałbym więcej takich scen nie widzieć. – Troszeczkę mnie zamurowało, ale w odpowiedniej chwili zareagowałem.
- Zazdrosny? – Wyszczerzyłem zęby, kiedy jego brew drgnęła razem z ustami, układającymi się w głupawy uśmiech. Myślał, że mnie można przechytrzyć, nie tak łatwo! Zaśmiałem się w duchu.
Poczochrał mi włosy, nadal udając, że nic go to nie obeszło. Potem palcem przejechał wzdłuż mojego policzka, kończąc na podbródku, złapał za niego i połączył nasze usta. Jak zwykle, frajer. Że niby tak chce odwrócić moją uwagę? Musiałem przyznać, że udało mu się na moment. Powoli zaczynałem zatracać się w jego pocałunkach, które oddziaływały na moje całe ciało, z ledwością starałem się nie upaść plecami na drugie krzesło, które znajdowało się obok. Łapałem się wszystkiego, czego mogłem, natrafiając na miseczkę z truskawkami, chwyciłem jedną w momencie, kiedy ciemnowłosy oderwał się ode mnie i włożyłem mu ją do ust.
- Starczy jak na razie, bo jeszcze mam dużo do zrobienia i miło by było, gdybyś zechciał mi pomóc.
Dość dużo we dwójkę zrobiliśmy, oczywiście co jakiś czas była przerwa, bo któregoś z nas ponosiło za bardzo, a trzeba było w końcu przystopować.
- Ne.. Nezumi. – Wydukałem między pocałunkami, kiedy już dobierał się do moich spodni. – Zaraz przyjdą i nie chciałbym ich przywitać w taki sposób. – Wyglądał na strasznie napalonego, ale musiałem jakoś pohamować jego zapędy sexualne.
- W końcu musisz powiedzieć o tym mamie, nie sądzisz? – Znajdowałem się pod ścianą, gdzieś pomiędzy szyją, a ramieniem, tak po środku, miałem już jedną malinkę. Myślałem nad tym, by dzisiaj to zrobić, ale do tej pory nie wymyśliłem, w jaki sposób. Cóż, chyba będę leciał na żywioł, bo nic mi nie pozostało.
Nezumi pociągnął mnie w stronę sypialni i zaraz leżałem na łóżku, gdy zamknął za sobą drzwi. Rzucił się na mnie, rozpinając koszulę. On zwyczajowo paradował tylko w spodniach, bo jakby inaczej. Przedarł się przez szereg moich zębów, natrafiając od razu na język, połaskotał mnie swoim po podniebieniu. Odchylił się, zlizując moją ślinę z warg. Zwinnym ruchem pozbył się własnych spodni i moich też.
- W końcu szybki numerek nie zaszkodzi, nie? – Sprostowałem i zaraz poczułem jego palce w ustach, zassałem je z lubością, miały jeszcze posmak polewy czekoladowej, którą podjadał z ciasta, nad którym ja męczyłem się od rana. Zrobiło mi się słodko na języku. Ściągnął mi bieliznę i wepchnął w tyłek jednego palca, chwilę nim poruszał i dodał kolejny. W sumie to już to tak nie bolało, bo zdążyłem się przyzwyczaić. Objąłem jego biodra nogami, dając lepszy dostęp do mojego środka. Jego męskość weszła we mnie bez żadnego problemu. Ruszył się raz, potem drugi, trzeci.. Syknąłem z bólu za kolejnym pchnięciem, lecz zaraz zamieniło się to w nieopisaną przyjemność, kiedy Szczur zaczął dyszeć z rozkoszy, jaką mogłem mu zadać. Chwycił moją stopę, uniósł ją i ucałował. Zaczął poruszać się coraz szybciej. Mój penis ocierał się o jego brzuch, to wyzwalało we mnie jeszcze większe podniecenie. Złapałem się za tył głowy, prawie krzycząc z ekstazy. Tak, sex pod presją jest najlepszy. Tylko czekać aż ktoś to zobaczy.
Czułem ciepło w podbrzuszu, wiedziałem, że nie mogę już więcej wytrzymać i ubrudziłem białą cieczą brzuch Szczura i swój. On zaraz jęknął w chwili uniesienia i wylał się w moim środku, kładąc się na mnie, był cały spocony… i szczęśliwy?
- Ludzie stanowczo za mało patrzą sobie w oczy. – Powiedział. Spojrzałem w jego szare tęczówki, Nezumi tylko podniósł się i ucałował mnie w czoło. – Rusz się, zaraz będziemy mieć gości. Czuję, że nie zapomnimy tego wieczoru. – Wstał i ruszył w stronę łazienki, zostawiając mnie tak leżącego i gapiącego się w sufit. Skuliłem się, z nadzieją, że wszystko potoczy się po mojej myśli.
Z powodu, że nie mogłem jakoś długo spać, wstałem wcześniej, by zacząć przygotowania do zaplanowanego na dzisiaj małego przyjęcia. Wychodząc z pokoju, rzuciłem okiem na śpiącego Nezumiego, który naprawdę wyglądał słodko. Włosy potargane, usta lekko rozwarte i ułożone w uroczym grymasie, co spowodowało, że na mojej twarzy mimowolnie zawitał uśmiech. Był w połowie zakryty kołdrą, więc mogłem dowoli podziwiać jego półnagie ciało., zazdroszcząc mu takiego umięśnienia.
Ogarniając w miarę możliwości kuchnię, myślami wciąż powracałem do tego, co stało się wczoraj. Obawiałem się, że zostanę sam, że w jakiś sposób go zraniłem. Nawet nie zauważyłem, kiedy chłopak wszedł i usiadł przy stole. Nic nie wskazywało na to, że jest zły, wręcz przeciwnie. Z uśmiechem poprosił o kubek kawy, który zaraz mu podałem, z dość zdezorientowaną miną. Usiadłem naprzeciw niego, podrapałem się za głową.
- No i? – Wydusiłem z siebie. Spojrzał na mnie, unosząc jedną brew, w dłoniach trzymał kawę.
- Co, no i? – Oparł się rękoma o stół, nachylając się przy tym i spojrzał mi w oczy. Oblałem się zimnym potem, bo jego reakcja trochę zbiła mnie z tropu.
- Za wczoraj, dziwnie to wyglądało pewnie..
Bez słowa wstał, sądziłem, że już ma mnie dość i gdzieś wyjdzie znowu, ale on podszedł do mnie, poczułem jego ciepły oddech na szyi.
- Nie żeby coś, ale wolałbym więcej takich scen nie widzieć. – Troszeczkę mnie zamurowało, ale w odpowiedniej chwili zareagowałem.
- Zazdrosny? – Wyszczerzyłem zęby, kiedy jego brew drgnęła razem z ustami, układającymi się w głupawy uśmiech. Myślał, że mnie można przechytrzyć, nie tak łatwo! Zaśmiałem się w duchu.
Poczochrał mi włosy, nadal udając, że nic go to nie obeszło. Potem palcem przejechał wzdłuż mojego policzka, kończąc na podbródku, złapał za niego i połączył nasze usta. Jak zwykle, frajer. Że niby tak chce odwrócić moją uwagę? Musiałem przyznać, że udało mu się na moment. Powoli zaczynałem zatracać się w jego pocałunkach, które oddziaływały na moje całe ciało, z ledwością starałem się nie upaść plecami na drugie krzesło, które znajdowało się obok. Łapałem się wszystkiego, czego mogłem, natrafiając na miseczkę z truskawkami, chwyciłem jedną w momencie, kiedy ciemnowłosy oderwał się ode mnie i włożyłem mu ją do ust.
- Starczy jak na razie, bo jeszcze mam dużo do zrobienia i miło by było, gdybyś zechciał mi pomóc.
Dość dużo we dwójkę zrobiliśmy, oczywiście co jakiś czas była przerwa, bo któregoś z nas ponosiło za bardzo, a trzeba było w końcu przystopować.
- Ne.. Nezumi. – Wydukałem między pocałunkami, kiedy już dobierał się do moich spodni. – Zaraz przyjdą i nie chciałbym ich przywitać w taki sposób. – Wyglądał na strasznie napalonego, ale musiałem jakoś pohamować jego zapędy sexualne.
- W końcu musisz powiedzieć o tym mamie, nie sądzisz? – Znajdowałem się pod ścianą, gdzieś pomiędzy szyją, a ramieniem, tak po środku, miałem już jedną malinkę. Myślałem nad tym, by dzisiaj to zrobić, ale do tej pory nie wymyśliłem, w jaki sposób. Cóż, chyba będę leciał na żywioł, bo nic mi nie pozostało.
Nezumi pociągnął mnie w stronę sypialni i zaraz leżałem na łóżku, gdy zamknął za sobą drzwi. Rzucił się na mnie, rozpinając koszulę. On zwyczajowo paradował tylko w spodniach, bo jakby inaczej. Przedarł się przez szereg moich zębów, natrafiając od razu na język, połaskotał mnie swoim po podniebieniu. Odchylił się, zlizując moją ślinę z warg. Zwinnym ruchem pozbył się własnych spodni i moich też.
- W końcu szybki numerek nie zaszkodzi, nie? – Sprostowałem i zaraz poczułem jego palce w ustach, zassałem je z lubością, miały jeszcze posmak polewy czekoladowej, którą podjadał z ciasta, nad którym ja męczyłem się od rana. Zrobiło mi się słodko na języku. Ściągnął mi bieliznę i wepchnął w tyłek jednego palca, chwilę nim poruszał i dodał kolejny. W sumie to już to tak nie bolało, bo zdążyłem się przyzwyczaić. Objąłem jego biodra nogami, dając lepszy dostęp do mojego środka. Jego męskość weszła we mnie bez żadnego problemu. Ruszył się raz, potem drugi, trzeci.. Syknąłem z bólu za kolejnym pchnięciem, lecz zaraz zamieniło się to w nieopisaną przyjemność, kiedy Szczur zaczął dyszeć z rozkoszy, jaką mogłem mu zadać. Chwycił moją stopę, uniósł ją i ucałował. Zaczął poruszać się coraz szybciej. Mój penis ocierał się o jego brzuch, to wyzwalało we mnie jeszcze większe podniecenie. Złapałem się za tył głowy, prawie krzycząc z ekstazy. Tak, sex pod presją jest najlepszy. Tylko czekać aż ktoś to zobaczy.
Czułem ciepło w podbrzuszu, wiedziałem, że nie mogę już więcej wytrzymać i ubrudziłem białą cieczą brzuch Szczura i swój. On zaraz jęknął w chwili uniesienia i wylał się w moim środku, kładąc się na mnie, był cały spocony… i szczęśliwy?
- Ludzie stanowczo za mało patrzą sobie w oczy. – Powiedział. Spojrzałem w jego szare tęczówki, Nezumi tylko podniósł się i ucałował mnie w czoło. – Rusz się, zaraz będziemy mieć gości. Czuję, że nie zapomnimy tego wieczoru. – Wstał i ruszył w stronę łazienki, zostawiając mnie tak leżącego i gapiącego się w sufit. Skuliłem się, z nadzieją, że wszystko potoczy się po mojej myśli.
W domu rozległo się pukanie, ruszyłem w kierunku drzwi i je otworzyłem, w progu stała mama z małym na rękach. Okej, jeżeli jest Nezushi no to też gdzieś jest Psiara. Moja rodzicielka weszła do środka, ja się trochę wycofałem, postawiła maluszka na ziemi. Byłem przekonany, że podbiegnie do mnie, ale myliłem się, bo skręcił i podreptał do Szczura, wyciągając rączki do góry. Szare oczy spojrzały niepewnie na mnie, ja tylko gestem pokazałem mu, żeby go wziął do siebie. Wykonał moje polecenie, był trochę zdezorientowany, ale uśmiechnął się do dzieciaka, który pociągnął go za grzywkę. Zaśmiałem się w chwili, kiedy wyłoniła się, nie wiadomo skąd, Inukashi.
- Zostaw go. – Warknęła i w tym momencie mały rozpłakał się.
- Dobrze wiesz, że on nie lubi, kiedy tak warczysz. – Powiedziałem, zabrałem go z rąk mojego współlokatora i próbowałem uspokoić. Dopiero teraz zauważyłem, że jej ciemne włosy były rozpuszczone i swobodnie opadały na jeden bok. Ubrała białą koszulę, która doskonale podkreślała jej kształty, jedno ramię miała odsłonięte, na szyi mała, czerwona chustka, a ciemne spodnie dobrze kontrastowały z tym wszystkim. Zrobiła na mnie drobne wrażenie, wyglądała inaczej niż zwykle. Nezumi patrzył na nią z irytacją.
Panowała miła atmosfera w salonie, ale byłem ciągle poganiany przez Szczura, by w końcu powiedzieć o TYM mamie. Unikałem tego tematu za wszelką cenę, więc poszedłem do kuchni, by napić się czegoś mocniejszego. Nim zdążyłem cokolwiek znaleźć, za moimi plecami pojawiła się brunetka. Odwróciłem się, ale ona nie miała zamiaru zrobić nawet kroku w tył. Gorzej, przejechała palcem wzdłuż mojej ręki w dół i splotła nasze palce.
- Shion, proszę. Nie rób mi tego. – Spojrzała swoimi brązowymi oczami w moje, serce zaczęło mi szybko bić. – Wczoraj jak mnie pocałowałeś, ja..
- Nie zapędzaj się tak bardzo – przerwałem jej - cenię sobie Ciebie, ale jako przyjaciółkę. – Nie wierzę, że znowu to powtarzam.. Aż tak nie pociągały mnie dziewczyny? – Dziękuję, że jesteś, ale..
Oparła się swoim czołem o moje, zagryzła dolną wargę, zmniejszając odległość, która nas dzieliła.
- Potrzebuję cię, zrozumiesz to w końcu? – wzmocniła uścisk dłoni.
- Heej, znajdzie się coś do… - zszokowany Nezumi stał w wejściu, a mnie ścisnęło w żołądku. Nie wierzę. W jego tęczówkach lśniła się nienawiść, ogromna. Poczułem jak łzy napływają mi do oczu. On jedynie odwrócił się, walnął pięścią w ścianę i ruszył w kierunku wyjścia.
- Nezumi! – Krzyknąłem, ale usłyszałem trzask drzwi. Chciałem za nim pobiec, ale Psiara zatrzymała mnie. – Puść, mówię do ciebie! Puść.- Udało mi się od niej uwolnić. Wbiegłem do salonu, mama pojrzała na mnie, pytając, co się stało.
- Zrozum mnie, to coś więcej niż przyjaźń. Dużo więcej. – Ostatnie słowa powiedziałem dość poważnym tonem. Otworzyła oczy z wrażenia. Nie miałem ochoty jej teraz tego tłumaczyć. Zawiodłem go, kiedy postanowił mi zaufać.
Bez skutku szukałem chłopaka. Mógł być wszędzie. Wołałem go, nic. Znowu zniknął, zostawił? Jaki ja jestem beznadziejny w tym, że żyję. Otarłem łzę, która spłynęła mi po policzku. Było jeszcze jedno miejsce, gdzie mogłem go znaleźć. Zburzony mur. Czym prędzej tam pobiegłem. Był tam, opierał się o niego, mając ręce włożone do kieszeni kurtki. Stanąłem kilka kroków od niego.
- Pamiętasz jak chciałeś bardzo dowiedzieć się, dlaczego zniknąłem na tyle czasu? Nie, nie po to by zadać ci jakiś ból. Chciałem być pewny, że uczucie, którym cię darzę, jest czymś prawdziwym. Po tym, co zobaczyłem, mam pewność, że teraz nie czuję już nic. – Nie patrzył na mnie, spoglądał w gwiazdy. – Trzeba to zakończyć, rozumiesz?
Pozagryzane do krwi wargi, te łzy, szept, że to nie powinno się tak potoczyć. Uczucie, ze cały świat osuwa Ci się spod stóp… Miałem ochotę zniknąć z tego świata na dobre.
- Zostaw go. – Warknęła i w tym momencie mały rozpłakał się.
- Dobrze wiesz, że on nie lubi, kiedy tak warczysz. – Powiedziałem, zabrałem go z rąk mojego współlokatora i próbowałem uspokoić. Dopiero teraz zauważyłem, że jej ciemne włosy były rozpuszczone i swobodnie opadały na jeden bok. Ubrała białą koszulę, która doskonale podkreślała jej kształty, jedno ramię miała odsłonięte, na szyi mała, czerwona chustka, a ciemne spodnie dobrze kontrastowały z tym wszystkim. Zrobiła na mnie drobne wrażenie, wyglądała inaczej niż zwykle. Nezumi patrzył na nią z irytacją.
Panowała miła atmosfera w salonie, ale byłem ciągle poganiany przez Szczura, by w końcu powiedzieć o TYM mamie. Unikałem tego tematu za wszelką cenę, więc poszedłem do kuchni, by napić się czegoś mocniejszego. Nim zdążyłem cokolwiek znaleźć, za moimi plecami pojawiła się brunetka. Odwróciłem się, ale ona nie miała zamiaru zrobić nawet kroku w tył. Gorzej, przejechała palcem wzdłuż mojej ręki w dół i splotła nasze palce.
- Shion, proszę. Nie rób mi tego. – Spojrzała swoimi brązowymi oczami w moje, serce zaczęło mi szybko bić. – Wczoraj jak mnie pocałowałeś, ja..
- Nie zapędzaj się tak bardzo – przerwałem jej - cenię sobie Ciebie, ale jako przyjaciółkę. – Nie wierzę, że znowu to powtarzam.. Aż tak nie pociągały mnie dziewczyny? – Dziękuję, że jesteś, ale..
Oparła się swoim czołem o moje, zagryzła dolną wargę, zmniejszając odległość, która nas dzieliła.
- Potrzebuję cię, zrozumiesz to w końcu? – wzmocniła uścisk dłoni.
- Heej, znajdzie się coś do… - zszokowany Nezumi stał w wejściu, a mnie ścisnęło w żołądku. Nie wierzę. W jego tęczówkach lśniła się nienawiść, ogromna. Poczułem jak łzy napływają mi do oczu. On jedynie odwrócił się, walnął pięścią w ścianę i ruszył w kierunku wyjścia.
- Nezumi! – Krzyknąłem, ale usłyszałem trzask drzwi. Chciałem za nim pobiec, ale Psiara zatrzymała mnie. – Puść, mówię do ciebie! Puść.- Udało mi się od niej uwolnić. Wbiegłem do salonu, mama pojrzała na mnie, pytając, co się stało.
- Zrozum mnie, to coś więcej niż przyjaźń. Dużo więcej. – Ostatnie słowa powiedziałem dość poważnym tonem. Otworzyła oczy z wrażenia. Nie miałem ochoty jej teraz tego tłumaczyć. Zawiodłem go, kiedy postanowił mi zaufać.
Bez skutku szukałem chłopaka. Mógł być wszędzie. Wołałem go, nic. Znowu zniknął, zostawił? Jaki ja jestem beznadziejny w tym, że żyję. Otarłem łzę, która spłynęła mi po policzku. Było jeszcze jedno miejsce, gdzie mogłem go znaleźć. Zburzony mur. Czym prędzej tam pobiegłem. Był tam, opierał się o niego, mając ręce włożone do kieszeni kurtki. Stanąłem kilka kroków od niego.
- Pamiętasz jak chciałeś bardzo dowiedzieć się, dlaczego zniknąłem na tyle czasu? Nie, nie po to by zadać ci jakiś ból. Chciałem być pewny, że uczucie, którym cię darzę, jest czymś prawdziwym. Po tym, co zobaczyłem, mam pewność, że teraz nie czuję już nic. – Nie patrzył na mnie, spoglądał w gwiazdy. – Trzeba to zakończyć, rozumiesz?
Pozagryzane do krwi wargi, te łzy, szept, że to nie powinno się tak potoczyć. Uczucie, ze cały świat osuwa Ci się spod stóp… Miałem ochotę zniknąć z tego świata na dobre.
Łeeee, złe zakończenie. :c Ale z one-shota postanowiłam zrezygnować.