Cieszy mnie każdy komentarz, ten pozytywny jak i negatywny. Dziękuję za ponad 9000 wejść na bloga, staram się dla Was.
'Nie ufaj, nie płacz. Nie warto' - Zapamiętajcie.
W ogóle pierwszy dzień wiosny, a tu zima. Chyba Pasożytnicze Osy będą pojawiać się nieco później niż zawsze. Pożyjemy dłużej! ^^ Bez zbędnych ceregieli, czytajtaaa~
Waiting for the
answers
Holding on to hope
Running out of chances
Won't let it go Won't let it go
Dave Days - Were Just Kid
Holding on to hope
Running out of chances
Won't let it go Won't let it go
Dave Days - Were Just Kid
~Shion.
Też tak macie, że
nie widzicie sensu swojego życia? Czasami zdarzają takie chwile zwątpienia,
wszystko wtedy staje się takie szare, nawet bezbarwne. Nie czujesz nic. Nie
chcesz nic czuć, bo i tak wiesz, że to nie ma już znaczenia. Każda sekunda cholernie
się dłuży i ciągnie nieubłaganie. Co zrobić, kiedy wiesz, że straciłeś kogoś,
na komu ci zależy? Twoją bratnią duszę, drugą połówkę, część siebie. Chcesz
umrzeć, zniknąć i nie istnieć. Albo znaleźć się przy tym ciepłym ciele,
wtulając się. Objąć. Przyłożyć opuszki palców do jego policzka, móc musnąć je delikatnie,
powiedzieć jak bardzo go potrzebujesz.
Pustka.
Tak jest teraz ze mną.
Teraz to już nie ma nic, nie ma nic... Nie ważne. Czułem się okropnie, żałośnie. Łzy cisnęły mi się do oczu.
Nezumi, ah! To naprawdę koniec…? - Dalsze moje myśli przerwał mały.
- Baa… - Załkał, podchodząc do mnie niezgrabnie i wtulił się w moją nogę. – Buu…
- Tak, wiem. – Wziąłem go na ręce, a ten od razu złapał się mocno mojej koszuli. – Jest zimno.
Łódź się zachwiała. Płyniemy? Nezushi wydał z siebie coś w rodzaju stłumionego ryku. Trząsł się. Pewnie bardziej ze strachu niż z zimna. Zacząłem głaskać go po główce. ‘Już dobrze, spokojnie, mały.’ Co ja robię… Oszukuję sam siebie. Nie będzie okej, jest źle.
Znajdowaliśmy się w jednej z kabin, zamknęli mnie tu zaraz jak wrzucono Nezumiego do zimnej wody. Kiedy się tu znalazłem chłopiec siedział sam, ale to dziwne, był spokojny. Nie było widać po nim, że płakał. Zobaczywszy mnie, powiedział nieśmiało ‘Mama…’. Pomylił się. Myślał, że to Inukashi. Tylko do niej tak się przywiązał.
Otuliłem go rękoma, opierając się o ścianę, a twarz chowając w jego maleńkim ramieniu. Płynęliśmy. Dokąd? Co z nami będzie?
- Nezumi… - Zamknąłem oczy, poddałem się. – To nie ma sensu. – Kompletna pustka ogarniająca moje ciało zdawała się mnie niszczyć. Coś ciepłego zaczęło spływać po moim policzku.
Pustka.
Tak jest teraz ze mną.
Teraz to już nie ma nic, nie ma nic... Nie ważne. Czułem się okropnie, żałośnie. Łzy cisnęły mi się do oczu.
Nezumi, ah! To naprawdę koniec…? - Dalsze moje myśli przerwał mały.
- Baa… - Załkał, podchodząc do mnie niezgrabnie i wtulił się w moją nogę. – Buu…
- Tak, wiem. – Wziąłem go na ręce, a ten od razu złapał się mocno mojej koszuli. – Jest zimno.
Łódź się zachwiała. Płyniemy? Nezushi wydał z siebie coś w rodzaju stłumionego ryku. Trząsł się. Pewnie bardziej ze strachu niż z zimna. Zacząłem głaskać go po główce. ‘Już dobrze, spokojnie, mały.’ Co ja robię… Oszukuję sam siebie. Nie będzie okej, jest źle.
Znajdowaliśmy się w jednej z kabin, zamknęli mnie tu zaraz jak wrzucono Nezumiego do zimnej wody. Kiedy się tu znalazłem chłopiec siedział sam, ale to dziwne, był spokojny. Nie było widać po nim, że płakał. Zobaczywszy mnie, powiedział nieśmiało ‘Mama…’. Pomylił się. Myślał, że to Inukashi. Tylko do niej tak się przywiązał.
Otuliłem go rękoma, opierając się o ścianę, a twarz chowając w jego maleńkim ramieniu. Płynęliśmy. Dokąd? Co z nami będzie?
- Nezumi… - Zamknąłem oczy, poddałem się. – To nie ma sensu. – Kompletna pustka ogarniająca moje ciało zdawała się mnie niszczyć. Coś ciepłego zaczęło spływać po moim policzku.
Wspomnienia pozostaną w sercu mym,
Jest tam małe miejsce, w którym mieszkasz ty.
Jest tam małe miejsce, w którym mieszkasz ty.
Nie chcę…
Chciałbym wrócić do tego co było. Co zrobiłem nie tak, że los mści się na mnie?
Serce rozerwane. Postrzelone, albo przebite nożem. Boli i krwawi, ale bije. Wolałbym, żeby przestało. Chciałem do niego. Do Nezumiego. Nikogo tak bardzo nie pragnąłem jak jego. Ciepłe usta, zimne dłonie, idealny tors, szare oczy wpatrujące się we mnie, czasami już nawet rozbierające wzrokiem. Lubiłem to. Proszę, niech to wróci. To sen, nic więcej. Chcę być przy nim. Obiecuję, że już go nigdy nie opuszczę. Pragnę się obudzić z tego koszmaru. Błagam. Niech on żyje, umrę za niego. Nezumiego bardziej potrzebuje świat niż mnie!
Osunąłem się po zimnej i chropowatej powierzchni na podłogę. To nic, że przez to zabolały mnie plecy, pewnie je sobie w niektórych miejscach zdarłem.
- Shion! – Głos chłopaka przedarła się do mojego umysłu, był trochę stłumiony. Rany, już pada mi na mózg, jest źle, bo wyobrażam sobie jego głos. – Gdzie jesteś? – Tutaj, tutaj. Myślę o tobie, a tak naprawdę ciebie tu nie ma… Chwila…
- Nezumi?! – Wstałem, chwiejąc się. Podbiegłem z dzieckiem na rękach do drzwi. –To ty? Jesteś tam? Żyjesz! – Wydałem z siebie zdławiony jęk.
- Rany… Inukashi mówiła, że jestem demonem. Mnie tak łatwo nie można się pozbyć. – Usłyszałem zza ogromnych drzwi. – Otw…- - Urwał i coś upadło na ziemię. Ponownie wezwałem jego imię, ale była tylko cisza. Potem jakby szarpanina. – Hej! – Walnąłem pięścią w metal oddzielający mnie od chłopaka. Najwyraźniej był tam ktoś jeszcze.
- Pożałujesz, że przeżyłeś. Będziesz wzywać moje imię przed śmiercią! – Gruby męski głos powiedział to dość poważnie. To był ten, co nas porwał. Tonack mu chyba było. Jedyne co było w nim dobrego to te jego okulary przeciwsłoneczne, zawsze chciałem mieć takie pilotki. Nie teraz na takie rozmyślania, Shion. Że też potrafisz myśleć o głupotach w takiej chwili, wstydź się.
- Odsuńcie się.
- A-ale drzwi są zamknięte… Na amen. – Bąknąłem, wycofując się kilka kroków. Mały pociągnął mnie za włosy. Zaczynało się robić coraz zimniej.
Wtedy drzwi zostały otwarte. Ujrzałem Szczura, był zdyszany i zgarbiony, ale jego szare oczy nie traciły blasku. Trzymał się lewą ręką za żebra. Był cały mokry, woda kapała z jego włosów, które przykleiły się do twarzy, usta sine, rozcięte, a krew zdążyła już zaschnąć. Przyszedł tu po mnie, w takim stanie. Niesłychane. Z przerażeniem podbiegłem do niego.
- Idziemy.
- Nezumi… Jak ty wyglądasz, trzeba coś z tym zrobić. I to szybko. Wpadłeś do wody, jak ty się w ogóle trzymasz?
- Idziemy. – Powtórzył, popychając mnie do przodu.
- Nie uda nam się tak łatwo. Jest ich tutaj co najmniej ośmiu. Tylu widziałem, to nie będzie takie łatwe, uwierz mi.
- Wyszliśmy cali z Zakładu Karnego to i stąd się wydostaniemy. A dwóch już się pozbyłem. – Podszedł do Tonacka, który leżał na podłodze i kopnął go w bok, a ten zawył żałośnie. - Gnij tutaj, niedoszły romantyku. – Mężczyzna zastękał, zwijając się z bólu, widziałem jak krwawi mu brzuch.
- Mogłem zabić to twoje dziecko…. albo sprzedać…
Heh, heh – Śmiech Nezumiego odbił się po pomieszczeniu. Użył do tego pogardy.
- Moje? To to? – Pokazał na Nezushi. – Ależ zabawne! Słyszałeś, Shion? – Szturchnął mnie. – On myślał, że jestem z Inukashi. Niedoczekanie. – Przykucnął przy nim. – Stary. Radzę ci się tu więcej nie pokazywać. Lepiej będzie jak znikniecie gdzieś, bo ostrzegam, że następne nasze spotkanie nie będzie takie miłe. Ponoć jestem demonem w ciele anioła. Miej to na uwadze. Słońce, zwiąż go. – Postawiłem dzieciaka i zrobiłem to o co poprosił mnie chłopak. Lina zwisała na szczęście z jakieś rury i uniemożliwiłem mu ruchy rąk.
- Postrzeliłeś go w brzuch? Chcesz mieć kolejną duszę na sumieniu.
- Przeżyje, o ile nie wróci. Bywaj, Tonack. – Pomachał mu.
Wyszliśmy na górę, a ja strasznie bałem się o Nezumiego. Był zmarnowany tym wszystkim, to było pewne. Wiatr owiał nasze twarze, on pewnie odczuł to jeszcze bardziej, w końcu był calutki przemoczony. Mając malca na rękach, opatuliłem siebie i jego swoją kurtką. Co dalej zrobimy, jak panoszą się tutaj te gbury? Ciemnowłosy powiedział, że ci idioci bez swojego przywódcy są niczym. Gdzieś nieopodal leżał jakiś gruby facet, przywiązany do barierki. Szarpał się ze sznurem i wzywał pomocy. Mój chłopak podszedł do niego, a ja grzecznie postąpiłem za nim. Chwilę mówił do niego coś w stylu: ‘Wasz pan i władca debilizmu osiągnął swój kres możliwości. Przekazał, że macie nas uwolnić, a jemu nie przeszkadzać. Siedzi w kabinie na samym końcu pod podkładem.’ I jeszcze inne podobne historyjki. Posłał mu ciepły uśmiech, poprosił ode mnie nóż i uwolnił go.
- Czyli mamy zawrócić statek?
- W rzeczy samej, do portu. – To naprawdę banda debili, uwierzyli w bajeczki Nezumiego o tym wszystkim? Albo udają takich, a w rzeczywistości bali się swojego szefa bardziej niż Inukashi śmierci. Właśnie… Co z nią? Pokręciłem głową, odganiając tę myśl. Jest dobrze, Inu. Wracamy. Trzymaj się.
- Baa! – Wyglądało jakby najmłodszy miał się za chwilę rozpłakać. Wszyscy byliśmy głodni i przemęczeni. Nezumi kaszlnął, trzymając się barierki. Ciało już odmawiało mu posłuszeństwa, nie wytrzyma za długo. Położyłem mu dłoń na ramieniu.
- W porządku. Prawie jesteśmy, też się trzymaj. Gdzie masz kurtkę? Jest ci pewnie okropnie zimno.
- Nie… Mikrofibra jest doskonałym materiałem żeby mnie ogrzewać. I jeszcze oni. – Z kieszeni jego spodni wyjrzały dwie mysie główki, a Hamlet siedział niedaleko mojej dłoni, którą miałem na szarookim. Pisnął wesoło, co chyba miało znaczyć ‘Nie bój się, daliśmy radę!’. Uśmiechnąłem się, bardziej do siebie. – Co, już zmartwienie zniknęło? – Przeszły go dreszcze.
- Nezumi… Martwię się o ciebie. Nie udawaj twardego. – Powiedziałem smutno, szybka zmiana nastroju.
Jeszcze tylko droga prosta w stronę miasta. Znowu nazwano je Miastem Róży, było piękne nawet o takiej porze roku. Szczur zszedł z pokładu z dużym wysiłkiem. Statek odpłynął. Ciekawe, czy ich zobaczę. Ten z długą siwą kitką powiedział, że dobrze zajmą się Tonackiem, bo to on kazał im tutaj się pojawić, a oni chcieli uciec jak najdalej od tego miejsca, gdzie byli przetrzymywani jako więźniowie. Niedaleko na dużym kamieniu zauważyłem kurtkę Nezumiego. Zimowe słońce trochę ją wysuszyło. Ciągnąc małego za rękę poszedłem po nią i zaraz zarzuciłem na chłopaka. Już mniej się martwię.
W połowie drogi zauważyłem, że biegnie do nas Psiara. Krzyczała moje imię.
- Boże! Nezushi, moje dziecko. – Zabrała go ode mnie. Kolejne zmartwienie z główki. Teraz mogłem pomóc mojemu kochankowi. Objąłem go w pasie, a jego rękę przełożyłem przez swoje ramiona, mocno trzymając, żeby nie upadł. Potrzebował pomocy lekarskiej. Podejrzewałem odmrożenie ciała.
- Skarbie, zimno mi… - Mdlał mi w objęciach, jest źle. Wiatr i wilgotne powietrze negatywnie wpływały na jego stan, usta drżały, był cały sztywny. Musimy go przenieść do ciepłego miejsca. Najbliżej znajdował się odnowiony już Psi Hotel i tam się udaliśmy.
Ułożyłem go w jednym z pokoi, dziewczyna zajęła się dzieckiem. Opadłem na ziemię zmęczony, ale to nie czas na odpoczynek. Nezumi mógł umrzeć, a ja nie mogłem na to pozwolić.
- Zimno… Cholernie… Boi, piecze… Shion - Kaszlnął. Sinoczerwone zabarwienie skóry, obrzęki. Jest kurewsko źle.
- Karetka zaraz przyjedzie. – Przyszła długowłosa z miską pełną ciepłej wody. Namoczyłem ściereczkę i przyłożyłem do jego twarzy, uprzednio pozbywając się mokrego ubrania. Miałem wrażenie, że zaraz zejdzie mi z tego świata. – Mały śpi, jest dobrze, liczę, że nie dopadnie go przeziębienie – Powiedziała zmartwiona. – Co się w ogóle stało?
- Wrzucili go do wody. A ty skąd wiedziałaś, gdzie nas szukać?
- Rozmawiając z tobą, słyszałam szum morza, proste. – Wzruszyła ramionami. – Szybko się rozłączyłeś, a jak chciałam ponownie zadzwonić to już nie mogłam.
- Ah, tak. Zepsuli mi telefon. On myślał, że masz dziecko z Nezumim. – Zaśmiałem się nerwowo, zajmując się nim. Moczenie ścierki, wyciskanie i łagodzenie bólu na ciele. – Chciał się za coś zemścić. Tyle wiem. – Zostałem złapany za nadgarstek, nie mocno.
- Nie mów jej nic… Ważne, że… mały cały. – Wymamrotał.
I tak to było. Wróciliśmy, a Nezumi trafił do szpitala i miał tam pozostać na kilka dni.
Serce rozerwane. Postrzelone, albo przebite nożem. Boli i krwawi, ale bije. Wolałbym, żeby przestało. Chciałem do niego. Do Nezumiego. Nikogo tak bardzo nie pragnąłem jak jego. Ciepłe usta, zimne dłonie, idealny tors, szare oczy wpatrujące się we mnie, czasami już nawet rozbierające wzrokiem. Lubiłem to. Proszę, niech to wróci. To sen, nic więcej. Chcę być przy nim. Obiecuję, że już go nigdy nie opuszczę. Pragnę się obudzić z tego koszmaru. Błagam. Niech on żyje, umrę za niego. Nezumiego bardziej potrzebuje świat niż mnie!
Osunąłem się po zimnej i chropowatej powierzchni na podłogę. To nic, że przez to zabolały mnie plecy, pewnie je sobie w niektórych miejscach zdarłem.
- Shion! – Głos chłopaka przedarła się do mojego umysłu, był trochę stłumiony. Rany, już pada mi na mózg, jest źle, bo wyobrażam sobie jego głos. – Gdzie jesteś? – Tutaj, tutaj. Myślę o tobie, a tak naprawdę ciebie tu nie ma… Chwila…
- Nezumi?! – Wstałem, chwiejąc się. Podbiegłem z dzieckiem na rękach do drzwi. –To ty? Jesteś tam? Żyjesz! – Wydałem z siebie zdławiony jęk.
- Rany… Inukashi mówiła, że jestem demonem. Mnie tak łatwo nie można się pozbyć. – Usłyszałem zza ogromnych drzwi. – Otw…- - Urwał i coś upadło na ziemię. Ponownie wezwałem jego imię, ale była tylko cisza. Potem jakby szarpanina. – Hej! – Walnąłem pięścią w metal oddzielający mnie od chłopaka. Najwyraźniej był tam ktoś jeszcze.
- Pożałujesz, że przeżyłeś. Będziesz wzywać moje imię przed śmiercią! – Gruby męski głos powiedział to dość poważnie. To był ten, co nas porwał. Tonack mu chyba było. Jedyne co było w nim dobrego to te jego okulary przeciwsłoneczne, zawsze chciałem mieć takie pilotki. Nie teraz na takie rozmyślania, Shion. Że też potrafisz myśleć o głupotach w takiej chwili, wstydź się.
- Odsuńcie się.
- A-ale drzwi są zamknięte… Na amen. – Bąknąłem, wycofując się kilka kroków. Mały pociągnął mnie za włosy. Zaczynało się robić coraz zimniej.
Wtedy drzwi zostały otwarte. Ujrzałem Szczura, był zdyszany i zgarbiony, ale jego szare oczy nie traciły blasku. Trzymał się lewą ręką za żebra. Był cały mokry, woda kapała z jego włosów, które przykleiły się do twarzy, usta sine, rozcięte, a krew zdążyła już zaschnąć. Przyszedł tu po mnie, w takim stanie. Niesłychane. Z przerażeniem podbiegłem do niego.
- Idziemy.
- Nezumi… Jak ty wyglądasz, trzeba coś z tym zrobić. I to szybko. Wpadłeś do wody, jak ty się w ogóle trzymasz?
- Idziemy. – Powtórzył, popychając mnie do przodu.
- Nie uda nam się tak łatwo. Jest ich tutaj co najmniej ośmiu. Tylu widziałem, to nie będzie takie łatwe, uwierz mi.
- Wyszliśmy cali z Zakładu Karnego to i stąd się wydostaniemy. A dwóch już się pozbyłem. – Podszedł do Tonacka, który leżał na podłodze i kopnął go w bok, a ten zawył żałośnie. - Gnij tutaj, niedoszły romantyku. – Mężczyzna zastękał, zwijając się z bólu, widziałem jak krwawi mu brzuch.
- Mogłem zabić to twoje dziecko…. albo sprzedać…
Heh, heh – Śmiech Nezumiego odbił się po pomieszczeniu. Użył do tego pogardy.
- Moje? To to? – Pokazał na Nezushi. – Ależ zabawne! Słyszałeś, Shion? – Szturchnął mnie. – On myślał, że jestem z Inukashi. Niedoczekanie. – Przykucnął przy nim. – Stary. Radzę ci się tu więcej nie pokazywać. Lepiej będzie jak znikniecie gdzieś, bo ostrzegam, że następne nasze spotkanie nie będzie takie miłe. Ponoć jestem demonem w ciele anioła. Miej to na uwadze. Słońce, zwiąż go. – Postawiłem dzieciaka i zrobiłem to o co poprosił mnie chłopak. Lina zwisała na szczęście z jakieś rury i uniemożliwiłem mu ruchy rąk.
- Postrzeliłeś go w brzuch? Chcesz mieć kolejną duszę na sumieniu.
- Przeżyje, o ile nie wróci. Bywaj, Tonack. – Pomachał mu.
Wyszliśmy na górę, a ja strasznie bałem się o Nezumiego. Był zmarnowany tym wszystkim, to było pewne. Wiatr owiał nasze twarze, on pewnie odczuł to jeszcze bardziej, w końcu był calutki przemoczony. Mając malca na rękach, opatuliłem siebie i jego swoją kurtką. Co dalej zrobimy, jak panoszą się tutaj te gbury? Ciemnowłosy powiedział, że ci idioci bez swojego przywódcy są niczym. Gdzieś nieopodal leżał jakiś gruby facet, przywiązany do barierki. Szarpał się ze sznurem i wzywał pomocy. Mój chłopak podszedł do niego, a ja grzecznie postąpiłem za nim. Chwilę mówił do niego coś w stylu: ‘Wasz pan i władca debilizmu osiągnął swój kres możliwości. Przekazał, że macie nas uwolnić, a jemu nie przeszkadzać. Siedzi w kabinie na samym końcu pod podkładem.’ I jeszcze inne podobne historyjki. Posłał mu ciepły uśmiech, poprosił ode mnie nóż i uwolnił go.
- Czyli mamy zawrócić statek?
- W rzeczy samej, do portu. – To naprawdę banda debili, uwierzyli w bajeczki Nezumiego o tym wszystkim? Albo udają takich, a w rzeczywistości bali się swojego szefa bardziej niż Inukashi śmierci. Właśnie… Co z nią? Pokręciłem głową, odganiając tę myśl. Jest dobrze, Inu. Wracamy. Trzymaj się.
- Baa! – Wyglądało jakby najmłodszy miał się za chwilę rozpłakać. Wszyscy byliśmy głodni i przemęczeni. Nezumi kaszlnął, trzymając się barierki. Ciało już odmawiało mu posłuszeństwa, nie wytrzyma za długo. Położyłem mu dłoń na ramieniu.
- W porządku. Prawie jesteśmy, też się trzymaj. Gdzie masz kurtkę? Jest ci pewnie okropnie zimno.
- Nie… Mikrofibra jest doskonałym materiałem żeby mnie ogrzewać. I jeszcze oni. – Z kieszeni jego spodni wyjrzały dwie mysie główki, a Hamlet siedział niedaleko mojej dłoni, którą miałem na szarookim. Pisnął wesoło, co chyba miało znaczyć ‘Nie bój się, daliśmy radę!’. Uśmiechnąłem się, bardziej do siebie. – Co, już zmartwienie zniknęło? – Przeszły go dreszcze.
- Nezumi… Martwię się o ciebie. Nie udawaj twardego. – Powiedziałem smutno, szybka zmiana nastroju.
Jeszcze tylko droga prosta w stronę miasta. Znowu nazwano je Miastem Róży, było piękne nawet o takiej porze roku. Szczur zszedł z pokładu z dużym wysiłkiem. Statek odpłynął. Ciekawe, czy ich zobaczę. Ten z długą siwą kitką powiedział, że dobrze zajmą się Tonackiem, bo to on kazał im tutaj się pojawić, a oni chcieli uciec jak najdalej od tego miejsca, gdzie byli przetrzymywani jako więźniowie. Niedaleko na dużym kamieniu zauważyłem kurtkę Nezumiego. Zimowe słońce trochę ją wysuszyło. Ciągnąc małego za rękę poszedłem po nią i zaraz zarzuciłem na chłopaka. Już mniej się martwię.
W połowie drogi zauważyłem, że biegnie do nas Psiara. Krzyczała moje imię.
- Boże! Nezushi, moje dziecko. – Zabrała go ode mnie. Kolejne zmartwienie z główki. Teraz mogłem pomóc mojemu kochankowi. Objąłem go w pasie, a jego rękę przełożyłem przez swoje ramiona, mocno trzymając, żeby nie upadł. Potrzebował pomocy lekarskiej. Podejrzewałem odmrożenie ciała.
- Skarbie, zimno mi… - Mdlał mi w objęciach, jest źle. Wiatr i wilgotne powietrze negatywnie wpływały na jego stan, usta drżały, był cały sztywny. Musimy go przenieść do ciepłego miejsca. Najbliżej znajdował się odnowiony już Psi Hotel i tam się udaliśmy.
Ułożyłem go w jednym z pokoi, dziewczyna zajęła się dzieckiem. Opadłem na ziemię zmęczony, ale to nie czas na odpoczynek. Nezumi mógł umrzeć, a ja nie mogłem na to pozwolić.
- Zimno… Cholernie… Boi, piecze… Shion - Kaszlnął. Sinoczerwone zabarwienie skóry, obrzęki. Jest kurewsko źle.
- Karetka zaraz przyjedzie. – Przyszła długowłosa z miską pełną ciepłej wody. Namoczyłem ściereczkę i przyłożyłem do jego twarzy, uprzednio pozbywając się mokrego ubrania. Miałem wrażenie, że zaraz zejdzie mi z tego świata. – Mały śpi, jest dobrze, liczę, że nie dopadnie go przeziębienie – Powiedziała zmartwiona. – Co się w ogóle stało?
- Wrzucili go do wody. A ty skąd wiedziałaś, gdzie nas szukać?
- Rozmawiając z tobą, słyszałam szum morza, proste. – Wzruszyła ramionami. – Szybko się rozłączyłeś, a jak chciałam ponownie zadzwonić to już nie mogłam.
- Ah, tak. Zepsuli mi telefon. On myślał, że masz dziecko z Nezumim. – Zaśmiałem się nerwowo, zajmując się nim. Moczenie ścierki, wyciskanie i łagodzenie bólu na ciele. – Chciał się za coś zemścić. Tyle wiem. – Zostałem złapany za nadgarstek, nie mocno.
- Nie mów jej nic… Ważne, że… mały cały. – Wymamrotał.
I tak to było. Wróciliśmy, a Nezumi trafił do szpitala i miał tam pozostać na kilka dni.
Stwierdzili hipotermię, szczęście No niezła wigilia. Nie zapomnę
jej do końca życia.
Uhuhu, dziękuję za przeczytanie. Męczyłam się bite trzy dni, żeby ładnie wykończyć. Wiecie, że fajnie pisze się, będąc pod wpływem alkoholu? Spokojnie, nie jestem Rikigą ^^ Z tego miejsca chciałabym poprosić o to, że jeżeli ktoś chce być powiadamiany o notkach, niech da znać tutaj pod rozdziałem. Zbieram wszystko na nowo, bo się pogubiłam. ;-;
A jeżeli jesteś fanem NO.6 to zapraszam~ https://www.facebook.com/KazeNoReqiuem
Lavi.
Uhuhu, dziękuję za przeczytanie. Męczyłam się bite trzy dni, żeby ładnie wykończyć. Wiecie, że fajnie pisze się, będąc pod wpływem alkoholu? Spokojnie, nie jestem Rikigą ^^ Z tego miejsca chciałabym poprosić o to, że jeżeli ktoś chce być powiadamiany o notkach, niech da znać tutaj pod rozdziałem. Zbieram wszystko na nowo, bo się pogubiłam. ;-;
A jeżeli jesteś fanem NO.6 to zapraszam~ https://www.facebook.com/KazeNoReqiuem
Lavi.
O matko, nowy rozdział. Cieszę się, jak głupia.
OdpowiedzUsuńTwój blog znalazłam kilka dni temu, kiedy fanowska frustracja po przeczytaniu powieści nie dawała mi spokoju. Stworzyłaś bardzo konkretną, ciekawą i dobrze napisaną historię. Chciałabym mieć tak dobrze rozwinięty styl, jak Ty. (Swoją drogą - miło było patrzeć, jak przez ten rok wyewoluował.) Szkoda, że ostatnio tak rzadko publikujesz rozdziały... Pozostaje mi tylko cierpliwie czekać na więcej i w ciszy zachwycać się Twoją historią.
Pozdrawiam i życzę dużo weny!
zamiast boli,piecze
OdpowiedzUsuńnapisałaś
boi
xD
a tak poza tym to fajne podobało mi się nawet ^ ^
;w; więcej! To było takie słoooodkie i trochę straszne bo myślałam że coś super złego się stanie i jeszcze któryś umrze ;_; nie przeżyłabym tego >:c ale bardzo mi się podoba :3 chociaż nakręciłam się na ten gwałt :C Dziwna jestem gwałty lubię... w sumie mógłby się pojawić w Twoim opowiadaniu XD ale to tak wiesz, moje wymysły i fantazję. Już to widzę : Kłótnia, Shion wybiega z domu, nie wraca, opis gwałtu, szpital a potem problemy bo nie chce dać XD dobra to jest chore co robię ; A ; Pozdrawiam i życzę super weny. Czekam na kolejny rozdział ;W;
OdpowiedzUsuńAh i jeszcze jakbyś mogła to pisz tu : 32220089 o nowym rozdziale
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
Usuńkusząca propozycja.. :3 odezwę się do Ciebie jak skończą mi sie pomysły i będę miała problem, wtedy dodamy akcje z gwałtem~ lubię również gwałty~
UsuńHahaha~!! O boże...nie mogę z tych pilotek. xp
OdpowiedzUsuńA Nezumi taki szlachetny ;-; Dobrze, że ci tam nie zszedł Shionku ;-; No byśmy wtedy zrobili?? o.o
Boże...nie mam pomysłu na komentarz. Rozdział świetny...no...no i tyle.
Pozdrawiam