piątek, 18 maja 2012

rozdział 12.


Ten rozdział dedykuję jedynej w swoim rodzaju Akari, dziękuję za te kopnięcia w tyłek i tyle miłych słów. <3

NezuShi zawładnęli moim całym serduszkiem. <3


~Shion.

     -Ała! – Ból przeszył całą moją rękę, kiedy Nezumi zaczął smarować mi dłoń maścią na szybsze gojenie ran. Siedzieliśmy naprzeciw siebie na łóżku.
     - To teraz lepiej rozbić pięścią lustro, niż się ciąć? – Parsknął śmiechem, ukazując szereg swoich zębów. Poczułem, że cały się rumienię, więc odwróciłem głowę, nie chcąc patrzeć na niego. Chciałem to ukryć przed nim. Zauważyłem, że myszki uważnie się nam przyglądają – Nie złość się. – Posłał mi serdeczny uśmiech, w chwili gdy spojrzałem na niego.
     - Sam sobie poradzę – chciałem zabrać rękę, ale ciemnowłosy uwięził ją w żelaznym uścisku, ponownie mnie zabolało, bardziej. Wbił swój wzrok w moje oczy, jakby zaczął przedzierać się przez najgłębsze zakamarki mojego umysłu. Odniosłem przez chwilę wrażenie, że odczytał moje myśli. A jak może on potrafi? O nie, dowiedział by się o moich najbardziej sprośnych, nie zapominając o tym, że on pełnił tam główną rolę.. Załamałbym się.
     - Ale ja chcę. – Stwierdził stanowczym tonem.
     Odpuściłem dalsze polemizowanie, bo i tak by wyszedł na swoje. Jak nie wiązanką bardzo miłych i słodzących słów skierowanych do mnie, to swoim urokiem. Kurczę, ale ten facet mnie pociąga.
     Zaczął owijać moją dłoń bandażem, zaczynając od nadgarstka, dalej przechodząc na dłoń i palce. Mam ją tak strasznie poharataną, że nawet nie mam pewności, czy ślady nie zostaną. Ah, cieszę się, że jednak nie zostawił mnie po raz kolejny. Nie zniósłbym ponownego rozstania i bólu samotności. Dość się już nacierpiałem, nie pomijając faktu, że głównie przez niego.
     - Etto, dziękuję. – Bąknąłem. Spojrzał na mnie wymownie, podnosząc lewą brew, kończąc swoją robotę. – Chodź tu, bo mi zimno. – Wystawiłem dłonie w jego stronę. Bez zastanowienia zbliżył się do mnie i przytulił. Zmieniliśmy pozycję tak, że siedziałem między jego nogami, oplatając własnymi jego biodra. Rękoma objąłem jego plecy i zacząłem je masować. – Nie rób mi tego więcej. – Mój głos stał się jakiś taki kruchy, dziecinny. Złapał za mój podbródek i pocałował mnie. Taak, tego właśnie potrzebowałem, jego ust. Oddawałem je bardzo zachłannie, moje pragnienie stało się bardzo silne. Czuć go cały czas, mieć go przy sobie do końca, zawsze uszczęśliwiać i kochać się bez końca. W dni powszednie i święta narodowe. Na łóżku, na podłodze.
     Południowe słońce przedzierało się przez żaluzje, których nie rozsunęliśmy. Panowała przyjemna słaba ciemność. Odkąd przyszedł tu Nezumi to siedzimy tak do tej pory. Obgadaliśmy parę spraw, pół nocy jeszcze wspominaliśmy wszystko od początki. Nie wierzę, że to już pięć lat jak się znamy. Od początku czułem, że nie skończy się na samej znajomości. Już w wieku 12 lat to wiedziałem. Teraz kocham go bez opamiętania, nie pozwolę więcej Inukashi tak się traktować. Jeszcze jak dowiedziałem się co mówiła, przesadziła, ale schowam urazę. Dam jej ostatnią szansę.
     Szczur koniuszkiem języka polizał moją szyję i miejsce za uchem. Cicho wypuściłem z siebie powietrze, kiedy  jęknął mi do ucha. Wbiłem lekko paznokcie w jego plecy, zjechałem niżej i podciągnąłem jego koszulkę, by poczuć nagie ciało. Zadrżał pod moim dotykiem, ale powrócił zaraz do całowania. Przegryzł moją górną wargę, zaraz potem wepchnął mi język do ust, przedzierając się przez zęby. Poczułem go na swoim podniebieniu. Nie chciałem pozostać dłużny, więc mój język zaraz zaczął taniec z jego. Byłem w siódmym niebie zawsze kiedy to robił. Penetrował dokładnie każde zakamarki moich ust.
     Rozległo się pukanie do drzwi sypialni, Nezumi tylko uśmiechnął się przez pocałunek i popchnął mnie tak, że leżałem plecami na łóżku. Błagam, żeby to nie była mama. Wbił się w moje wargi jeszcze zachłanniej niż przedtem. Pół umysłu mówiło mi, że dość, ale jednak druga strona uważała, że jej mało i trzeba nacieszyć się tą chwilą. Poddałem się. Wplotłem palce w włosy chłopaka, przyciskając go bardziej do siebie. Zgrzyt otwieranych drzwi, światło wpadło do pokoju. Nie kontrolowałem już swoich ruchów, Szczur podbrzuszem ocierał się o moją męskość, co bardziej mnie podniecało. Nagle oberwałem czymś zimnym po twarzy. Nie wierzę, śnieg? Oboje podnieśliśmy się i spojrzeliśmy na gościa.
     - No dalej, nie spać już. Idziemy na śnieg! Całą noc padało, a wy nie raczyliście wstać. – Mimo półmroku, poznałem od razu sylwetkę. Psiara, jak zawsze zwarta i gotowa.
     - No dalej, kochanie. Trzeba mamie ogłosić nowe nowiny. – Szarooki wstał i złapał mnie za rękę, zmuszając do wstania, po czym mnie przytulił, a jego ręce dziwnie przypadkiem wylądowały na moich pośladkach, ścisnął je. 


buuu, mało i słabo.

STO LAT, STO LAT DLA MOJEJ IMIENNICZKI! Dziękuję za to, że jesteś. <3

sobota, 12 maja 2012

rozdział 11.



'Niebawem' - czyli jakiś miesiąc później dodam kolejny rozdział. Jestem zaglibista. *_*

~Nezumi.

Miewam nieczyste intencje
Łamię własne zasady
Jestem niekonsekwentny
Drażliwy i nieznośny
Nie potrafię słuchać
A sam bez przerwy gadam
Jak bym istniał tylko ja
A światem rządził szatan

     Co we mnie wstąpiło, że postanowiłem wylewać z siebie słowa, których nie powinienem mówić? ‘Przepraszam’ – nawet nie wiem za co, extra.
     - Tylko nie rozumiem, co masz w sobie takiego – przyłożyła sobie palec do ust - czego ja nie mam, a pociąga to Shiona? – Spojrzałem na nią i z drobną irytacją odpowiedziałem:
- Niesamowitą osobowość, poczucie humoru. A moja gra aktorska, to dopiero coś! – Podrapałam się po brodzie, udając zamyślonego.
     - Taak, nikt ci nigdy nie dorówna. – powiedziała – Pokaż to. – Powiedziała stanowczo i stanęła na palcach, dzięki czemu dorównywała mi wzrostem. Niby co miałem zrobić? Pocałować ją? O nie, nie. Zbliżyłem do niej twarz, nasze usta dzieliło dosłownie kilka centymetrów, ręką przejechałem do góry, wzdłuż jej pleców, poczułem jak zadrżała. Objąłem jedną dłonią jej szyję. Dziwne, ale wyglądała jakby miała się zaraz rozpłynąć.
     - Jesteś niezłą suką na miarę psa. - Sprostowałem, popychając ją na regał z książkami. Zabrałem swoje rzeczy i już miałem wychodzić, kiedy znowu się odezwała.
     - Chciałbyś zobaczyć jak to jest. Z chęcią byś mnie zerżnął. – Obróciłem się, a ona siedziała na podłodze, szczerząc zęby – Nie mam racji? Z nim nigdy nie dowiesz się jak to jest, hah!
     Czy warto prowadzić taką bezsensowną rozmowę? Jakie to zabawne co mówi. Wyszedłem z mieszkania, zakładając na siebie kurtkę i owijając płaszcz wokół szyi, jak to w zwyczaju miałem robić. Usłyszałem jeszcze za sobą ‘frajer’, co bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że z niej jeszcze dziecko.
     - Małolata! – Krzyknąłem.
     - Jak ci mało lata, to se rozdyndaj. – Dogoniła mnie i jak gdyby nigdy nic zaczęła coś mi tam gadać, słyszałem piąte przez dziesiąte. Najwyraźniej  nie zdawała sobie sprawy z tego co powiedziała.


     Stanąłem przez drzwiami domu Shion’a, łapiąc za klamkę, spojrzałem na Psiarę z pytającym wyrazem twarzy.
     - Bardzo z nim źle?
     - Aż za bardzo.. – Uniosła brwi do góry, a jej mina jakby mówiła ‘Głupi jesteś, pomyśl co mu zrobiłeś. Pytanie było bez sensu.’ Potrząsnąłem głową, wchodząc do środka.
     Cały czas ktoś czuwał przy nim, jak nie Psiara to Karan. Żałuję tych słów, od razu żałowałem. Ale nie mogłem znieść myśli, że naprawdę znalazła się przeszkoda, czyli ta niewielka wkurwiająca brunetka. Mój wzrok utkwił na kuchni, od razu przypomniała mi się scena jak to wcześniej wspomniana osóbka  już chciała wkładać mu język do gardła, przyciskając chłopaka do blatu. Tak, postąpiłem źle odchodząc.. Szczurze, frajerze jeden. Mogłem rozwiązać to inaczej. Zostać i nie doprowadzić do ich zbliżenia albo być dobrym seme i przeboleć to w ciszy. Ona chciała jedynie odzyskać przyjaciela. Ta, wmawiaj sobie.
     Przebrnąłem przez salon, wiedziałem, po prostu wiedziałem, że znajduje się w sypialni. Niepewnie zajrzałem przez uchylone drzwi. W pomieszczeniu panowała półciemność, Shion siedział na podłodze, oparty plecami o łóżko, zdawało się, że spał. No chociaż on. Po cichu podszedłem do niego i przykucnąłem, przeczesałem jego śnieżnobiałe włosy. Zamruczał coś pod nosem, podniósł prawą rękę i przyłożył do mojej, pewnie chcąc pozbyć się rzeczy, która przeszkadzała mu w spaniu. Dopiero teraz zauważyłem, że ma ją całą owiniętą bandażem, każdy palec z osobna. Widać było na nim krew, która zdążyła przesiąknąć materiał. Co się stało?
     - Ne.. Nezumi? – wyszeptał z półprzymkniętymi oczami. – Skąd ty.. Jak to? Dlaczego? – Splotłem nasze palce, starając się za bardzo nie ściskać i nie sprawiać bólu.
     - Zadajesz za dużo pytań. – powiedziałem – Przepraszam, żałuję i przepraszam.
     W jego oczach pojawiło się szczęście. Wyprostował się, moje słowa najwyraźniej go rozbudziły. Usiadłem po turecku, nie puszczając go.
     - Wiesz z czym łączy się taki związek? – przytaknął – No bo wiesz, nie założysz żadnej większej rodziny. Nie każdy będzie z tego zadowolony. Poza tym boję się reakcji twojej mamy. Jesteś tego pewny? – Nic nie odpowiadał. Zaczął dogłębnie studiować to co powiedziałem.
     - Tak, rozumiem. Chcę tego. Mam gdzieś zdanie innych, ja.. – przegryzł dolną wargę.
     - Kocham cię, Shion. Mocniej niż ostatnio, mniej niż w przyszłości. – Przyłożył czoło do mojego i pomasował mój policzek chorą dłonią. Nie minęła chwila jak nasze usta się połączyły. Całowałem go spokojnie, napawałem się jego obecnością. Chciałem zapamiętać każdy szczegół. Jego oddech, ciche pomrukiwania, odczucie szczęścia, szmery naszych niewinnych ruchów, odgłosy naszych pocałunków. Dotyk. Dotyk, który cieszył od zawsze.
     - Ja ciebie też kocham. – Powiedział kiedy oderwał się ode mnie, odpinając zamek mojej kurtki.
     - No to teraz możesz pocałować mnie w cztery litery.
     - Co proszę?
     - No w usta, kochanie. – Rzuciłem się na niego z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
     Jesteśmy jednością. Ja i on, to uczucie nigdy nie zgaśnie.


Proszę, bez polotu, latających majtek, czy staników. >D

wtorek, 1 maja 2012

rozdział 10.


Zastanawiam się, co ja bym zrobiła bez fandomu. KOCHAM MAX MOCNO MOJE CZYTELNICZKI! <3

Proponuję przy czytaniu posłuchać sobie tego : http://www.youtube.com/watch?v=CEVeACOsfJQ


~Inukashi.

- Martwię się. – Siedząca przy stole i drąca w drobne kawałki serwetkę Psiara odezwała się do Karan, która właśnie wychodziła z sypialni, gdzie położyła małego. Obie nie chciały stąd iść, dopóki nikt nie wróci. – Nie ma ich już dość długo.
- Spokojnie, słońce. Bądźmy dobrej myśli.
     Kobieta podeszła do dziewczyny i położyła jej dłonie na ramionach. Dusiła w sobie wszelkie objawy o syna, ale starała się tego nie okazywać, by nie budzić niepokoju w brunetce. Była dla niej jak córka, przywiązały się do siebie. Kiedyś Psiara powiedziała jej, że jest dla niej jak prawdziwa matka, że wypełnia tę pustkę po stracie. Przed oczami miała scenę, jak Nezumi przechodzi przez salon, zabierając po drodze kurtkę. Nie umknęło jej to, że w oczach miał łzy. Była ciekawa, co się stało, ale nie chciała na nikogo naciskać. Była osobą, która wolała poczekać i niż się narzucać. Czas cholernie się dłużył.
     Na zewnątrz grzmiało, co oznaczało tylko tyle, że nadchodzi burza. Usłyszały, że drzwi się otwierają i obie na bezdechu czekały, aż ktoś wejdzie do środka. Stukot kroków zapowiadał czyjś powrót. Z ciemności wyłonił się białowłosy, miał zaciśnięte pięści, wargi całe we krwi, a z kosmków włosów cienką strużką spływała woda. Wbijał wzrok w podłogę, drżał, bardziej z nerwów niż z zimna.
- Shion.. – Głos Inukashi w pewnym momencie się załamał, kiedy wstawała od stołu.
     Matka podbiegła do niego i przytuliła, nie zważając na to, że cały jest mokry. Kamień spadł jej z serca. Chłopak wtulił się w jej ramię i zaczął cicho płakać. Psiara stała i kompletnie nie wiedziała, co zrobić.
- Shion. – Powtórzyła. Łypnął na nią tylko i mogłaby przysiąc, że w oczach, które zmieniły barwę na czerwień wymieszaną z węglem, zobaczyła przebłysk śmierci. Odsunął się od Karan i spojrzał na Psiarę.
- Ty… - w zgarbionej pozycji maszerował w jej stronę – To Twoja wina! – Rzucił się na nią, po drodze łapiąc ze stołu nóż. Powalił ją na ziemie, siadając na niej i przyciskając jedną ręką jej ramię do podłogi, a drugą trzymał nad sobą, celując w dziewczynę nożem. – Jak mogłaś? I ty śmiesz siebie nazywać przyjaciółką? Za co? Jaką teraz odczuwasz z tego satysfakcję? – Nachylił się nad jej twarzą, kilka łez spłynęło wzdłuż jego nosa i spadły prosto na policzki dziewczyny, przyłożył przedmiot do gardła brązowookiej. Obróciła głowę, było jej słabo, widziała tylko nogi Karan, które szybkim krokiem podążały w ich kierunku. Obraz powoli się rozmazywał.. Jakby całe życie właśnie z niej uchodziło, ale jeszcze przez półprzymknięte powieki zauważyła, że matka próbuje odciągnąć chłopaka, krzycząc i prosząc by przestał.
     Momentalnie szmery w jej umyśle ucichły, dźwięk upadającego noża, zaraz obok ucha, trochę ją ogłuszył, ale szybko się ocknęła. Shion patrzył na nią, a kolor oczu stał się taki jak zawsze – jasnoczerwony. Złapał się za głowę, krzyknął coś podobnego do ‘aaagh’ i pobiegł do łazienki. Zaschnięte rany na wargach na nowo zabolały.

     Shion przez dość długi czas nie mógł dojść do siebie. Opierał się dłońmi o umywalkę, a oczy piekły go od płaczu. Ogarniał go nieopisany smutek i żal, nie wierzył, że to wszystko dzieje się naprawdę. Opłukał się zimną wodą i spojrzał w lustro. Przyłożył palec do ust, widział na nich ślady swoich własnych zębów, najwidoczniej był bardzo zdesperowany, bo doprowadził się do takiego stanu, że nawet nie mógł poznać własnego odbicia. Na samo wspomnienie o tym, co miało miejsce dosłownie kilka godzin temu, nie mógł zapanować nad łzami.
- Jest ktoś, komu bardziej na tobie zależy – Nezumi wypowiadał te słowa bez najmniejszego żalu – Czuję się niepotrzebny. Zastanawiam się, czy czasem nie żałuję tego, ze wróciłem. Nie ma dla mnie już tutaj miejsca. – Wyprostował się i podszedł do Shion’a. Patrzył na niego z góry, co wzbudziło lekkie przerażenie w niższym. – Zamknij oczy.
- A.. Ale..
- Zrób to, o co proszę. Chcę żebyś zapamiętał mnie takim, jaki jestem teraz.
     Wypełnił prośbę. Ostatni raz spojrzał na Szczura i zacisnął mocno powieki, aż słone łzy pociekły mu po policzkach. Poczuł lekki powiew wiatru i z niepokojem zaczął się rozglądać dookoła. Szare oczy błądziły w jego umyśle..
- Idioto! – Na ułamek sekundy spojrzał na swoją pięść, potem mocnym uderzeniem wycelował w lustro, raniąc sobie tym sposobem dłoń. Poczuł ból, osuwając się na zimne kafelki i ułożył w pozycję embrionalną. Przyłożył rękę do piersi i nie wiadomo kiedy, stracił przytomność.

     ‘Obiecuję Ci. Choćby nie wiem co, przyjdę i uśmierzę twoje cierpienie, w chwili gdy będziesz umierać.’ – Inukashi dobrze sobie zakodowała tę obietnicę. Błądziła z jednym ze swoich psów po okolicy w poszukiwaniu Szczura. Była pewna, że nie popełniłby tego samego błędu i nie odszedł znowu. Znała go i wiedziała, że on nie wchodzi dwa razy do tej samej rzeki. A może jednak nie znała? Czerwonooki bardzo wpłynął na jego zmianę. Nie poznawała już tego chłopaka, tym bardziej jak wrócił po półrocznej nieobecności. Tak, wtedy to się zaczęło. Poczuła jakąś zazdrość o Shiona. Tyle czasu z nim spędziła, ale gdy Nezumi się pojawił, zeszła na drugi plan. Jakby przestała coś znaczyć dla niego. Obmyślała jakby tu go odbić i mieć tylko dla siebie. Może i dokonała czego chciała, ale skutki były beznadziejne, musiała schować dumę do kieszeni i naprawić wszystko.
     Dotarła do starego mieszkania ciemnowłosego. Na początku obstawiała, że może go tam zastać, ale jednak istniał w niej jeszcze zalążek nadziei, że spotka go gdzie indziej. W końcu obiecał, że pomoże odejść jej z tego świata w spokoju. Nawet chciała dla dobra przyjaciela odebrać sobie życie, by ten drugi wrócił. Drzwi były lekko uchylone, a z pomieszczenia wydobywało się słabe światło, pewnie z lampy, która była jedynym źródłem oświetlenia. Shion, zaraz po zburzeniu muru, kazał zostawić mieszkanie. Czuł do niego sentyment. Codziennie tu przychodził, myśląc, że w końcu zobaczy szarookiego czekającego na niego z otwartymi ramionami.
     Zajrzała do środka. Nezumi siedział na łóżku, cały przykryty swoim paltem, kolana miał przyciągnięte do piersi, bawił się czymś, trzymając to w dłoni.
- Czego tu chcesz?
- Porozmawiać.
- Nie mam najmniejszej ochoty na jakąkolwiek rozmowę. Tym bardziej z tobą. Zjeżdżaj! – rzecz, którą trzymał, okazała się nożem. Rzucił nim w jej stronę. Przedmiot ją ominął i  wbił w ścianę, drgając przez moment. Znowu? - pomyślała.
- Posłuchaj mnie! – Miała w dużym poważaniu to, czy zginie dzisiaj, musiała wyjaśnić. – Jest kilka kwestii, które trzeba sprostować. Nie rozumiesz..
- Co mam nie rozumieć? – Podniósł głowę. Inukashi zauważyła na jego twarzy ogromne zmęczenie. Czyżby nie zmrużył wcale oka? Minęły dwa dni od ich rozstania. – Że jesteś kurewsko zazdrosna o niego? Boisz się o to, że ja się nim tylko zabawię?
- NIE! – Oparła się o regał z książkami – Nie masz prawa tak mówić. Ja.. Ja zrozumiałam swój błąd. Byłam samolubna. Odkąd się zjawiłeś to Shion nie miał dla mnie czasu. Odstawił mnie. Powinieneś się cieszyć, że robił to wszystko dla ciebie. Nie rozumiałam tego, bo taki związek to dla mnie nowość. Nie mogłam znieść myśli, że stanę się nikim.. – Wbiła wzrok w podłogę. Nie zauważyła, kiedy Nezumi podszedł do niej, wargi mu drżały. – Przepraszam, wybacz mi i napraw to. Nawet nie wiesz jak cierpi..
     Chwycił jej dłoń i przyłożył sobie do piersi. Miał ochotę krzyczeć. Nie miał pojęcia, co teraz zrobić. Przecież nie poleci tak od razu do niego i zacznie go bez opamiętania całować.
- Proszę. – Kiedy to powiedziała, chłopak przytulił się do niej.
- To ja przepraszam.

Ty nie miej za stracone,
co może być wrócone




Łiii, skończone! :D Mozolnie mi to szło i wydaje mi się, że koniec tak z dupy jest.. Kontynuacja wydarzeń już niedługo.