środa, 22 czerwca 2016

I'm sorry.

Każdy pewnie tu czeka, aż pojawi się coś nowego. Ciągle obiecywałam, że powrócę z nowymi rozdziałami, ale jednak prawda jest taka, że zrobiłam sobie od tego zbyt długą przerwę i chyba nie jestem w stanie wrócić... Przyznam się szczerze, że wybiłam się z rytmu. Nadal kocham NO.6, nie zmienię zdania, że to anime mojego życia, lecz nałożyło się dużo różnych rzeczy, które spowodwały brak postów. Między innymi moje lenistwo, dużo obowiązków i brak konkretnej weny twórczej.
Jestem naprawdę pełna podziwu, że gdy co jakiś czas sprawdzam bloga, liczba wejśc nie maleje, chociaż nigdzie się z nim nie promuję. Teraz jedynie mogę przeprosić, że przerwałam w trakcje akcji, że obiecywałam powrót (dużo osób mnie o to prosi). Nie jestem w stanie powiedzieć, czy ten blog będzie kontynuowany, mnie też jest z tego powodu przykro. Komentarze wiele dla mnie znaczą, miło że ktoś mnie tu doceniał.

Przepraszam Was jeszcze raz.

Lavi/ Herbata


wtorek, 20 stycznia 2015

Ogłoszenie społeczne


Cześć! Aż nie wiem od czego zacząć, żeby dobrze wypaść... Można stwierdzić, że zostawiłam tego bloga, miałam też myśli, żeby się go pozbyć, skoro i tak mnie tutaj nie ma. Brak czasu, czasami nawet chęci sprawiła, że nie miałam kiedy czegokolwiek napisać, przez co wypadłam z rytmu.W tym roku  mam maturę, zrozumcie mnie D:
Potem sobie pomyślałam, że moje skillsy też zanikły, a cały blog to jedna wielka katastrofa. Tego popołudnia postanowiłam tutaj wejść, a tak z ciekawości i przeżyłam szok. Ktoś o mnie tu jeszcze pamięta! Ba, prosi o kontynuację. Wzruszyłam się ilością komentarzy, miałam co czytać, dzięki! ^^ To dało mi do zrozumienia, że może jednak warto dalej coś pisać. Dostałam niezłego kopa w dupala dla weny dzięki wam, więc jestem wdzięczna. ;;;;;;;
Aktualnie mam ferie, więc pewnie czas też by się znalazł na nasze NezuShi, tak więc (nie chcę jednak rzucać słów na wiatr) obiecuję, że spróbuję pisać dalej. Ostrzegam, że mój styl mógł się trochę zmienić, być może będzie to wyglądać troszkę inaczej, ale "Nie ufaj, nie płacz. Nie warto" nie straci swojej magii~

LUDZIE! DOCZEKALIŚMY SIĘ POLSKIEGO WYDANIA MANGI NO.6!!!! MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ CIESZYCIE!! Wydałam swoje oszczędności na prenumeratę, czego z pewnością nie żałuję. Marzenie, że No.6 będzie stać na mojej półce spełniło się! <3

Zapraszam na fanpage NO.6: Kaze no Requiem - No.6, który sobie żyje dzięki pomocy nowych adminek!

sobota, 14 grudnia 2013

rozdział 23

WIELKI POWRÓT PO DŁUGIM CZASIE.

Uwaga kochani, wznawiam pisanie. Za to, że tyyle nie pisałam naprawdę przepraszam, ale lenistwo to straszna rzecz. Poza tym pomysły jakby zaczęły ulatniać się ze mnie w trybie szybkim.
Blog wraca dzięki jednej czytelniczce, która nie odpuszczała i wciąż męczyła mnie bym kontynuowała pisanie. Dziękuję Agnieszko za masę pomysłów, które zostaną niedługo wykorzystane! <3

Wygląd bloga nieco podrasowany, liczę, że się podoba. Dziękuję również autorce grafiki za jej wykonanie.
Jeżeli sceny +18 nie wchodzą w grę, to pomijać ostatnią część.





     ~Nezumi.

     Ciepła dłoń wędrowała wzdłuż mojego ramienia, co jakiś czas się zatrzymując. Oh, tak, Shion chyba nie może spać i postanowił skorzystać z okazji i trochę mnie podotykać. Koleś, ja wcale nie usnąłem. Ale… Ale miło czuć jego dotyk na swoim ciele. Nie otwierałem oczu, napawałem się chwilą. Leżał za mną i czułem jego oddech na moim karku, po którym zaraz pomaszerowały palce. Westchnąłem mimowolnie, a białowłosy zachichotał, ciesząc się najwyraźniej z tego, czego dokonał. Z karku przeszedł na kręgosłup, a drugą ręką liczył moje żebra. Ja za to w szybkim momencie znalazłem się nad nim, po prostu obróciłem się i złapałem go za nadgarstek, grzywka praktycznie zasłaniała mi oczy.
     - Co ty wyczyniasz? – Zapytałem, wkładając kolano między jego nogi.
     - Ne-Nezumi – Jęknął żałośnie – Obudziłem cię? – Wydął dolną wargę, udając smutnego.
     - Nie, nawet nie spałem.
     - Dlaczego? – Pokręciłem z niedowierzaniem głową, siadając obok niego. On zaraz podniósł się, podpierając się z tyłu rękoma. Podrapałem się po policzku. – Powiedz mi. – Dodał, kiedy nadal milczałem.
     - Zastanawia mnie ten chłopak, co go dzisiaj poznaliśmy. W zasadzie to… Intryguje. – Przegryzłem dolna wargę.
     - Karasu – Uściślił. No co ty nie powiesz? – Spodobała mu się Inukashi. Tylko to zauważyłem. Widać, że jest wesołym człowiekiem. Wszędzie go pełno i zawsze do wszystkiego podchodzi optymistycznie. Nie rozumiem, co masz na myśli, mówiąc, że on cię intryguje. Mam się czuć zazdrosny? – Przysunął głowę bliżej mojej.
     - Jeżeli chcesz – Wzruszyłem ramionami. – Nawet nie wiedział, że to my jesteśmy sprawcami całego zajścia związanego z miastem.
     - Może po prostu się tym nie interesował? Wiesz, jeden z tych co mają gdzieś jak potoczy się dalej życie miasta. – Zaczesał palcami włosy do tyłu, potem bardziej zaciągnął koszulkę, którą miał na sobie. Oblizałem swoje suche usta. Nastała głęboka, ale przyjemna cisza. Z Shionem to nawet miło się milczy, w dodatku w półmroku wyglądał jeszcze bardziej pociągająco. Był klimat. Westchnął ciężko, a głos mu zadrżał – Niedługo minie rok – Wpatrywał się w dywan. Sprawiał wrażenie dobitego tym faktem.
     - Niczym nie powinieneś się martwić.
     - Nezumi, ja… A zdaje się jakby to było zaledwie kilka dni temu. Wciąż przechodzą mnie dreszcze. – Napotkałem w końcu jego wzrok. – Nie martwię się, a tęsknię.
     Wtedy pojąłem, co chce powiedzieć. Safu. Z pewnością odczuwał jej brak.
     - Nic nie mogłeś zrobić. – Przyłożyłem dłoń do jego policzka, głaszcząc go.
     - Chodźmy już spać, nie chcę teraz o tym myśleć. Zawsze mnie do dopadało nocami, gdy byłem sam. Dzięki, że wróciłeś. – Uśmiechnął się słabo, a ja odwzajemniłem uśmiech. Wróciłem na swoje poprzednie miejsce tyle tylko, że leżałem na plecach, wgapiając się w sufit, a młodszy objął moją talię i wtulił się w tors, chcąc wsłuchać się w bicie mojego serca.
     Czy tylko ja nie lubię porannego słońca, które koniecznie chce się wbić do pokoju przez zasłonięte rolety? Kurczę, to tak drażni moje oczy, które co jak co, ale wolą półmrok, a nie takie coś. Przetarłem oczy i jęknąłem żałośnie.
     - Weź wyłącz to słońce. – Cisza. A tego znowu gdzieś wcięło, czy jak? – Shion? – Usiadłem z niechęcią, rozglądając się po pokoju i drapiąc po głowie. Chwilę mi zajęło, żeby ogarnąć jaki mamy dzień i godzinę, więc posiedziałem sobie jeszcze jakiś czas i wyszedłem z sypialni.
     - Ooo, widzę, że wstała moja księżniczka. – Zaczął Shion, kiedy wpadłem na niego w korytarzu. Miał w rękach suche pranie i prawdopodobnie niósł je tam, skąd ja właśnie wychodziłem.
     - Już ci coś na ten temat mówiłem… - Ziewnąłem, mierząc go wzrokiem.
     - Twoja twarz nie wygląda wyjściowo – Zachichotał. No naprawdę niezły żart. Halo, mam prawo być nieogarniętym we własnym domu i to o godzinie dziewiątej rano. – Nezumi, co  myślisz o tym, by jednak nadrobić wigilię? Ta jakoś nam nie wyszła… Pogadałbym z mamą i byśmy zrobili ją u nas… W końcu i ty, i ja mamy jeszcze przerwę świąteczną, chyba ze grasz w jakiejś sztuce w tym tygodniu.
     Przez chwilę pomyślałem o tym. Faktycznie wspólne świętowanie nam nie wyszło i to był dobry pomysł. Chociaż ja bardziej liczyłem na prezenty, niż na wszystko inne. No i na jedzenie. Hehs. Zgodziłem się i poszedłem napełnić mój pusty żołądek.
     Pomagając chłopakowi w ogólnych porządkach domowych, zdałem sobie sprawę, że nie mam dla niego nic na święta… Ups. Niechby to szlag jasny mnie trafił! Jak mogłem o tym zapomnieć. Swoją drogą to mamy już początek stycznia, a przeze mnie nawet nie mieliśmy ani Bożego Narodzenia, ani sylwestra, bo ja przesiedziałem ten czas w szpitalu przyczepiony do kroplówki. Jednak mam jeszcze czas. Skoro w dniu wigilii ratowałem Nezushi, a miałem gdzieś dla niego podarunek, to prezent nadal musi być w tym samym miejscu, w którym go zostawiłem.
     Szczęście, że Shion postanowił pójść do mamy i zaprosić ją. Tak samo jak Inukashi, więc miałem chwilę czasu dla siebie i na to, by wygrzebać z szafy paczkę.
     - Jest! – Oznajmiłem, nie wiem komu, triumfalnie, wyciągając pudełko, które było ładnie owinięte kolorowym papierem i czerwoną wstążeczką. Zacząłem patrzeć na nie z każdej strony. Czy faktycznie mu się to spodoba? Bo raczej do niczego się nie przyda… Pomyślałem. Wtedy spostrzegłem w rogu szafy jakiś karton mało szczelnie zamknięty. Ciekawość wzięła górę i wysunąłem go do przodu, otwierając od razu. Na dnie znajdowało się sześć prezentów. W każdym razie wyglądały na takie coś. Każda paczuszka podpisana: Mama, Inu, Nezushi, Nezumi i dwie niewiadomo dla kogo. Wziąłem tę z moim imieniem i lekko potrząsnąłem. Ciekawe co tam jest?
     Odłożyłem wszystko i uznałem, że nie należy psuć sobie świąt.
     Wyszedłem z domu.

     Czasami zastanawiam się, dlaczego wróciłem. Chwilowe myśli, które wpadają mi do głowy, by zaraz się ulotnić i udekorować moją twarz uśmiechem, bo zauważam Shiona. Ma niezłe wyczucie, to mu muszę przyznać.
     - Chodzisz taki zamyślony, coś nie tak, kochanie? – Zapytał, mając w rękach talerz pełen krokietów. Amka, żarcie. Odstawił go na stół nakryty białym obrusem.
     - W tej chwili nie ma czasu na myślenie, kiedy każdy coś tu robi i jest ogólny harmider.
     - O nie, szkrabie..! – Aha, właśnie zostałem i tak zignorowany, bo chłopak podbiegł do dziecka, które dobierało się do słodyczy na choince, wziął je na ręce. Jeszcze chwila, a wszystko runęłoby z impetem na podłogę, przygniatając dziecko. – Nie wolno taak. Masz, wujek da ci jedną czekoladkę. – Skierował się z nim do kuchni, gdzie była Karan, wciąż przygotowująca z Inukashi dania na kolację. – Nezumi, zmieć igły, które spadły. – Wręcz mi nakazał, ale po tym się zaśmiał.
     Zrobiliśmy sobie wspólną wigilię dwa dni po tym jak obaj ustaliliśmy, że nadrobimy zaległości.
     Nie narzekam, było tak jak zaplanowano. Każdy złożył sobie życzenia, dostaliśmy prezenty (najwięcej jednak otrzymał malec, jako że to dziecko, które każdy chce uszczęśliwić) i spędziliśmy miło razem czas.
     - Nezumi, wszystkiego dobrego. Żebym zawsze widział u ciebie uśmiech. – Wystawił w moim kierunku pudełko, które ja już wcześnie wywęszyłem w szafie. Wziąłem je.
     – Dziękuję, ale wiesz, że nie trzeba było…
     - Oh, przestań. Po prostu rozpakuj. – Poprosił z iskierkami w oczach.
     Zrobiłem to. W środku ujrzałem broszkę w kształcie osy.
     - Tak naprawdę to nie wiedziałem, co mam ci kupić, ale jak to zobaczyłem, to uznałem za odpowiedni prezent. – Była wielkości połowy dłoni. – Możesz ją schować do szuflady albo postawić gdzieś do ozdoby. Bylebym miał tę świadomość, że to masz.
     - Dziękuję. Nie wiem co mam powiedzieć. Jest śliczna. Przypomina…
     - Tak. Z tego względu ją dostałeś. – Przypiął mi ją do mojej bladoniebieskiej koszuli, tuż przy sercu. Podszedłem do choinki, wziąłem podarunek dla niego i wręczyłem Shionowi.
     - Pomyślałem, że ci się przyda. W końcu twój stary telefon został zniszczony w drobny maczek.
     - Ale lubiłem go.
     - Ten też polubisz. – Muszę przyznać się, że wcześniejszy pomysł po prostu uznałem za bezużyteczny i kupiłem mu właśnie to, co dostał. Od tamtej pory żył bez komórki. Biedaczek.

     - Kochajmy się. Teraz. – Białowłosy siedział na łóżku, przykryty już kołdrą. Ja znajdowałem się obok niego, ale leżałem, wpatrując się  w sufit. Ogółem to rozmawialiśmy, ale on tymi słowami spowodował krótką ciszę w pokoju. – Wiem, że tego chcesz, ale wolisz się nie odzywać. – Zaciskał dłonie w pięści na pościeli. – Nezumiii~ - Usiadł szybko na mnie okrakiem, palcami błądząc po moim torsie. – Przeleć mnie porządnie. Nie bądź kluchą. – Zachichotał, podciągając do góry moją koszulkę.
     - Nie tak prędko. – Usiadłem, podpierając się jedną ręką za plecami, a drugą złapałem za jego podbródek i złączyłem nasze usta. Poczułem, że on jest bardzo napalony, bo zaczął zachłannie oddawać pocałunek, jakby prosząc o więcej. Przebiłem się przez szereg jego zębów językiem, by napotkać ten chłopaka. Poddawał się, nie chciał choć na chwilę zawalczyć o dominację. Podobało mi się to. Zarzucił rączki na moją szyję, a ja tym sposobem pozbyłem się z niego koszulki, całując go najpierw w jabłko Adama, potem polizałem wzdłuż prawego obojczyka. Wróciłem do błagających o więcej uwagi warg Shiona, zagryzając mu dolną. Białowłosy wzdychał mi do ust, pojękując co jakiś czas i wymawiając moje imię w sposób bardzo mnie podniecający, więc zacząłem pieścić przez bokserki jego męskość, nie przestając się z nim całować.
    - Ohh, taak, więcej. Chcę więcej~! – Mrużył oczy, kiedy czule zajmowałem się jego sutkami. Poruszał delikatnie biodrami, kiedy ściskałem mu pośladki. W chwili, gdy lekko się uniósł, zsunąłem z niego bieliznę na tyle, na ile pozwalała mi nasza pozycja. Rozebrałem się z górnej części mojej garderoby, a młodszy zlazł ze mnie, by umiejscowić się między moimi nogami. Musnął ustami mojego przyjaciela przez cienki materiał bokserek, ale zaraz zdjął je ze mnie. Polizał penisa wzdłuż, trzymając go w dłoniach.
     Długo powstrzymywałem się od westchnień, lecz Shion wiedział jak należy postąpić, by osiągnąć to co chce. A ja osiągnąłem erekcję. Włożył go sobie do buzi i zaczął nią poruszać, tym samym wypiął swój tyłek, a jego plecy tworzyły łuk. Miałem teraz doskonały widok na niego i znak węża, który go oplatał. Podniósł się i pchnął mnie na plecy, całując przy tym. Obaj byliśmy rozpaleni do tego stopnia, że nie obchodziło nas, co się może stać. Ktoś mógł wejść, a nas by to nie obeszło. Po prostu chwila nas pochłonęła.
     - Mmm… Shionie, nie wiedziałem, że potrafisz być taki pewny siebie~
     - Jeszcze wiele o mnie nie wiesz, hehe. – Zaśmiał się krótko, acz melodyjnie, wchodząc z powrotem na mnie od razu nadziewając się na moją męskość. Z bólu mocno zacisnął powieki, odchylając głowę do tyłu. Złapałem go za biodra, pomagając mu nadziać się do końca. Zagryzł swoją wargę dość mocno, trzymając się moich nadgarstków. – Taak, ahh… Uuhh~ - Kiedy powoli zaczął się poruszać na mnie, łzy powoli zaczęły cieknąć mu z oczu. Usiadłem, zostawiając na jego ustach czuły pocałunek.
     - Boli? Ahh… - Sapałem, bo on nieustępliwie wiercił się.
     - Tak, ale kładź się. Jest mi dobrze. – Położył się razem ze mną, a ja obróciłem się, tak że teraz on znajdował się na dole. Ująłem jego udo, posuwając go. Na początku były to powolne ruchy, które potem stały się szybsze i rytmiczne. Mój chłopak tylko prosił o więcej, obejmując mnie i wbijając paznokcie w plecy. – Proszę… Powiedz mi, dlaczego.. – I kolejna seria wzdychań – Gdzie byłeś pół roku?
     - Nie czas na taką rozmowę. – Odparłem, prostując się i kładąc jego nogę na swoim ramieniu. On ułożył swoje ręce nad głową, głośno jęcząc i obracając głowę na bok.
     - Prooszę… Błagam cię. – Włożyłem mu palca do ust, a on instynktownie zaczął go ssać – Tak, przyspiesz, kochanie! – Drugą ręką pocierałem jego penisa i zaraz poczułem jak dochodzi z głośnym westchnięciem.  Ja osiągnąłem orgazm po kilku pchnięciach, padając na niego i chcąc uspokoić swoje serce. 



Słabe? Trudno! Lavi dopiero się rozkręca. 

niedziela, 16 czerwca 2013

Ogłoszenie lokalne

Ponad dwa miesiące milczę. Szczerze? Powodów nie znam. Pewnie to wina lenistwa i tego, że nie bardzo mam pomysł jak wszystko rozkręcić. Zbliżają się wakacje, więc będzie możliwość pisania częściej, chociaż wcześniej obiecałam takie rzeczy, a wyszło jak wyszło. .___. Chciałam dobrze.
Przepraszam.
Wznowię.
Nie opuściłam bloga, jest zbyt ważny dla mnie.

Ogłaszam konkurs na moim blogu. Ktoś porzucił mi pomysł, żeby Karasu miał jeszcze młodszą siostrę. I tu zaczyna się zabawa. Ma być yaoistką i kto się zna na zachowaniu yaoistki jak nie my?
Zadanie: Opisz dziewczynę, nadaj imię, podrasuj zachowanie, wygląd i osobowość.
W nagrodę mogę umieścić zwycięzcę w opowiadaniu. Jeżeli jest taka zachcianka, może być ową siostrą Karasu. Albo wedle uznania. :D

Pomysły proszę pisać w komentarzach. Liczę na wsparcie i kreatywność moi mili!

wtorek, 2 kwietnia 2013

rozdział 22.

Aż sama jestem w szoku, że tak szybko napisałam kolejny rozdział. o.o Dziś kruk i bułeczki z powietrzem, miłego czytania~



~Inukashi.

Jedna dusza w dwóch ciałach

On szczęściem przepełniony,
Ona groźna jak zburzona woda.
On od wiatru chroniony,
Ona nieposkromiona jak pszczoła


     - Odnowiłam hotel. Mój hotel. – Warknęła do siebie Psiara, krążąc po swoim niewielkim pokoju, łóżko z koronkowym baldachimem stało w rogu po ścianą, miało bladoczerwoną pościel. Naprzeciw, tuż pod oknem, znajdowała się stara brązowa komoda z białymi elementami, za każdym razem, kiedy ją otwierano, skrzypiała niemiłosiernie, jak wredna baba, która nie potrafi zamknąć jadaczki i wciąż by ględziła o tym, jakie to jej życie było okropne podczas wojny. Inukashi szczerze jej nienawidziła za to, ale nie chciała się pozbyć, mimo że była zużyta. Powód był prosty, to jedna z nielicznych pamiątek, jakie miała po człowieku, który ją wychował, a potem opuścił, kiedy była zdolna sama zdobywać jedzenie. Resztę pomieszczenia zajmowały graty, będące, jak to dziewczyna nazywała, zbiorem drogocennych rupieci, których nie można sprzedać. Jakieś porcelanowe laleczki, chusty, jeden niebieski wazon, pluszowy pies husky… Można by tak wymieniać bez końca.
     Chociaż mniej zajmowała się handlem, bo większość czasu starała się wychowywać Nezushi, a czasami wpadło trochę do kieszeni, nie mogła opuszczać za często hotelu. Miasto Róży, powrócono do dawnej nazwy, po poprzednia przepełniała wszystkich grozą, rozwijało się bardzo dobrze. Od kiedy powstał las, który miał na celu odnowienie ‘Miejsca Ludzi Lasu’ (Shion zadbał o to głównie ze względu na Nezumiego, tego długowłosa była pewna), mieszkańcy powoli zaczynali się dogadywać, niekoniecznie żyć w idealniej symbiozie. Znalazło się tutaj trochę zbirów, łachudrów, ale wszędzie by tacy istnieli. Oni tylko dodawali uroku miastu.
     Bazar został odnowiony. Nadal znajdował się tam, gdzie kiedyś istniał Zachodni Blok, chociaż ta nazw była używana tylko przez tutejszych. Łatwo stanął na nogi i miał się świetnie. Ba! To stało się centrum wszystkiego, niekiedy mówiono, że to źródło zysków i strat. Powstało wiele straganów, kawiarenek, sklepów jak i również stoisk, gdzie można było łatwo zmarnować pieniądze. Wiecie, zakłady, czy gry. Ah ci naciągacze, wszędzie chcą zarobić. W to miejsce można było dostać się tylko pieszo, miało być zdrowo i ekologicznie. Dziewczynę cieszył niezmiernie fakt, że jej Psi Hotel znajdował się niedaleko, dzięki czemu interes kwitł. Ale najgorsze to to, że wszystko było na jej głowie, a klientów, którzy chcieli ogrzewać się przy psach, albo się nimi po prostu zajmować, przybywało z każdym dniem. Najgorzej bywało latem…
     Nie chciała obciążać tym Shiona, poza tym teraz to on był zakochany i miał własne zajęcia, ale potrzebowała kogoś do pomocy. Kogoś, kto wyręczy ją chociaż z połowy obowiązków, żeby mogła częściej wyjść poza teren hotelu i załatwić co trzeba. Była więźniem własnego domu. Okrutne.
     - I na co mi ta odnowa – kopnęła jedną z poduszek leżących na podłodze – skoro siedzę jakby w jakiejś klatce, psia krew!
     - A psiik~! – Usłyszała za sobą słodkie kichnięcie. To mały, siedzący przy suce, która opiekowała się nim i pielęgnowała na zmianę z Inukashi.
     - No jeszcze brakuje do tego całego melodramatu tego, żebyś teraz zachorował. – W duszy podziękowała, że on nie wychowuje się w takich warunkach, w jakich ona miała okazję żyć. Podała mu jedną z zabawek, która wesoło zagrzechotała. – Muszę wyjść. Będę niedługo, zajmij się nim, dobrze?
     Powiedziała do psa, który zrozumiał prośbę i wystawił język na znak, że rozumie, potem polizała nim dzieciaka, który zachichotał. Dziewczyna uśmiechnęła się na ten widok, poczochrała włoski małego i wyszła, zarzucając na siebie płaszcz. Mały potrzebuje mleka, ale po kiego grzyba mam iść z tymi frajerami? Czego chcą?
     Idąc w stronę Bazaru, szperała w swojej niewielkiej skórzanej torbie, sprawdzając, czy ma wszystko, co potrzebne. Nałożyła na siebie kaptur i w tej chwili ktoś na nią wpadł, ją to zabolało. Chyba ta osoba biegła i nie zauważyła, że droga nie jest aż tak wolna.
     - Co to ma być? Oczu nie masz? – Pokazała groźnie zęby, kiedy zobaczyła, leżąc na ziemi, że nad nią stoi zdyszany chłopak z naciągniętą na głowę czapką, spod której wystawały kruczoczarne loki. Usta miał pełne, wyraz twarzy delikatny, jeszcze młodzieńczy, a oczy czekoladowe. Mogła się w nich zatracić, ale nie w tej chwili. Uniosła lewą brew, patrząc pytająco. – Chyba jakieś przeprosiny mi się należą.
    - Przepraszam, przepraszam! – Prawie wykrzyczał, potem obejrzał się za siebie i zakrztusił powietrzem. – Muszę lecieć! – Biegnąc, naciągnął jeszcze mocniej czapkę.
     - Frajer! – Zawołała za nim, wstając i otrzepując się ze śniegu. – Chamstwo się szerzy.
     Był początek stycznia. Ponoć Nezumi miał się dobrze, wyszedł ze szpitala, ale jakoś ją to mało obchodziło. Ogarnęła się i ruszyła do centrum.  Szukała wzrokiem pary zakochanych, ale miała już nerwy. Primo, musiała już popsuć sobie humor tym, że oni chcieli się z nią zobaczyć, a jak okaże się, że tylko po to ‘żeby się spotkać’ no to mogło być z nimi źle, secundo, jakiś pieprzony lamus wpadł na nią całkiem niedawno, nie tłumacząc się nawet. Cała buzowała, gdyby to było możliwe, czarna deszczowa chmura unosiłaby się za nią i podążała krok za krokiem jak cień.
     Opatuliła się bardziej, kiedy spostrzegła obiekty poszukiwań. Za każdym razem jak widziała, czy myślała o Szczurze to przypominała jej się scena przeprosin i próśb aby on wrócił do Shiona. Zadawała sobie od tamtej pory pytanie: Dlaczego wtedy zaczęła dobierać się do swojego przyjaciela? Wtedy w myślach padała odpowiedź, że ON wrócił i może utracić białowłosego. Chciała zrobić wszystko, by utrzymać go przy sobie, żeby nie odszedł… Powierzyła mu tyle tajemnic, no nie wszystkie, bez przesady, ale jednak. Miała w nim oparcie, w środku kuło ją jak widziała ich razem. To nie zazdrość, ale bardziej chęć mordu. Dziwna dziewczyna.
     - No, Inu, urosłaś. – Szarooki położył jej dłoń na głowie. Poczuła ją nawet przez kaptur. Warknęła i łypnęła na niego ostro.
     - Łapy przy sobie, kochasiu. Co chcieliście, że dlatego musiałam opuścić hotel i zostawić go na pastwę psów?
     Chłopcy popatrzyli na siebie, odwzajemniając uśmiechy.
     - Spotkać się. – Odpowiedzieli razem, a Inukashi już żyłka na skroni pulsowała. W głowie miała scenę jak rozszarpuje Nezumiego własnymi zębami gardło. Krew tryskała na wszystkie strony. Piękny jak dla niej widok.
     - Nie mam czasu na jakieś durne spotkania z wami. Ja w odróżnieniu od was mam zajęcia! – Miała pioruny w oczach, ale chwilę potem opamiętała się, widząc uśmiechniętą twarz Shiona. Tyle już przeszedł. Pokręciła głową, chcąc wyrzucić z siebie zbędne myśli. Przyłożyła rękę do czoła. – Dobra. Gdzie idziemy?
     - Może tak… - Czerwonooki zaczął myśleć, stukając się palcem po podbródku, w końcu dostrzegł jedną z cukierni – Tam! Jedna ze słodkości mojej mamy stała się tak popularna, że oni chcieli od niej przepis. – Klasnął dłonie wesoło, zaczynając ciągnąć swojego chłopaka w tamtą stronę. – No daleej, chodźcie! Nie pożałujecie…
     - Ty łachudro! – Usłyszeli donośny męski głos - Pomiocie szatana, wracaj tutaj! Uduszę cię własnymi rękoma!
     Nim Shion zdążył odskoczyć, za Nezumim znalazł się jakiś chłopak, nieco wyższy od długowłosego. Złapał go za ramiona i schował się za jego plecami.
     - Ratujcie mnie. Ten facet jest opętany. – Jęknął, łapiąc za rękę syna Karan i przyciągnął do siebie, coby się ukryć. – Myśli, że miałem romans z jej córką, co nie jest prawdą, i ma siekierę! On mnie zabije, jestem niewinny!
     - Milcz. – Nakazał Szczur, machając do owego faceta, który zaraz do nich podszedł. – To pana zguba?
     - Oh, Eve… Miło cię widzieć.
     - I wzajemnie, proszę pana. Widziałem pana na ostatnim występnie przed świętami.
     - Naprawdę? – Nie miał siekiery. Inukashi uznała, że to kłamca. – Cieszę się, że mnie zauważyłeś. To zaszczyt. – Ukłonił się.
     Zaraz, zaraz.
      Ona już gdzieś widziała te loki. Czarne jak u kruka. Tym razem nie były przykryte czapką. Miał ją ten gruby facet, co go gonił.
     O nie. Kłamca! Coś jej mówiła, że jemu nie należy ufać. To on na nią wpadł.
     - Frajer. – Wysyczała, wbijając w niego wzrok.
     - Eve, to twój kolega?
     - Naturalnie – Przytaknął. – Coś nie tak?- Zapytał melodyjnym głosem, tym, który wywoływał ciarki na skórze Shiona.
     - On – Wskazał na osobę chowająco się za nimi – chciał wykorzystać moją córkę, a ja na to nie pozwolę!
     - Panie, ja tylko z nią rozmawiałem. Nie znam jej. Nie moja wina, że poleciała na moje wdzięki, a ja ją odrzuciłem i…  - Resztę dopowiedział już Nezumi, dodał co nieco od siebie, wszystko pięknie koloryzując, a w jego wydaniu wyglądało to lepiej. Na koniec podziękował za rozmowę i pożegnał się z mężczyzną.
     - Dziękuję niezmiernie. Tymczasem my czekaliśmy na niego i mieliśmy razem udać się do pobliskiej cukierni. Kosztował pan już nowy przysmak pani Karan? Polecam serdecznie.  – Potem szepnął do reszty – Zwijamy się.
    Jaki to piękny dzień, by kogoś uśmiercić, myślała Psiara, siedząc już przy stoliku, uprzednio po drodze zakupując mleko i jakieś przekąski dla małego. Pewnie się z tego ucieszy. Można śmiało stwierdzić, że nowo poznany chłopak niekoniecznie przypadł jej do gustu, bo nie zrobił dobrego pierwszego wrażenia. W sumie drugiego też nie.
     - Nezumi, tak? Dzięki za ratunek. – Wesoło powiedział, kiwając się na krześle i rozglądając po pomieszczeniu. Było miło i przyjemnie. – Oh, jak dobrze, że No.6 od dawna nie istnieje, teraz, jako mieszkaniec tego miasta, mogę być sobą. Ta hierarchia… A dajcie spokój. Ojciec tylko narzekał, jaką to miał złą pracę, a mama za to jaka zadowolona była! Zbyt dobrze jej się powodziło i o, doczekała się rozpadu muru, hehe. Mnie to cieszy, bo czułem się tam jak wiatr zamknięty w słoiku. Wiecie, mnie ponoć wszędzie pełno, co nie? – Oparł się łokciami o blat stołu i podparł o ręce brodę. – Chciałbym poznać tych co się do tego przyczynili. Ponoć to dwa młodzieniaszki w mniej więcej w moim wieku. Tak mi mama mówiła.  Ja tam nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Oh, gdzie moja kultura! Karasu jestem. – Podał dłoń do pierwszej osoby z brzegu. I tak po kolei.
     - Shion.
     - Nezumi. A to nasza kochana Inukashi. – Wskazał na wciąż milczącą dziewczynę. – Karasu… Hm, kruk? W sumie pasuje, masz taki kolor włosów, jak one skrzydła.  – Loczek wbił wzrok w Psiarę, która zmrużyła oczy, też się w niego wpatrując. – Uhu, słońce, czujesz tę miłość? – Zaśmiał się, łapiąc swojego chłopaka w pasie i przyciągnął do siebie, jako że oni dwaj siedzieli na narożnej kanapie, a pozostała dwójka na krzesłach.  To nic, że długowłosa miała ochotę rzucić się na nowego znajomego z chęcią zabicia. Coś jej nie pasowało w nim. – Właśnie poznałeś tych dwóch młodzieniaszków, którzy przyczynili się do rozpadu muru.
     Czarnowłosego wbiło w siedzenie. Serio? To oni? Nie dawał wiary. Poza tym uratowali go znowu. Pierwszy raz, kiedy zniknęło No.6 i teraz, od tego gościa. Serce mu zatrzepotało. Złapał się za głowę.
     - Nie wierzę! Haha! Naprawdę? Nie spodziewałem się, że będę miał taki zaszczyt. – Wstał i ukłonił się, następnie usiadł na miejsce. – Rany. Kłamiecie! Dobra, nie ważne. Co zamawiamy?
     - Słodkość mojej mamy. Bułeczki z powietrzem.
     Wszyscy, oprócz białowłosego, wybuchli śmiechem. Ten to potrafi rozluźnić atmosferę.
 

sobota, 23 marca 2013

rozdział 21.

22 lutego minął miesiąc odkąd żyje i funkcjonuje mój blog. Pełny roczek, chciałam dać ten rozdział z okazji urodzin, ale wyszło jak wyszło. To cała ja. Nie jestem z tego dumna, jak bardzo to zaniedbuję, a mam wielu czytelników, którym z góry dziękuję za to, że są. <3
Cieszy mnie każdy komentarz, ten pozytywny jak i negatywny. Dziękuję za ponad 9000 wejść na bloga, staram się dla Was.
'Nie ufaj, nie płacz. Nie warto' - Zapamiętajcie.

W ogóle pierwszy dzień wiosny, a tu zima. Chyba Pasożytnicze Osy będą pojawiać się nieco później niż zawsze. Pożyjemy dłużej! ^^ Bez zbędnych ceregieli, czytajtaaa~





Waiting for the answers
Holding on to hope
Running out of chances
Won't let it go Won't let it go
Dave Days - Were Just Kid
~Shion.

     Też tak macie, że nie widzicie sensu swojego życia? Czasami zdarzają takie chwile zwątpienia, wszystko wtedy staje się takie szare, nawet bezbarwne. Nie czujesz nic. Nie chcesz nic czuć, bo i tak wiesz, że to nie ma już znaczenia. Każda sekunda cholernie się dłuży i ciągnie nieubłaganie. Co zrobić, kiedy wiesz, że straciłeś kogoś, na komu ci zależy? Twoją bratnią duszę, drugą połówkę, część siebie. Chcesz umrzeć, zniknąć i nie istnieć. Albo znaleźć się przy tym ciepłym ciele, wtulając się. Objąć. Przyłożyć opuszki palców do jego policzka, móc musnąć je delikatnie, powiedzieć jak bardzo go potrzebujesz.
     Pustka.
     Tak jest teraz ze mną.
     Teraz to już nie ma nic, nie ma nic... Nie ważne. Czułem się okropnie, żałośnie. Łzy cisnęły mi się do oczu.
     Nezumi, ah! To naprawdę koniec…? - Dalsze moje myśli przerwał mały.
     - Baa… - Załkał, podchodząc do mnie niezgrabnie i wtulił się w moją nogę. – Buu…
     - Tak, wiem. – Wziąłem go na ręce, a ten od razu złapał się mocno mojej koszuli. – Jest zimno.
     Łódź się zachwiała. Płyniemy? Nezushi wydał z siebie coś w rodzaju stłumionego ryku. Trząsł się. Pewnie bardziej ze strachu niż z zimna. Zacząłem głaskać go po główce. ‘Już dobrze, spokojnie, mały.’ Co ja robię… Oszukuję sam siebie. Nie będzie okej, jest źle.
     Znajdowaliśmy się w jednej z kabin, zamknęli mnie tu zaraz jak wrzucono Nezumiego do zimnej wody. Kiedy się tu znalazłem chłopiec siedział sam, ale to dziwne, był spokojny. Nie było widać po nim, że płakał. Zobaczywszy mnie, powiedział nieśmiało ‘Mama…’. Pomylił się. Myślał, że to Inukashi. Tylko do niej tak się przywiązał.
     Otuliłem go rękoma, opierając się o ścianę, a twarz chowając w jego maleńkim ramieniu. Płynęliśmy. Dokąd? Co z nami będzie?
    - Nezumi… - Zamknąłem oczy, poddałem się. – To nie ma sensu. – Kompletna pustka ogarniająca moje ciało zdawała się mnie niszczyć. Coś ciepłego zaczęło spływać po moim policzku.

Wspomnienia pozostaną w sercu mym,
Jest tam małe miejsce, w którym mieszkasz ty.

    Nie chcę… Chciałbym wrócić do tego co było. Co zrobiłem nie tak, że los mści się na mnie?
    Serce rozerwane. Postrzelone, albo przebite nożem. Boli i krwawi, ale bije. Wolałbym, żeby przestało. Chciałem do niego. Do Nezumiego. Nikogo tak bardzo nie pragnąłem jak jego. Ciepłe usta, zimne dłonie, idealny tors, szare oczy wpatrujące się we mnie, czasami już nawet rozbierające wzrokiem. Lubiłem to. Proszę, niech to wróci. To sen, nic więcej. Chcę być przy nim. Obiecuję, że już go nigdy nie opuszczę. Pragnę się obudzić z tego koszmaru. Błagam. Niech on żyje, umrę za niego. Nezumiego bardziej potrzebuje świat niż mnie!
     Osunąłem się po zimnej i chropowatej powierzchni na podłogę. To nic, że przez to zabolały mnie plecy, pewnie je sobie w niektórych miejscach zdarłem.
     - Shion! – Głos chłopaka przedarła się do mojego umysłu, był trochę stłumiony. Rany, już pada mi na mózg, jest źle, bo wyobrażam sobie jego głos. – Gdzie jesteś? – Tutaj, tutaj. Myślę o tobie, a tak naprawdę ciebie tu nie ma… Chwila…
     - Nezumi?! – Wstałem, chwiejąc się. Podbiegłem z dzieckiem na rękach do drzwi. –To ty? Jesteś tam? Żyjesz! – Wydałem z siebie zdławiony jęk.
     - Rany… Inukashi mówiła, że jestem demonem. Mnie tak łatwo nie można się pozbyć. – Usłyszałem zza ogromnych drzwi. – Otw…- - Urwał i coś upadło na ziemię. Ponownie wezwałem jego imię, ale była tylko cisza. Potem jakby szarpanina. – Hej! – Walnąłem pięścią w metal oddzielający mnie od chłopaka. Najwyraźniej był tam ktoś jeszcze.  
     - Pożałujesz, że przeżyłeś. Będziesz wzywać moje imię przed śmiercią! – Gruby męski głos powiedział to dość poważnie. To był ten, co nas porwał. Tonack mu chyba było. Jedyne co było w nim dobrego to te jego okulary przeciwsłoneczne, zawsze chciałem mieć takie pilotki. Nie teraz na takie rozmyślania, Shion. Że też potrafisz myśleć o głupotach w takiej chwili, wstydź się.
     - Odsuńcie się.
     - A-ale drzwi są zamknięte… Na amen. – Bąknąłem, wycofując się kilka kroków. Mały pociągnął mnie za włosy. Zaczynało się robić coraz zimniej.
     Wtedy drzwi zostały otwarte. Ujrzałem Szczura, był zdyszany i zgarbiony, ale jego szare oczy nie traciły blasku. Trzymał się lewą ręką za żebra. Był cały mokry, woda kapała z jego włosów, które przykleiły się do twarzy, usta sine, rozcięte, a krew zdążyła już zaschnąć. Przyszedł tu po mnie, w takim stanie. Niesłychane. Z przerażeniem podbiegłem do niego.
     - Idziemy.
     - Nezumi… Jak ty wyglądasz, trzeba coś z tym zrobić. I to szybko. Wpadłeś do wody, jak ty się w ogóle trzymasz?
     - Idziemy. – Powtórzył, popychając mnie do przodu.
     - Nie uda nam się tak łatwo. Jest ich tutaj co najmniej ośmiu. Tylu widziałem, to nie będzie takie łatwe, uwierz mi.
     - Wyszliśmy cali z Zakładu Karnego to i stąd się wydostaniemy. A dwóch już się pozbyłem. – Podszedł do Tonacka, który leżał na podłodze i kopnął go w bok, a ten zawył żałośnie. - Gnij tutaj, niedoszły romantyku. – Mężczyzna zastękał, zwijając się z bólu, widziałem jak krwawi mu brzuch.
     - Mogłem zabić to twoje dziecko…. albo sprzedać…
     Heh, heh – Śmiech Nezumiego odbił się po pomieszczeniu. Użył do tego pogardy.
     - Moje? To to? – Pokazał na Nezushi. – Ależ zabawne! Słyszałeś, Shion? – Szturchnął mnie. – On myślał, że jestem z Inukashi. Niedoczekanie. – Przykucnął przy nim. – Stary. Radzę ci się tu więcej nie pokazywać. Lepiej będzie jak znikniecie gdzieś, bo ostrzegam, że następne nasze spotkanie nie będzie takie miłe. Ponoć jestem demonem w ciele anioła. Miej to na uwadze. Słońce, zwiąż go. – Postawiłem dzieciaka i zrobiłem to o co poprosił mnie chłopak. Lina zwisała na szczęście z jakieś rury i uniemożliwiłem mu ruchy rąk.
     - Postrzeliłeś go w brzuch? Chcesz mieć kolejną duszę na sumieniu.
    - Przeżyje, o ile nie wróci. Bywaj, Tonack. – Pomachał mu.

     Wyszliśmy na górę, a ja strasznie bałem się o Nezumiego. Był zmarnowany tym wszystkim, to było pewne. Wiatr owiał nasze twarze, on pewnie odczuł to jeszcze bardziej, w końcu był calutki przemoczony. Mając malca na rękach, opatuliłem siebie i jego swoją kurtką. Co dalej zrobimy, jak panoszą się tutaj te gbury? Ciemnowłosy powiedział, że ci idioci bez swojego przywódcy są niczym. Gdzieś nieopodal leżał jakiś gruby facet, przywiązany do barierki. Szarpał się ze sznurem i wzywał pomocy. Mój chłopak podszedł do niego, a ja grzecznie postąpiłem za nim. Chwilę mówił do niego coś w stylu: ‘Wasz pan i władca debilizmu osiągnął swój kres możliwości. Przekazał, że macie nas uwolnić, a jemu nie przeszkadzać. Siedzi w kabinie na samym końcu pod podkładem.’ I jeszcze inne podobne historyjki. Posłał mu ciepły uśmiech, poprosił ode mnie nóż i uwolnił go.
     - Czyli mamy zawrócić statek?
     - W rzeczy samej, do portu.  – To naprawdę banda debili, uwierzyli w bajeczki Nezumiego o tym wszystkim? Albo udają takich, a w rzeczywistości bali się swojego szefa bardziej niż Inukashi śmierci. Właśnie… Co z nią? Pokręciłem głową, odganiając tę myśl.
Jest dobrze, Inu. Wracamy. Trzymaj się.
     - Baa! – Wyglądało jakby najmłodszy miał się za chwilę rozpłakać. Wszyscy byliśmy głodni i przemęczeni. Nezumi kaszlnął, trzymając się barierki. Ciało już odmawiało mu posłuszeństwa, nie wytrzyma za długo. Położyłem mu dłoń na ramieniu.
     - W porządku. Prawie jesteśmy, też się trzymaj. Gdzie masz kurtkę? Jest ci pewnie okropnie zimno.
     - Nie… Mikrofibra jest doskonałym materiałem żeby mnie ogrzewać. I jeszcze oni. – Z kieszeni jego spodni wyjrzały dwie mysie główki, a Hamlet siedział niedaleko mojej dłoni, którą miałem na szarookim. Pisnął wesoło, co chyba miało znaczyć ‘Nie bój się, daliśmy radę!’. Uśmiechnąłem się, bardziej do siebie. – Co, już zmartwienie zniknęło? – Przeszły go dreszcze.
     - Nezumi… Martwię się o ciebie. Nie udawaj twardego. – Powiedziałem smutno, szybka zmiana nastroju.
     Jeszcze tylko droga prosta w stronę miasta. Znowu nazwano je Miastem Róży, było piękne nawet o takiej porze roku. Szczur zszedł z pokładu z dużym wysiłkiem. Statek odpłynął. Ciekawe, czy ich zobaczę. Ten z długą siwą kitką powiedział, że dobrze zajmą się Tonackiem, bo to on kazał im tutaj się pojawić, a oni chcieli uciec jak najdalej od tego miejsca, gdzie byli przetrzymywani jako więźniowie. Niedaleko na dużym kamieniu zauważyłem kurtkę Nezumiego. Zimowe słońce trochę ją wysuszyło. Ciągnąc małego za rękę poszedłem po nią i zaraz zarzuciłem na chłopaka. Już mniej się martwię.
     W połowie drogi zauważyłem, że biegnie do nas Psiara. Krzyczała moje imię.
     - Boże! Nezushi, moje dziecko. – Zabrała go ode mnie. Kolejne zmartwienie z główki. Teraz mogłem pomóc mojemu kochankowi. Objąłem go w pasie, a jego rękę przełożyłem przez swoje ramiona, mocno trzymając, żeby nie upadł. Potrzebował pomocy lekarskiej. Podejrzewałem odmrożenie ciała.
     - Skarbie, zimno mi… - Mdlał mi w objęciach, jest źle. Wiatr i wilgotne powietrze negatywnie wpływały na jego stan, usta drżały, był cały sztywny. Musimy go przenieść do ciepłego miejsca. Najbliżej znajdował się odnowiony już Psi Hotel i tam się udaliśmy.
     Ułożyłem go w jednym z pokoi, dziewczyna zajęła się dzieckiem. Opadłem na ziemię zmęczony, ale to nie czas na odpoczynek. Nezumi mógł umrzeć, a ja nie mogłem na to pozwolić.
     - Zimno… Cholernie… Boi, piecze… Shion - Kaszlnął. Sinoczerwone zabarwienie skóry, obrzęki. Jest kurewsko źle.
     - Karetka zaraz przyjedzie. – Przyszła długowłosa z miską pełną ciepłej wody. Namoczyłem ściereczkę i przyłożyłem do jego twarzy, uprzednio pozbywając się mokrego ubrania. Miałem wrażenie, że zaraz zejdzie mi z tego świata. – Mały śpi, jest dobrze, liczę, że nie dopadnie go przeziębienie – Powiedziała zmartwiona. – Co się w ogóle stało?
     - Wrzucili go do wody. A ty skąd wiedziałaś, gdzie nas szukać?
     - Rozmawiając z tobą, słyszałam szum morza, proste. – Wzruszyła ramionami. – Szybko się rozłączyłeś, a jak chciałam ponownie zadzwonić to już nie mogłam.
     - Ah, tak. Zepsuli mi telefon. On myślał, że masz dziecko z Nezumim. – Zaśmiałem się nerwowo, zajmując się nim. Moczenie ścierki, wyciskanie i łagodzenie bólu na ciele. – Chciał się za coś zemścić. Tyle wiem. – Zostałem złapany za nadgarstek, nie mocno.
    - Nie mów jej nic… Ważne, że… mały cały. – Wymamrotał.
     I tak to było. Wróciliśmy, a Nezumi trafił do szpitala i miał tam pozostać na kilka dni.

 Stwierdzili hipotermię, szczęście No niezła wigilia. Nie zapomnę jej do końca życia.




Uhuhu, dziękuję za przeczytanie. Męczyłam się bite trzy dni, żeby ładnie wykończyć. Wiecie, że fajnie pisze się, będąc pod wpływem alkoholu? Spokojnie, nie jestem Rikigą ^^ Z tego miejsca chciałabym poprosić o to, że jeżeli ktoś chce być powiadamiany o notkach, niech da znać tutaj pod rozdziałem. Zbieram wszystko na nowo, bo się pogubiłam. ;-;
A jeżeli jesteś fanem NO.6 to zapraszam~ https://www.facebook.com/KazeNoReqiuem


Lavi.